Już samo pudełko sugeruje, że to nie jest zwykły robot
Kiedy zobaczyłam to pudełko, trochę się przeraziłam, bo było gigantyczne, w dodatku bardzo ciężkie. Winna jest temu oczywiście stacja dokująca PowerDock. Baza jest wielka, ale nie dla dekoracji. Kiedy człowiek zrozumie, ile się dzieje wewnątrz tej konstrukcji, o wiele łatwiej zaakceptować jej gabaryty. Oprócz stacji, w pudełku znalazł się robot sprzątający, 6 padów mopujących (po trzy z każdego rodzaju), trzy różne płyny do mycia podłóg, zapasowy worek na kurz, kabel zasilający i instrukcja. Jest też rampa do stacji i to w zasadzie (oprócz kabla) jedyny element, który trzeba zamontować.
Pisałam to już przy okazji testu innego modelu od Dreame – producent tworzy swoje sprzęty tak, by można z nich było korzystać niemalże od razu. Wyjmujemy z pudełka, podłączamy, kładziemy robota i napełniamy to, co powinno być napełnione. To praktycznie wszystko. Zostaje jeszcze konfiguracja z aplikacją, jednak to również przebiega bez najmniejszego problemu. Bardzo mi się podoba to podejście, bo dzięki niemu każdy, nawet mniej obeznany z technologią, sobie z tym poradzi.


Wróćmy teraz do stacji. Już kiedy na nią spojrzymy, to design krzyczy: „Premium!”. Całość, razem z robotem, jest biała, tylko przód bazy jest srebrny z teksturą. To co prawda nie moje kolory, ale może się podobać. Przy tym rozmiarze wygląd ma duże znacznie, bo w wielu wnętrzach baza zwyczajnie będzie musiała stanowić element wystroju. Oczywiście to nie wygląd jest tutaj najważniejszy, tylko funkcjonalność. A ta… jest iście futurystyczna. W stacji przechowywane są trzy rodzaje mopów i to nie po to, by nam się nie zgubiły. Dreame Matrix10 Pro sam je wymienia. Dosłownie – specjalny mechanizm wybiera odpowiednie pady, umieszcza je w podłodze stacji, a potem robot wjeżdża i są one w nim montowane.



Dalej mamy miejsce z workiem na kurz i dozownik detergentów. Pamiętacie, jak wspomniałam o trzech różnych płynach? Przegródki w dozowniku też są trzy, więc można tam je wlać i zapomnieć aż do czasu uzupełnienia. U góry natomiast kryją się pojemniki na czystą i brudną wodę. Już sam ten opis pokazuje zakres automatyzacji tego sprzętu, a to dopiero początek.
Wymienne mopy brzmią jak gadżet. Dopóki nie zobaczy się efektów
Właśnie system Multi-Mop Switching jest największą nowością w Matrix10 Pro. Robot korzysta z trzech różnych rodzajów padów:
- nylonowych do mocniejszych zabrudzeń,
- gąbkowych do płytek,
- termicznych, utrzymujących wyższą temperaturę podczas pracy.

Sama idea początkowo wydawała mi się trochę przesadzona. Bo umówmy się — brzmi to jak coś wymyślonego przez ludzi, którzy uznali, że zwykły mop to za mało futurystyczne rozwiązanie. Tylko że efekty naprawdę są widoczne. Patrząc na podłogę, miałam za każdym razem takie ogólne poczucie czystości i jakoś od razu milej się robiło. Dreame nie traktuje mopowania jako dodatku, tylko jako faktyczne mycie podłogi, a to w praktyce gigantyczna różnica.


Pady obracają się z prędkością 165 obrotów na minutę, generując nacisk 8 N. Dodatkowo system MopExtend RoboSwing pozwala wysuwać mop bliżej krawędzi i listew przypodłogowych. Dzięki temu miejsca, które inne roboty zwyczajnie omijają z powodu ograniczeń technicznych, Matrix10 Pro sprząta bardzo dobrze. Świetną opcją jest również przypisywania różnych detergentów do różnych pomieszczeń. Można osobno ustawić środek do drewna tam, gdzie mamy taką podłogę, detergent neutralizujący zapachy zwierząt (bezpieczny nawet do lizania!) do pomieszczenia, w którym pupil najczęściej przebywa oraz ten zwykły, do codziennego mycia. Takie rzeczy wygodnie ustawiamy w aplikacji.


Natomiast po skończonym myciu, robot wraca do stacji, a tam mopy są automatycznie myte w temperaturze 100°C, a potem suszone gorącym powietrzem, by przygotować je na kolejne użycie. Dzieje się tak również w trakcie cyklu, jeśli urządzenie musi przełączyć się na inne mopy oraz detergent, przypisane do danego połączenia. Szczególnie docenią to osoby, które miały wcześniej tańsze roboty z mopami pachnącymi po kilku dniach jak wilgotna ścierka pozostawiona w zlewie.



Odkurzanie? Klasycznie bardzo wysoki poziom
W zasadzie w tej sekcji nie mam za dużo do powiedzenia, bo Dreame odkurzanie opanowało do perfekcji. Mamy tutaj moc ssania do 30 000 Pa, więc żaden kurz czy psia sierść robotowi nie jest straszna. Wysuwana szczotka boczna dociera do trudniej dostępnych miejsc, a podwójny system szczotek HyperStream Detangling DuoBrush został zaprojektowany tak, by nie wplątywały się w niego włosy. Potwierdzam – działa. Niczego nie musiałam po testach wycinać ani wyplątywać. Dzięki tym wszystkim rozwiązaniom kurz, sierść, włosy, okruchy czy drobny piasek znikają bez problemu.


Co bardzo istotne – Matrix10 Pro nie wymaga od nas sterylnego mieszkania. Wiecie, chodzi mi tutaj o wstępne przygotowanie, odsuwanie mebli, zbieranie wszystkiego z podłogi. Jasne, dobrze jest usunąć z drogi elementy, które mogą zostać przypadkowo wciągnięte i uszkodzić robota, to samo jednak robimy nawet przy klasycznym odkurzaczu. System Smart 3DAdapt oraz rozbudowana nawigacja Pathfinder Smart Navigation sprawiają, że sprzęt bardzo sprawnie omija przeszkody na swojej drodze, o nic się nie obija i po prostu jeździ płynnie.
Według specyfikacji, bateria ma pojemność 6400 mAh i może wystarczyć nawet na 260 minut sprzątania. U mnie na cały cykl Dreame Matrix10 Pro potrzebował jakiejś godziny, więc to naprawdę wystarczający czas nawet na duże mieszkanie (moje ma 73 m², choć wiadomo, powierzchnia sprzątana jest mniejsza).
Aplikacja Dreamehome daje ogromne możliwości
Jak przystało na inteligentny sprzęt, pełny potencjał Dreame Matrix10 Pro osiąga po sparowaniu z aplikacją producenta. Proces ten jest szybki, bo wystarczy podnieść klapkę robota, zeskanować kod QR i postępować zgodnie z kolejnymi instrukcjami na ekranie. W apce czeka na nas ogrom funkcji, które na początku mogą trochę przytłaczać, ale jak już człowiek się w nich rozezna, to wszystkie wydają się całkiem potrzebne.

Można tutaj:
- przypisywać konkretne mopy do konkretnych pomieszczeń,
- ustawiać detergenty,
- tworzyć harmonogramy,
- zarządzać strefami,
- regulować wilgotność mopów,
- ustawiać częstotliwość ich mycia,
- korzystać z map wielopoziomowych,
- sterować głosowo,
- integrować robota z Matter, Alexą, Siri czy Google Home.








Dla gadżeciarzy będzie to raj. Dla osób mniej technicznych… początkowo może być tego po prostu dużo. Na szczęście robot bardzo dobrze działa również w automatycznym trybie CleanGenius (robot sam decyduje, co i jak), więc można na spokojnie się wszystkiego nauczyć. Jest też specjalna sekcja dla właścicieli zwierzaków, bo wiecie, ten robot może być również „opiekunką” waszego pupila. Będąc w pracy można dostawać jego zdjęcia, a z bardziej praktycznych rzeczy – ustawić chociażby dokładniejsze sprzątanie koło jego legowiska. Nie zabrakło też sterowania głosowego, integracji z Alexą, Google Home i Siri, a także zgodności ze standardem Matter, jeśli macie w domu więcej inteligentnych sprzętów to ważne.




Czy polecam? Tak, ale…
Teraz dochodzimy do najważniejszej kwestii, czyli zalet i wad. Zacznę najpierw od plusów, bo tych jest bardzo dużo. Dreame Matrix10 Pro jest urządzaniem bardzo skutecznym i bardzo automatycznym. Nie musimy przy nim robić zbyt wiele, poza dolewaniem wody czy detergentów, wylewaniem brudnej wody i raz na bardzo wiele dni – wymianą worka na kurz. Odchodzi nam więc nie tylko odkurzanie i mycie, ale też wszystkie związane z tym czynności, takie jak pranie brudnego mopa. To wygoda, która dla wielu może być warta każdej ceny.
Do tego dochodzi dbałość o higienę. Nic nie śmierdzi po kilku dniach, pady są myte i suszone w takich temperaturach, by zabić ewentualne zarazki. Zaletą na pewno są różne rodzaje padów i detergentów, bo każda podłoga wymaga innego traktowania. Robot pracuje cicho, tylko pod koniec, gdy wraca do stacji i kurz jest odsysany, robi się delikatnie głośniej, ale to też niezbyt przeszkadza. Aplikacja jest rozbudowana, opcji jest od groma i podczas testów nie zauważyłam, by czegoś konkretnego mi brakowało.

Minus? W zasadzie tylko cena. 3999 złotych za odkurzacz to dużo, nawet jeśli mówimy o tak ogromnym stopniu automatyzacji. Oczywiście, to jest bardzo indywidualna kwestia, bo oszczędzamy dzięki temu robotowi sporo czasu i pracy, więc to się poniekąd równoważy. Jednak mimo tego ciężko przejść obok tej kwoty obojętnie.
Tu muszę jeszcze wspomnieć o wadzie konkretnie tego typu sprzętów, o czym czasem niektórzy zapominają i potem są narzekania. Nie – robot odkurzający nie wjedzie wam wszędzie. Ma swoją konstrukcję, która niesie ze sobą różne ograniczenia. Jeśli meble są za niskie, to się pod nimi nie zmieści, jeśli macie dużo zakamarków, to tam również nie posprząta. Rogi pomieszczeń też zwykle trzeba samemu ogarniać, bo zarówno odkurzanie jak i mopowanie tam nie sięga, nawet pomimo wysuwanych elementów. Tylko że nawet jeśli trzeba potem pewne miejsca poprawić, to i tak zajmie nam to kilka minut, czyli nieporównywalnie mniej niż gdybyśmy wszystko mieli sami odkurzyć. Owszem, robot robi to dłużej niż my, ale on może pracować w nocy albo gdy nas nie ma w domu.

Jak to zwykle bywa, nie jest to sprzęt dla każdego. Jeśli zależy wam tylko na odkurzaniu lub nie potrzebujecie tak zaawansowanego mopowania, to nie ma co przepłacać. Podobnie w przypadku osób mieszkających w małej kawalerce, gdzie każdy centymetr podłogi jest na wagę złota. Dreame Matrix10 Pro w całości – uwzględniając bazę – zajmuje dużo miejsca.
Z drugiej strony jest to sprzęt idealny do większych mieszkań i domów, w których mamy różne typy podłóg oraz nagminnie bałaganiące dzieci lub zwierzaki. Mój psiak gubi dużo sierści, ale podczas testów miałam wrażenie, jakby nagle przestał to robić. Była to zasługa całej tej automatyzacji i harmonogramów sprzątania. Człowiek szybko przyzwyczaja się do dobrego, a Matrix10 Pro daje o sobie całkiem łatwo zapomnieć, robiąc za nas codzienne czynności, podczas gdy my mamy czas na ulubiony serial, dłuższy spacer z psem czy zabawę z rodziną.
