Zapytacie pewnie: jaki? Ano taki, że mówimy o rozwiązaniu działającym nawet wtedy, gdy dana osoba nie ma przy sobie telefonu lub jej urządzenie jest wyłączone. Badacze porównują działanie ich systemu do kamery, która zamiast światła wykorzystuje fale radiowe. Router analizuje zakłócenia i odbicia sygnału Wi-Fi w pomieszczeniu, a następnie sztuczna inteligencja tworzy swego rodzaju sygnaturę konkretnej osoby. Thorsten Strufe tłumaczy, że dzięki obserwacji propagacji fal radiowych można odtworzyć obraz otoczenia oraz znajdujących się w nim ludzi. Według niego różnica polega wyłącznie na medium – zamiast światła używane są fale radiowe.
Czytaj też: Wielka Brytania inwigiluje obywateli. Powstaje system przewidywania zbrodni
Najbardziej zaskakujący wydaje mi się fakt, że opisywany system nie wymaga specjalistycznego sprzętu. Wcześniejsze eksperymenty tego typu potrzebowały zmodyfikowanych routerów lub kosztownych czujników laboratoryjnych. Tym razem uczeni postawili na standardowe urządzenia Wi-Fi dostępne praktycznie wszędzie: w domach, biurach, restauracjach czy na lotniskach. Technologia opiera się na analizie danych określanych jako Beamforming Feedback Information, a więc informacji przesyłanych między routerem a urządzeniami podłączonymi do sieci. Dane te nie są szyfrowane, dlatego mogą zostać przechwycone przez osobę znajdującą się w zasięgu sieci.
W eksperymencie uczestniczyło 197 osób. Według naukowców system osiągnął niemal stuprocentową skuteczność identyfikacji niezależnie od kąta obserwacji czy sposobu chodzenia badanych. Rozpoznanie konkretnej osoby po wytrenowaniu modelu AI miało zajmować zaledwie kilka sekund.
Chyba nie muszę mówić, że powyższe doniesienia zapalają u mnie czerwoną lampkę. Mówiąc krótko: rozwój tej technologii może doprowadzić do powstania nowego rodzaju masowej inwigilacji. Julian Todt z KIT zauważa, że każdy router może potencjalnie stać się narzędziem śledzenia ludzi. W praktyce oznaczałoby to możliwość identyfikacji osoby odwiedzającej regularnie tę samą kawiarnię, sklep czy przestrzeń publiczną. Wszystko to bez kamer, aplikacji śledzących i wiedzy samego zainteresowanego.
Czytaj też: Ukryte pułapki w unijnej Kontroli Czatu. Rada UE proponuje wymienić prywatność na „dobrowolną” inwigilację?
Jak się okazuje, sieci Wi-Fi mają jedną przewagę nad klasycznym monitoringiem, ponieważ są praktycznie niewidoczne. Kamery można zauważyć, ominąć lub zasłonić, natomiast sygnały radiowe są obecne niemal wszędzie i nie wzbudzają podejrzeń. Właśnie ta niewidzialność może okazać się największym zagrożeniem dla prywatności. Pewne wątpliwości co do skuteczności może wzbudzać to, że eksperyment odbywał się w kontrolowanych warunkach laboratoryjnych, a uczestnicy mieli określony sposób poruszania się i ubioru. W rzeczywistym świecie nie będzie tak kolorowo. Może to i lepiej?
Źródło: CCS ’25: Proceedings of the 2025 ACM SIGSAC Conference on Computer and Communications Security
