Dziś nikt nie boi się paneli słonecznych. Siedzą sobie na dachu albo ziemi, łapią promienie słoneczne i trzeba tylko co jakiś czas umyć je z zanieczyszczeń. Zwłaszcza w okolicach elektrowni węglowych, o czym pisałem niedawno. Jedyne ryzyko, jakie jest z nimi związane, sprowadza się do pożarów, ale i tak tylko przy szczególnym pechu lub nieprawidłowej instalacji. Turbiny wiatrowe są zgoła inne, bo nie są pasywne, a aktywne. Ich wielkie łopaty ciągle przecinają niebo i generują hałas, obok którego nie wszyscy przechodzą obojętnie. Czy jednak jest się rzeczywiście czego bać?
Wpływ turbin wiatrowych na ludzi
Najnowsza analiza wpływu wiatraków na ludzi została opublikowana w “Proceedings of the National Academy of Sciences”. Bierze ona na celownik zarzut, który przy energetyce wiatrowej wraca najczęściej, bo wpływ turbin na zdrowie ludzi mieszkających w pobliżu. Chodzi o bóle głowy, problemy ze snem, lęk, depresję i ogólne pogorszenie samopoczucia. Właśnie te hasła przez lata budowały najostrzejszy opór wobec farm wiatrowych szczególnie tam, gdzie temat odległości od zabudowań wchodził na poziom polityczny.
Czytaj też: 42 dni nieprzerwanej pracy i wciąż działa na 90%. Chińskie laboratorium testuje coś, co może zmienić twój dach

Autorzy połączyli dane geolokalizacyjne turbin w USA z długofalowymi danymi dotyczącymi ponad 120000 gospodarstw domowych z lat 2011-2023 oraz z rejestrami zakupów konsumenckich. Nie ograniczyli się więc do ankietowego pytania ludzi, czy źle się czują. Sprawdzali też, czy w pobliżu turbin rośnie zakup leków przeciwbólowych i środków nasennych, czyli wskaźników, które mogą zdradzać problemy ze snem albo częstsze bóle głowy.
Wniosek jest dość jednoznaczny – przy typowych odległościach ekspozycji nie znaleziono wykrywalnego, negatywnego wpływu na zdrowie fizyczne i psychiczne. Porównanie tych samych gospodarstw przed budową turbin i po niej również nie pokazało pogorszenia wyników. Autorzy nie twierdzą przy tym, że każda osoba wszędzie zareaguje identycznie. Zastrzegają, że niewielkich efektów u pojedynczych ludzi nie da się całkowicie wykluczyć. Ich dane pozwalają jednak z dużą pewnością odrzucić scenariusz umiarkowanego albo dużego wpływu na poziomie populacji.
Temat elektrowni wiatrowych to grząski grunt
Oczywiście jednak nawet tak potwierdzony brak wykrywalnego wpływu zdrowotnego nie oznacza, że turbina za oknem staje się przezroczysta i cicha. Hałas, migotanie cienia, widok wysokich konstrukcji na horyzoncie czy poczucie, że inwestycja została przeprowadzona ponad głowami mieszkańców, nadal mogą obniżać jakość życia. Tylko że to jest inny rodzaj problemu i dlatego trzeba go rozdzielać. Podobny wątek pojawiał się już przy polskiej dyskusji o turbinach i mitach wokół ich wpływu, gdzie powracały na tapet infradźwięki, zdrowie, zwierzęta i wpływ na krajobraz. Najnowsza publikacja dorzuca do tego większą próbę i lepszy filtr metodologiczny.
Czytaj też: A takie fajne panele słoneczne były, bo tanie i wydajne. No to teraz pękają

W Polsce ten temat jest wyjątkowo drażliwy, bo lądowa energetyka wiatrowa przez lata była przyblokowana przepisami odległościowymi. Dziś podstawową granicą pozostaje 700 metrów od zabudowy mieszkaniowej, choć w ostatnich latach wracał pomysł zejścia do 500 metrów. Rządowy projekt z 2025 roku zakładał właśnie zmianę z 700 na 500 metrów, ale jego liberalizacja została politycznie zatrzymana. Innymi słowy, jest to klasyczny polski problem energetyczny, bo formalnie wszyscy chcą tańszego prądu, mniejszego importu paliw i czystszej energii, ale gdy trzeba odblokować konkretne inwestycje, to konkretów zaczyna brakować.
Czytaj też: Chiny chcą prądu z kosmosu. Energetyka przyszłości, czy wstęp do filmu katastroficznego?
W przypadku wiatraków zdrowie bywa argumentem ostatecznym. Trudno jest zresztą z nim dyskutować, bo nikt rozsądny nie powie mieszkańcom: “wasze obawy są nieważne”. Problem w tym, że z obaw nie da się zbudować systemu elektroenergetycznego. Można i trzeba budować go na normach hałasu, konsultacjach, sensownym planowaniu przestrzennym, udziałach lokalnych społeczności i transparentnych zasadach, ale nie na powtarzaniu tezy, której badania po prostu nie wzmacniają. Pamiętajmy zresztą, że to zanieczyszczenia z paliw kopalnych szkodzą ludziom w ogromny sposób.
Polska łapie wiatr, ale ciągle ostrożnie
Na koniec 2025 roku Polska miała 37777 MW mocy zainstalowanej w OZE, a lądowe elektrownie wiatrowe odpowiadały za 10550 MW. OZE przekroczyły połowę całej mocy zainstalowanej w kraju, a w produkcji energii elektrycznej dały 31,41 procent całego rocznego wyniku. Nie jest to żaden margines, a kluczowa część systemu, która zaczyna decydować o rachunkach, bezpieczeństwie i tempie odchodzenia od węgla. Jeżeli więc turbiny przy typowych odległościach nie powodują wykrywalnych szkód zdrowotnych na poziomie populacji, to spór powinien przesunąć się tam, gdzie od początku powinien być prowadzony, czyli do planowania przestrzennego, norm akustycznych, lokalnych korzyści, modernizacji sieci i uczciwych zasad dla mieszkańców.
Źródła: Ideas.Repec.org, Newswise

