Nowy model typu clip-on, który Xiaomi właśnie zapowiedziało, mocno odcina się od klasycznych dousznych konstrukcji. To słuchawki otwarte, przypinane do ucha niczym klips lub nowoczesny kolczyk, które wyglądają bardziej jak modowy dodatek z lookbooka niż sprzęt audio.
Xiaomi ewidentnie celuje tutaj w modę i lifestyle
Już same materiały promocyjne pokazują, że design jest tutaj równie ważny co technologia. Obudowa ma błyszczące, metaliczne wykończenie z charakterystycznym wzorem przypominającym powierzchnię płyty winylowej. Do tego dochodzą półprzezroczyste elementy przy części emitującej dźwięk, które nadają całości bardzo „cyberpunkowego” klimatu. To ciekawy kierunek, bo wearable technology coraz częściej przestaje udawać niewidzialny gadżet. Jeszcze kilka lat temu producenci chcieli, żeby słuchawki czy smartwatche były możliwie dyskretne. Dzisiaj mają być częścią stylu. Trochę jak zegarek albo okulary.



Jeśli chodzi o konstrukcję, mamy tutaj open-ear, czyli słuchawki nie wchodzą bezpośrednio do kanału słuchowego. Zamiast tego przypinają się do małżowiny usznej specjalnym klipsem. To rozwiązanie robi się coraz popularniejsze, szczególnie wśród osób aktywnych albo tych, które po prostu nie lubią uczucia „zatkanego ucha”. Dzięki otwartej konstrukcji nadal słyszymy otoczenie — ruch uliczny, komunikaty na siłowni czy rozmowy w biurze. Dla wielu osób to ogromna zaleta, szczególnie podczas spacerów lub biegania po mieście. Sama zwykle dbam o to, by słuchawki nie odcinały mnie całkowicie od otoczenia, zwłaszcza gdy wyprowadzam psa.
Czytaj też: Xiaomi chyba ma dość codziennego ładowania telefonów. 8000 mAh trafia do flagowca
Z drugiej strony fizyki nie oszukamy. Open-ear praktycznie zawsze oznacza słabszy bas i mniejszą izolację od otoczenia niż w klasycznych słuchawkach dokanałowych. Dlatego największym znakiem zapytania pozostaje tutaj jakość dźwięku. Xiaomi będzie musiało naprawdę dobrze ogarnąć kierunkowanie audio i strojenie przetworników, żeby taki format miał sens nie tylko wizualnie, ale też muzycznie.
Etui ma własny głośnik. I to jest bardzo sprytny pomysł
Najciekawsze są chyba jednak techniczne smaczki, które wyciekły z instrukcji obsługi. Etui ładujące ma podobno posiadać własny wbudowany głośnik. Początkowo brzmi to absurdalnie, ale wszystko wskazuje na to, że chodzi o funkcję lokalizowania zgubionego case’a. Każdy, kto choć raz szukał słuchawek między poduszkami kanapy albo w plecaku pełnym kabli, wie, jak bardzo taka funkcja potrafiłaby uratować nerwy. Zwłaszcza że małe etui do TWS-ów mają tendencję do teleportowania się do alternatywnych wymiarów.
Do tego Xiaomi planuje bardzo rozbudowane sterowanie dotykowe. Gesty mają działać praktycznie na całej powierzchni słuchawek, także na charakterystycznym mostku łączącym obie części klipsa. Będzie można sterować muzyką, odbierać połączenia czy regulować głośność bez sięgania po telefon.



Co ciekawe, producent podobno tworzy dla tego modelu zupełnie nową linię produktową, niezależną od obecnych słuchawek OpenWear. To mówi bardzo dużo o kierunku, w którym Xiaomi chce teraz iść. Jeszcze kilka lat temu marka kojarzyła się głównie z agresywnym stosunkiem ceny do specyfikacji. Dziś natomiast coraz częściej próbuje sprzedawać nie tylko technologię, ale też estetykę i styl życia. Widać to zresztą nie tylko po słuchawkach, ale też smartwatchach, smart home czy nawet samochodach Xiaomi.
Czytaj też: iOS 27 ma naprawić największy problem Liquid Glass. Apple wraca do ergonomii
W sumie sama całkiem lubię ten trend. Nie wszystko w technologii musi być ultrapraktyczne i chłodno inżynieryjne. Czasem fajnie, kiedy gadżet po prostu wygląda dobrze i sprawia przyjemność z noszenia. Oficjalna premiera nowych słuchawek Xiaomi ma odbyć się jeszcze w tym miesiącu. Na razie nie znamy ceny ani pełnej specyfikacji, ale jeśli producent dobrze rozegra kwestię komfortu i jakości audio, może trafić w bardzo ciekawą niszę między technologią a modą.
