Już od dawna było wiadomo, że wakacje przyniosą nam wprowadzenie cła na wszystkie paczki spoza wspólnoty, więc to raczej nie jest dla nikogo zaskoczeniem. Chcę raczej przypomnieć, co dokładnie się zmienia, ile będziemy płacić i o czym warto pamiętać przed dokonaniem zakupu na AliExpress, Temu albo innych podobnych stronach.
Koniec ze zwolnieniem dla małych przesyłek
Do tej pory przesyłki o wartości do 150 euro były zwolnione z obowiązku celnego i to właśnie ten mechanizm przez lata napędzał popularność zakupów na chińskich platformach. Mogliśmy więc zamawiać niewielkie produkty bez konieczności przechodzenia przez dodatkowe formalności i opłaty. Tutaj najbardziej uderzają zmiany, bo nowe regulacje – wchodzące w życie 1 lipca – likwidują próg 150 euro, a obowiązek celny obejmie wszystkie paczki trafiające do krajów Unii Europejskiej spoza jej granic, niezależnie od wartości zamówienia.
W ten sposób, nawet jeśli kupimy produkt kosztujący kilka złotych, przesyłka może zostać objęta dodatkowymi należnościami. W tym momencie pojawia się też najważniejsza kwestia, bo 3 euro to nie jest opłata za paczkę, tylko za jedną kategorię towaru, która się w paczce znajduje. To mocno zmienia postać rzeczy, ponieważ czasem przesyłka będzie kosztować nas tylko te ~12 zł więcej, a czasem koszt może wzrosnąć do naprawdę astronomicznej kwoty, przewyższając wartość tego, co kupiliśmy.
Najlepiej obrazują to oczywiście przykłady. Jeśli zamówimy kilka par sznurówek, to do opłacenia będziemy mieli tylko 3 euro cła. Jednak w momencie, gdy do zamówienia dodamy buty, bo w końcu do czegoś te sznurowadła mają pasować, wówczas czeka nas już dopłata w wysokości 6 euro, po 3 euro na każdą kategorię. To może mocno komplikować życie, ale z drugiej strony w niektórych przypadkach nie będzie aż tak źle, jak można było przypuszczać.
Zmiany odczują najmocniej osoby, które lubiły zamawiać wiele różnych drobiazgów i tanich gadżetów. Jeśli te łapią się na różne kategorie, to cło może być naprawdę wysokie. Jeśli jednak zamawiacie jedną rzecz, zwłaszcza nieco droższą, to te 3 euro mogą nie robić aż tak wielkiej różnicy, choć czasem też właśnie te ~12 złotych przesądzi o wybraniu lokalnego producenta. Bo tak, właśnie o to tutaj chodzi, żebyśmy kupowali od europejskich firm.

Kto zapłaci nowe opłaty?
Dla kupujących najważniejsza jest jeszcze jedna informacja. Obowiązek zapłaty cła nadal najczęściej będzie spoczywał na odbiorcy przesyłki. Oznacza to, że platformy sprzedażowe nie przejmą automatycznie nowych kosztów na siebie. W zależności od sposobu realizacji zamówienia opłata może zostać pobrana podczas składania zamówienia lub już po dotarciu przesyłki do Europy. Niektórzy przewoźnicy umożliwią wcześniejsze opłacenie należności online, inni będą pobierać je przy doręczeniu.
Warto również pamiętać, że o zastosowaniu nowych przepisów nie decyduje data zakupu, lecz moment objęcia przesyłki procedurą celną. Nawet jeśli zamówiliście coś w zeszłym miesiącu, a przesyłka dotrze na początku lipca, cło trzeba będzie zapłacić zgodnie z nowymi zasadami. Tu akurat sama trochę obawiam się o swoją paczkę, bo przewidywany czas dostawy to 29 czerwca. Teraz będę siedzieć jak na szpilkach i czekać, czy uda mi się uniknąć potencjalnie kilkudziesięciu złotych dodatkowej opłaty.
Cło to też nie to samo, co VAT naliczany już na Temu czy AliExpress. Nowe przepisy działają niezależnie od systemu IOSS, który odpowiada za rozliczanie VAT przy zakupach spoza UE. Nawet jeśli podatek został już pobrany przez platformę, obowiązek uiszczenia nowej należności celnej może nadal wystąpić. W dodatku tak naprawdę jedynym wyjątkiem będą prezenty i to tylko między osobami fizycznymi i nieprzekraczające wartości 45 euro. Te wciąż są zwolnione z cła i podatku. Zanim jednak wpadnie wam do głowy proszenie sprzedawców o oznaczanie przesyłek jako prezentów, to musicie wiedzieć, że samo pochodzenie z platformy sprzedażowej czy od firmy będzie wiązało się z naliczaniem opłat.

To koniec zakupów z Azji?
Chociaż cały czas wspominam tu o AliExpress czy Temu, to tak naprawdę dotyczy to wszystkiego, co kupujemy spoza UE. Po prostu obie te platformy są najpopularniejsze i to one w głównej mierze odpowiadają za zmiany przepisów. Unia chce wyrównać szanse europejskich sprzedawców, którzy przegrywali z tanią chińszczyzną. Ma być to również sposób na poprawę kontroli nad importowanymi towarami oraz na walkę z zaniżaniem wartości przesyłek.
Tylko, szczerze mówiąc, nie sądzę, by klienci tak chętnie przenieśli się na lokalnych producentów i to z kilku powodów. Przede wszystkim ceny – nawet z cłem zakup z Chin wciąż może być bardziej opłacalny. W dodatku nie ukrywajmy, wiele firm (tu mówię zwłaszcza o takich drobnych gadżetach) kupuje swój towar w Azji, a potem nalicza horrendalną marżę. I cóż, AliExpress i Temu mają już swoje magazyny w wielu europejskich krajach, więc nie zdziwię się, że skończy się na tym, że na paczkę będziemy czekać dłużej, by towary dotarły do magazynów i dopiero stamtąd będziemy to „zamawiać”.
Mimo wszystko era impulsywnego zamawiania dziesiątek drobnych gadżetów tylko dlatego, że kosztowały kilka złotych, raczej się kończy. Chińskie platformy nie znikną z naszego rynku, jednak zapewne nie będziemy tam wydawać aż tylu pieniędzy, co wcześniej.
