Jeśli pamiętacie fenomen Nintendo Wii, prawdopodobnie od razu zrozumiecie, o co chodzi. W połowie lat dwutysięcznych Nintendo udowodniło, że gry mogą być rozrywką dla całej rodziny. Nie trzeba było znać układu przycisków na padzie ani spędzać setek godzin przed ekranem. Wystarczyło machnąć ręką, żeby odbić piłkę tenisową albo wykonać ruch podczas gry w kręgle. Nagle przy konsoli bawili się nie tylko gracze, ale też rodzice, dziadkowie i osoby, które wcześniej omijały gry szerokim łukiem.
Nex Playground próbuje wskrzesić właśnie tę ideę, ale przy użyciu współczesnej technologii
Patrzysz i widzisz… kostkę. Serio, to w ogóle nie przypomina żadnej znanej mi konsoli. To prosta, dwukolorowa kostka, która nasuwa na myśl raczej jakąś zabawkę logiczną. Tymczasem to urządzenie podłączamy do telewizora i w zasadzie to tyle. Nie ma nawet kontrolerów, bo wbudowana kamera i algorytmy śledzenia ruchu analizują pozycję graczy, dzięki czemu to nasze ciało staje się kontrolerem. Brzmi trochę jak Xbox Kinect, tyle że tym razem technologia jest znacznie dojrzalsza. Kamera lepiej rozpoznaje ruchy, a sztuczna inteligencja pozwala na dokładniejsze śledzenie graczy niż kilkanaście lat temu. Kamera może śledzić do czterech osób jednocześnie, skupiając się na 18 punktach na ich ciele. Co też ważne, mamy tutaj 64 GB pamięci, więc sporo tytułów można pobrać wcześniej i grać bez dostępu do sieci, a to całkiem fajna opcja na wakacje, gdy zaskoczy nas deszczowa pogoda i trzeba zostać w hotelu.
Najciekawsze jest jednak to, że Nex nie próbuje rywalizować z PlayStation czy Xboxem. Twórcy od początku podkreślają, że nie interesuje ich wyścig na moc obliczeniową. To sprzęt dla rodzin, znajomych i wszystkich tych osób, które traktują gry bardziej jako formę wspólnego spędzania czasu niż hobby wymagające dziesiątek godzin tygodniowo. Biblioteka obejmuje ponad 50 gier ruchowych. Można tańczyć, skakać, wykonywać proste zadania zręcznościowe czy bawić się w cyfrowe wersje znanych imprezowych klasyków. Nie są to produkcje, które będą walczyć o tytuł gry roku i nie da się nie zauważyć, że właśnie na tym polega ich siła. Większość z nich można zrozumieć w kilkanaście sekund.

Mam wrażenie, że na tym właśnie polega problem. Kiedy byłam dzieckiem i miałam z braćmi konsolę telewizyjną na kartridże, moja mama często z nami grała, albo nawet sama ją okupowała, bijąc rekordy w Doktora Mario. Potem mieliśmy już bardziej zaawansowany sprzęt razem z bardziej rozbudowanymi tytułami, jednak chyba właśnie to zaawansowanie sprawiło, że mama już nie tak chętnie nam towarzyszyła. To nie tak, że wielu dorosłych nie chce grać z dziećmi, często po prostu przeszkodą jest bariera technologiczna i brak czasu na wchodzenie w skomplikowane światy na wiele godzin. Owszem, na PlayStation czy innych konsolach znajdziemy ciekawe tytuły do ogrania w kooperacji, jednak to też najczęściej zręcznościówki, które wymagają szybkiego i sprawnego naciskania określonych przycisków na padzie, a z tym nie każdy sobie poradzi.
Nex nie każe niczego naciskać i tak, dalej bazuje na ruchu, tylko że do tego nie trzeba ogarniać technologii i mieć palców wyćwiczonych na padzie. Wystarczy własne ciało. To również sposób na pokazanie rodzicom, że czas spędzony przed telewizorem też może być wartościowy i może oznaczać po prostu dobrą, wspólną zabawę bez siedzenia w miejscu.
Idealnie nie jest, ale to raczej typowe współczesne problemy
Sama konsola kosztuje 299 dolarów, czyli około 1100 złotych. To nie tak dużo, gdy porównamy to z cenami innych podobnych urządzeń. Jednak chyba nikogo nie zaskoczy informacja, że na tym opłaty się nie kończą. By odblokować pełnię możliwości tej kostki, trzeba skorzystać z Pay Pass, przepustki otwierającej przed nami pełen katalog gier i comiesięcznych aktualizacji. W podstawowej wersji mamy jedynie pięć gier, a z racji, że bazują one na ruchu, to bardzo szybko mogą się znudzić. Dlatego subskrypcja jest tu wręcz konieczna, tylko że generuje niemałe koszty. W USA mówimy o kwocie 49 dolarów (~180 zł) na trzy miesiące albo 89 dolarów na rok. Niby nie są to aż tak gigantyczne opłaty, ale już z miejsca cena urządzenia mocno wzrasta.
Oczywiście można patrzeć na to w dwóch różnych kategoriach. Pierwsza, ta najbardziej oczywista, to kolejny abonament do kolekcji, drenujący nasz portfel. Druga – jeśli faktycznie będzie się z tego aktywnie korzystać, to finalnie może się okazać, że niektóre inne aplikacje czy subskrypcje przestaną być nam potrzebne. Wszystko sprowadza się do tego, czy będziemy z tego korzystać.

Dalej mamy też kwestię kamery w salonie, która ma śledzić ruchy nas i dzieci, a także znajomych. To zawsze budzi duże wątpliwości, niezależnie czy mówimy o robotach sprzątających, inteligentnym monitoringu czy właśnie takich konsolach. Producent zapewnia, że nie zapisuje żadnych danych, a wszystko dzieje się lokalnie, bez wysyłania treści do chmury. Po skończonej zabawie można również zasłonić kamerę, tak na wszelki wypadek. Na plus zaliczę z pewnością zamknięty system Play OS oparty na Android Open Source Project, w którym nie ma miejsca ani na aplikacje firm trzecich, ani na przeglądarkę i reklamy. Nie ma tu również czatów i wiadomości, a jedynie osoby, z którymi fizycznie jesteśmy w pokoju. To bardzo ciekawe i odświeżające podejście. Nex Playground staje się więc takim animatorem zabaw, jak najmniej ingerującym w sam proces.
Nie da się nie zauważyć, że Nex trafił w bardzo konkretną potrzebę. W czasach, gdy większość rozrywki konsumujemy samotnie na telefonach, tabletach i laptopach, coraz większą wartość mają technologie, które zachęcają do wspólnego spędzania czasu. Nawet jeśli oznacza to skakanie po salonie i wymachiwanie rękami przed telewizorem. Przynajmniej robimy to razem z rodziną, a to zdecydowanie podbija wartość tego sprzętu, przynajmniej w moich oczach.
Źródło: Nex Playground
