Delma Commander 40 mm pokazuje, że mniej naprawdę może znaczyć więcej

Segment zegarków lotniczych i wojskowych od dawna cierpiał na ten sam problem. Producenci coraz częściej zakładali, że skoro czasomierz ma wyglądać na wytrzymały, to musi być również ogromny. Efekt? Na rynku pojawiło się mnóstwo modeli o średnicach przekraczających 42, 44, a czasem nawet 46 mm, które świetnie prezentowały się na zdjęciach katalogowych, ale już niekoniecznie na przeciętnym nadgarstku. Na szczęście w ostatnim czasie widzę wyraźną zmianę tego trendu.
Delma Commander 40 mm pokazuje, że mniej naprawdę może znaczyć więcej

Coraz więcej marek wraca do bardziej klasycznych proporcji, stawiając na komfort noszenia zamiast ścigania się na kolejne milimetry. Najnowszym przykładem jest Delma Commander 40 mm – nowa odsłona jednej z najbardziej rozpoznawalnych kolekcji szwajcarskiej marki, która udowadnia, że czasem wystarczy odjąć kilka milimetrów, by stworzyć znacznie lepszy zegarek.

Wreszcie rozmiar, który pasuje do codziennego życia

Już sama nazwa zdradza wszystko. Commander otrzymał kopertę o średnicy 40 mm, podczas gdy wcześniejsze modele tej linii miały aż 45 mm. Na papierze różnica wynosi zaledwie 5 mm, ale w praktyce oznacza całkowicie inne doświadczenie podczas noszenia. Nowa koperta ma zaledwie 11,4 mm grubości oraz 48 mm lug-to-lug. To proporcje, które sprawiają, że zegarek bez problemu mieści się pod mankietem koszuli i nie sprawia wrażenia ciężkiego sprzętu przypiętego do ręki.

Długie, delikatnie wygięte krawędzie pomagają mu dobrze układać się nawet na mniejszych nadgarstkach, a stalowa konstrukcja zachowuje wszystkie elementy klasycznego szwajcarskiego wykończenia. Górne powierzchnie zostały szczotkowane, boki wypolerowano na wysoki połysk, a całość uzupełniają elegancko fazowane krawędzie. Wszystko to daje znacznie bardziej miejski charakter niż w pozostałych modelach serii, ale użytkowe DNA nadal pozostało. Jest więc wodoszczelność na poziomie 50 metrów, dzięki czemu nie trzeba zdejmować go przy każdym kontakcie z wodą. To może nie być zegarek nurkowy, ale bez problemu poradzi sobie z codziennymi wyzwaniami.

Jeszcze ciekawiej wygląda tarcza. Delma formalnie nadal pozycjonuje Commandera jako zegarek lotniczy, ale patrząc na cyferblat trudno nie zauważyć inspiracji klasycznymi zegarkami polowymi. Na pierwszym planie znajdują się duże arabskie cyfry pokryte masą luminescencyjną Super-LumiNova, które gwarantują bardzo dobrą czytelność zarówno w dzień, jak i po zmroku. Wewnętrzny pierścień z oznaczeniami godzin 13–24 natychmiast przywodzi na myśl wojskowe wzorce wykorzystywane przez armie i lotnictwo, a subtelne okienko datownika na godzinie trzeciej zostało wkomponowane znacznie dyskretniej niż w wielu konkurencyjnych modelach.

Całość przykrywa szafirowe szkło, a wokół tarczy biegnie klasyczna podziałka minutowa utrzymana w bardzo funkcjonalnym stylu. Szczególnie dobrze prezentuje się sekundnik zakończony charakterystycznym grotem strzały, który dodaje projektowi odrobiny militarnego charakteru. To jeden z tych zegarków, które nie próbują być historyczną rekonstrukcją konkretnego modelu. Zamiast tego czerpią inspiracje z różnych epok i tworzą własną, całkiem spójną tożsamość.

Delma Commander 40 mm stawia na sprawdzony mechanizm zamiast eksperymentów

W środku pracuje dobrze znana Sellita SW200-1. To mechanizm, którego nie trzeba przedstawiać większości miłośników zegarków mechanicznych. Pracuje z częstotliwością 28 800 wahnięć na godzinę (4 Hz), oferuje 41 godzin rezerwy chodu i od lat uchodzi za jeden z najbardziej niezawodnych oraz najłatwiejszych w serwisowaniu automatycznych kalibrów dostępnych na rynku. Nie jest to oczywiście konstrukcja, która ma imponować egzotycznymi rozwiązaniami technicznymi czy rekordowymi parametrami. Jej największą zaletą pozostaje przewidywalność. Ten typ mechanizmu po prostu działa i każdy dobry zegarmistrz będzie potrafił go obsłużyć nawet za kilkanaście lat. Wydaje mi się, że dla każdego, kto kupuje tego typu urządzenie, ta kwestia będzie właśnie najważniejsza.

Commander 40 mm trafia do sprzedaży w czterech wariantach kolorystycznych. Obok klasycznej czerni, granatu i oliwkowej zieleni pojawia się również wersja z łososiową tarczą, która moim zdaniem jest najciekawszą propozycją z całej kolekcji. Co ciekawe, ten kolor przeżywa ostatnio prawdziwy renesans w zegarkach. W przypadku Delmy działa szczególnie dobrze, ponieważ przełamuje surowy, militarny charakter projektu i sprawia, że zegarek staje się znacznie bardziej uniwersalny. Można go nosić zarówno do codziennych stylizacji, jak i do bardziej eleganckiego stroju, bo wciąż wygląda elegancko, ale ma w sobie nutę „szaleństwa”.

Każda wersja otrzymuje ręcznie wykonany pasek z włoskiej skóry. Producent postawił na klasyczne przeszycia przy uszach koperty oraz tradycyjną klamrę, dzięki czemu całość zachowuje bardzo ponadczasowy charakter.

Cena Delma Commander 40 mm została ustalona na poziomie 1050 euro, co przekłada się na około 4450 zł. W tej kwocie otrzymujemy szwajcarski zegarek z automatycznym mechanizmem Sellita SW200-1, szafirowym szkłem, dobrze wykonaną stalową kopertą oraz wysokiej jakości paskiem ze skóry włoskiej. Niby wydaje się to dużo, bo to kwota, za którą kupimy topowy ultrasmartwatch wypakowany nowoczesnymi funkcjami.

Jednak Delma nie celuje w takich klientów, tylko w tych, którzy w dobie wszechobecnych ekranów nadal stawiają na klasykę. Dlatego właśnie firma nie wymyśla koła na nowo, bo nie musi. Zamiast tergo po prostu wysłuchuje próśb swoich klientów, tworząc mniejszą, wygodniejszą wersję swojego lotniczego modelu. Efekt jest bardzo udany, bo Commander 40 mm zachowuje cały charakter większych wariantów, ale wreszcie staje się zegarkiem, który większość osób będzie chciała nosić codziennie, a nie tylko od święta.

Źródło: Delma

Napisane przez

Joanna Marteklas

Redaktor
Zajmuję się tematyką nowych technologii i ich wpływu na codzienne życie. Piszę o cyfrowej kulturze, innowacjach oraz trendach zmieniających sposób, w jaki pracujemy i komunikujemy się ze sobą. Szczególnie interesuje mnie relacja między rozwojem technologii a współczesną popkulturą. W wolnych chwilach zakopuję się w książkach i komiksach — najczęściej w fantastyce i wuxia.