Gothic 1 Remake – przedpremierowe wrażenia z gry

Polskie media miały problem z dostępem do Gothic 1 Remake na odpowiedni czas przed premierą, więc nie było łatwo, aby przygotować coś na godzinę zejścia embargo (5 czerwca o 19:00). Wszedłem jednak specjalnie w tryb no-life’a, aby przygotować dla Was wrażenia z pierwszych kilkunastu godzin gry, które zawsze uważałem za najważniejsze, jeśli idzie o oryginał. To przecież Gothic, więc należy mu się specjalne traktowanie.
Gothic 1 Remake – przedpremierowe wrażenia z gry

Na sam początek kilka informacji na mój temat. Gothic jest dla mnie równie ważną serią gier RPG, jak Wiedźmin, ale daleko mi do kultysty i kogoś, kto zna każdy zakamarek całej trylogii. Innymi słowy, oryginalnego Gothica znam, grałem w niego niezliczoną liczbę razy, ale ponad dekadę temu, więc choć wszystkie główne ścieżki i ogólny charakter rozgrywki doskonale pamiętam, to nie podchodziłem do Gothic 1 Remake jak do świętej krowy. Chciałem po prostu dobrej gry wiernej oryginałowi, aby raz jeszcze przeżyć znaną mi historię bezimiennego skazańca w Górniczej Dolinie i stawić czoła wyzwaniu drogi “od zera do bohatera”. Innymi słowy, chciałem po prostu “nowoczesnego Gothica”. Tylko tyle i aż tyle.

https://www.youtube.com/watch?v=iXMqkpcXFQ4
Wersja wideo artykułu

Czy więc twórcom udało się to zapewnić?

Wrażenia z grania w Gothic 1 Remake

Lećmy od razu z grubej rury. Niepotrzebnie martwiłem się o tę grę. Grając przed ponad rokiem w wersję demo z Nyrasem w roli głównej byłem pewien, że pełna wersja nie będzie aż tak dobra. Spodziewałem się technicznej katastrofy i listy błędów tak długiej, że deweloperzy spędzą kilka miesięcy na ich łataniu. Okazało się jednak, że Gothic 1 Remake na solidniejszym sprzęcie nie tylko działa bezawaryjnie, ale jest nawet pozbawiony błędów na każdym kroku. Przynajmniej tak uważam po kilkunastu godzinach grania od samego początku, które kupiło mnie od razu grafiką (klimatyczne noce z pochodnią w ręku są wyjątkowym przeżyciem), ścieżką dźwiękową, przeniesieniem oryginalnej topografii oraz rozszerzeniem jej tam, gdzie było na to miejsce.

Na ten moment odnoszę wrażenie, że Gothic 1 Remake potraktował oryginał z odpowiednio dużą pieczołowitością, co widać w terenie, toku zadań oraz po postaciach. Powrót do Górniczej Doliny był w efekcie zabawą w doskonale mi znanej, ale ewidentnie ulepszonej piaskownicy. Zwłaszcza po wybraniu trudnego poziomu trudności, który jest najpewniej najbliższy oryginałowi, co poczułem na własnej skórze, bo licznik zgonów ewidentnie zbliża się już do setki.

Nie chodzi tutaj jednak wyłącznie o sentyment, ale przede wszystkim o przeniesienie uczucia, które towarzyszyło mi podczas grania w oryginał. W Gothic 1 Remake nie tylko czujemy od samego początku, że siedzimy w łajnie ścierwojada po uszy, ale też łatwo jest nam uwierzyć, że świat pod kopułą rządzi się własnymi prawami i jest w tym wszystkim spójny. Nieważne, czy udajemy się do Starego Obozu, Nowego Obozu, Obozu na Bagnie czy nawet wielkich kopalni – idąc tam wszędzie, odczuwamy coś pozornie błahego, ale w praktyce kluczowego w każdej grze RPG – dopiętą na ostatni guzik spójność świata bez zbędnych wypełniaczy.

Wątki postaci splatają się ze sobą, działalność poszczególnych obozów również ma wiele wątków wspólnych, a my pomimo pełnienia często funkcji chłopca na posiłki, nie czujemy aż tak ciężaru odwalania kurierskiej roboty. Wszystko przez fakt pięcia się w całej hierarchii coraz wyżej i wyżej, bo zadania nie są sposobem na zdobywanie wyłącznie punktów doświadczenia oraz waluty, a często stanowią klucz do kolejnej zawartości. Innymi słowy, jeśli kupujecie cały setting tej gry, to się nie rozczarujecie, bo po prostu design questów, fabuły i całej otoczki dążenia do “lepszego siebie” jest w tej grze wręcz majstersztykiem. 

Tę spójność buduje również otaczający nas świat i wcale nie takie głupie postaci. Mają one cykl dnia i nocy, a do tego nie stoją głupio na deszczu, kiedy ten zacznie padać, a obok nich jest chata albo zadaszenie. Wchodzimy do czyjejś chaty albo śpimy w nieswoim łóżku? Otoczenie szybko da nam o tym znać. Paradujemy bezpodstawnie z bronią przy strażnikach? Jeśli kilka ostrzeżeń nie wystarczy, to wylądujemy na glebie. Wytrych pęknie przy otwieraniu skrzyni, a jej właściciel obok smacznie śpi? Od razu wstanie i nas zaatakuje. Postanowimy powalczyć nieco mieczem będącym częścią zadania zamiast od razu go zwrócić? Wtedy zostaniemy oskarżeni o kradzież, a mimo negatywnego wydźwięku całej akcji, niektórzy wezmą taki akt za przejaw sprytu. 

Progres czuć na każdym kroku

Doceniam również proces wzmacniania postaci, który jest realizowany zarówno przez wyposażenie, jak i zdobywanie kolejnych poziomów, a tym samym zwiększaniu swoich statystyk oraz umiejętności walki. W Gothic 1 Remake ciągle czuć wzrost potęgi z każdym ulepszeniem, wymianą broni czy wreszcie ubraniem pierwszego ubrania, amuletu lub pierścionków. 

Wisienką na torcie pogoni za wyższymi cyferkami są czysto praktyczne rzeczy, bo nagle jedzenie przestaje być efektywnym sposobem na leczenie, otwieranie zamków staje się łatwiejsze, wilk nie zabija już po dwóch ugryzieniach, a ścierwojad nie może nawet nas dziabnąć, jeśli nauczymy się pierwszego poziomu posługiwania się bronią jednoręczną i opanujemy robienie kombinacji. Swoją drogą, pod klawiszem Tab jest ukryta funkcja skupiania się na konkretnym wrogu rodem z serii Dark Souls, więc oryginał nie został tutaj tylko przeniesiony, ale też ulepszony.

Eksploracja i kombinowanie w Gothic Remake

Projektowanie gier wideo nie jest łatwe, bo z jednej strony musimy zadbać o to, aby gracze przeżywali konkretne wydarzenia we względnie kontrolowanym środowisku, ale z drugiej nie możemy zabierać im całej interaktywności czy wychodzenia z inicjatywą. Bez tego gra staje się liniowa i nudna, a co najgorsze – uwalnia nas od potrzeby kombinowania i myślenia nad niestandardowymi rozwiązaniami. Gothic 1 Remake zaś zmusza nas właśnie do kombinowania i wyrywa z prostego myślenia “cokolwiek zrobię, gra i tak się przejdzie sama”. 

Podczas podróży do obozów w towarzystwie innych postaci możemy przyciągać do kompanów inne potwory (stawiając na szali życie nowego znajomego) i zgarnąć darmowe doświadczenie, możemy szybko udać się po darmowy pancerz do nowej kopalni, powędrować po świecie w poszukiwaniu lepszego wyposażenia, unikać walki w zwarciu z wykorzystaniem broni dystansowej oraz magii, stosować zwoje przemiany aby przemknąć między potworami, a wreszcie wodzić zleceniodawców na nos i np. zamiast od razu wracać do nich z rudą, możemy przeznaczyć ją na naukę kowalstwa oraz materiały czy oprawiania zwierzyny i tak zbić fortunę.

Tego kombinatorstwa i dorabiania się na boku w Gothic 1 Remake jest cała masa, bo eksploracja często owocuje np. w eliksiry zwiększające na stałe nasze statystyki, a skrzyń do otwarcia w tej grze jest tyle, że zachwycicie się zupełnie nowym systemem otwierania zamków, który jest równie trudny co satysfakcjonujący. Tak naprawdę od samego początku gry możemy otworzyć każdy zamek, ale do łatwych czynności to nie należy, bo sprowadza się do mozolnego ustawiania połączonych ze sobą zapadek do konkretnej konfiguracji.

Dochodzi do tego opcja wspinania się po konkretnych skałach, czego umiejętność musimy najpierw pozyskać, ale jak na RPG-a z otwartym światem przystało, warto zrobić to jak najszybciej, bo gdzieś tam hen na skałach, kryje się nie tylko doświadczenie w formie wrogów, ale też skarby i nowe tereny. Wspinanie jest bowiem zupełnie nową mechaniką w tym rimejku, więc z automatu to właśnie ono odpowiada za docieranie do niegdyś nieistniejących miejscówek. 

Stan techniczny Gothic 1 Remake

Teraz czas na błędy, które można podzielić zarówno na te drobne, jak i uderzające w radość pozyskiwaną z gry. W pierwszym przypadku była sama spodziewana w otwartym RPG’u drobnica pokroju ślizgających się postaci w ruchu, chodzących po dachach, braku kilofa w ręce podczas animacji kopania, okazjonalnie dziwnych ataków ze strony potworów (zwłaszcza wilków robiących ogromne susy), ciał zbyt oddalonych od “punktu przeszukania”, przenikania kamery przez tekstury czy nieodpowiadającego interfejsu. Nie były to jednak błędy częste czy nawet specjalnie uporczywe. Co zaś do tych drugich, to… jest dziwnie. 

Udało mi się wchodzić tam, gdzie nie powinienem, po prostu utrzymując stan walki z innymi postaciami przy strażnikach, raz utknąłem w skałach przez co musiałem wczytać grę, kilka razy po wczytaniu zapisu tuż przed występkiem stan strażników od razu był agresywny i raz cały obóz rzucił się na mnie, a po ucieczce nikt nic nie pamiętał. Nie doszło więc do momentu, w którym “zablokowałem” sobie grę na dobre, ale granie na jednym zapisie albo trybie hardcorowym mogłoby się w tych sytuacjach źle skończyć. Zapis nie respektuje też zestackowanych efektów jedzenia i w efekcie zjedzenie np. 20 kawałków mięsa i zapisanie sprawia, że po wczytaniu gra “pamięta” tylko jeden efekt. 

Podczas grania najbardziej bolała mnie sama płynność działania Gothica, bo na flagowym laptopie z RTX 5090 w 2K, presetem Gothic (prawie najwyższym) i z DLSS 4.5 na poziomie równowagi zakres klatek zamykał się w średniej 65-75 klatek na sekundę. Niby nie jest źle, ale pomiar 1% i 0,1% najgorszych klatek potwierdza moją subiektywną obserwację regularnych przycinek zwłaszcza podczas eksploracji.

Wprawdzie Gothic 1 Remake wygląda zjawiskowo i trudno mu to odebrać, ale zachwyty zwłaszcza w terenie są okazjonalnie niszczone przez doczytywanie się tekstur w oddali, o czym przypomina nam każde wczytanie gry. Twórcy bowiem zamiast ukryć cały “setting up” świata po wczytaniu jego stanu, pokazują go nam bez żadnego wstydu.

Co zaś w Gothic 1 Remake szczególnie mnie irytowało? 

Ten fragment recenzji gier zwykle wypełniam tym, czego błędami technicznymi nazwać nie można, ale projektowymi już jak najbardziej. Przez kilkanaście godzin grania wykryłem jednak tylko jeden problem tego rodzaju – informacje na temat naszego ekwipunku po prawej stronie ekranu. Informują nas one o każdym zdobytym przedmiocie, ale kiedy np. podczas rozmowy rezygnujemy z 10 bryłek rudy, to już o tym interfejs nie wspomina, a szkoda, bo przydałoby się to nawet przy przeklikiwaniu na ślepo kwestii dialogowych. 

Zirytował mnie również brak informacji na temat mechaniki otwierania zamków, bo musiałem spędzić dobrą godzinę nad skomplikowanym zamkiem, żeby załapać co i jak (oczywiście ciągle wczytując grę z 2 wytrychami w kieszeni), choć uznałem to za ciekawą łamigłówkę na start. Znacznie częściej z gry wybijał mnie zresztą nie brak informacji, a głos naszego bohatera, który na tle pozostałych postaci brzmi tak, jakby był wykonywany w całkowitym wyodrębnieniu. Wiem, że tego właśnie chcieli polscy gracze, którzy wręcz wymusili na twórcach tę decyzję, ale tym razem skłaniam się ku słynnej wypowiedzi, że czasem gracze tylko myślą, że wiedzą, czego chcą od gier.  

Twórcy zaś postąpili wręcz karygodnie z perspektywy starego wyjadacza i przeciwnika poziomów trudności w takich grach. Dodali bowiem do gry poziomy trudności i nawet nie wskazali, który z nich powinien wybrać taki gracz, który pragnie przygody zbliżonej do oryginału. Wprawdzie poziom “Gothic” coś tu sugeruje, ale nie chciałem ryzykować i wybrałem poziom trudny, aby mieć pewność, że gra wyciśnie ze mnie wszystko w kwestii tej drogi “od zera do bohatera”.

Jestem jednocześnie pewien, że z czasem gry ten zbiorek irytujących głupotek w gameplay’u urośnie, bo im dalej w las, tym zawsze jest mniejsze pokrycie testerskie.

Czy warto zagrać w Gothic 1 Remake?

Podkreślam, że nie jest to recenzja po przejściu całej gry, a jedynie wrażenia po kilkunastu godzinach grania. Innymi słowy, nie wiem nawet, czy Gothic 1 Remake jest w całości grywalny i czy nie “wykrzaczy się” w połowie. Wiem jednak jedno – twórcy stanęli na wysokości zadania, jeśli idzie o świat, klimat, grafikę i ogólne wrażenia drogi od zera do bohatera w pierwszym rozdziale tej opowieści w Górniczej Dolinie. Mam jednak problem z jednym – deweloperzy nie poszli o krok dalej tam, gdzie powinni.

Chociaż w Gothic 1 Remake twórcom udało się zachować ducha oryginału, to poza nowym systemem otwierania zamków czy wspinaczką (chyba że czegoś nie odkryłem), nie postarali się w kwestii rozwijania największego wyróżnika gry – żyjącego świata. Daleko jest mu bowiem do tego, co możemy zaobserwować w takim Kingdom Come Deliverance 2, bo przykładowo, dlaczego strażnicy w obozach nie mają nic przeciwko temu, że w nocy biegamy bez pochodni? Dlaczego nikt nie reaguje w kopalni, kiedy przyciągam do wojowników kolejne pełzacze, które często zabierają ze sobą kilku kopaczy? Dlaczego nikt nie patrzy na mnie krzywo w Starym Obozie, kiedy poruszam się w stroju kopacza Nowego Obozu? Twórcy mogli wycisnąć z tego wszystkiego jeszcze więcej, ale im się to niestety nie udało.

Największa wada Gothic 1 Remake? Fakt, że tej grze daleko jest do ideału w kwestii technicznej, bo jeśli flagowa karta graficzna w laptopach nie jest w stanie uciągnąć ją bez problemu na najwyższych ustawieniach bez generowania sztucznych klatek, to coś tu nie gra. Boje się zresztą, że gorszy sprzęt sprawi, że nowy Gothic będzie wręcz niegrywalny albo pozbawiony uroku nowo generacyjnej grafiki. Cieszę się jednak, że gra jest w dużej mierze wolna od wielkich błędów już na premierę, a przynajmniej tak wynika z mojej kilkunastogodzinnej przygody, choć NPC-ów podczas niej nie oszczędzałem.

Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.