Kino domowe na twoim nosie
Największą zaletą tego sprzętu nie jest nawet sam fakt, że potrafi wyświetlić obraz przed oczami użytkownika. To potrafią również konkurenci. Ciekawsze jest to, że producent postawił tutaj na jakość obrazu, która jeszcze niedawno była zarezerwowana głównie dla telewizorów i monitorów. RayNeo Air 4 Pro są pierwszymi okularami tej klasy wyposażonymi w obsługę HDR10, a więc standardu odpowiedzialnego za lepszy kontrast, głębszą czerń i bardziej realistyczne kolory. W praktyce oznacza to, że oglądanie filmu nie przypomina patrzenia na powiększony ekran smartfona, ale znacznie bardziej doświadczenie zbliżone do telewizora premium lub… do kina domowego.
Bo tak, producent deklaruje, że po założeniu okularów zobaczymy wirtualny ekran o przekątnej nawet 135 cali. Oczywiście nie oznacza to, że nagle zamieniamy salon w kino IMAX, ale trudno nie docenić możliwości oglądania serialu czy filmu na ekranie, który sprawia wrażenie wielokrotnie większego od laptopa lub tabletu. Dodatkowo mamy tutaj jasność sięgającą 1200 nitów oraz odświeżanie 120 Hz, co docenią nie tylko kinomani, ale również gracze.

Właśnie gaming jest jednym z najciekawszych zastosowań takich okularów. Podłączając je do komputera, Steam Decka, Nintendo Switch 2 czy konsoli PlayStation, można uzyskać efekt grania na ogromnym ekranie praktycznie wszędzie. W hotelu, pociągu czy nawet podczas lotu. Nie trzeba już szukać telewizora ani rozstawiać dodatkowego monitora, bo wystarczy para okularów i odpowiedni kabel.
Oczywiście taki gadżet sprawdzi się również w pracy. Coraz więcej osób funkcjonuje dziś w modelu hybrydowym albo całkowicie zdalnym. Praca z laptopa w podróży ma jednak jedną podstawową wadę – niewielką przestrzeń roboczą. Sama wielokrotnie tego doświadczyłam. Normalnie mam dwa monitory, a potem, w razie wyjazdu, muszę przestawić się na niewielki ekran laptopa i jakoś zmieścić tam wszystko, co na co dzień rozkładam na dwóch 27-calowych ekranach. RayNeo Air 4 Pro próbują rozwiązać ten problem, tworząc przed użytkownikiem prywatny ekran roboczy bez konieczności noszenia dodatkowego monitora, a to brzmi naprawdę przydatnie.
Producent nie ograniczył się zresztą wyłącznie do obrazu
Za warstwę audio odpowiada tutaj Bang & Olufsen, a w urządzeniu znalazł się również tryb Whisper Mode, który ogranicza wyciek dźwięku do otoczenia. Nie jest to poziom prywatności, jaki gwarantują nam słuchawki, ale dla osób siedzących obok w pociągu nie powinno być to uciążliwe.


Jak widać, okulary dają nam naprawdę wiele możliwości, a wszystko to zostało zamknięte w konstrukcji ważącej zaledwie 76 gramów. Porównując z takim Meta Questem to niemalże waga piórkowa. Jednak w tym tkwi największa zaleta tych okularów, bo dzięki gabarytom RayNeo Air 4 Pro wydają się znacznie bliższe codziennemu użytkowaniu niż wiele znacznie droższych i bardziej zaawansowanych zestawów mieszanej rzeczywistości. Zamiast próbować zastąpić komputer, smartfon i telewizor jednocześnie, skupiają się na jednej rzeczy – dostarczeniu dużego, prywatnego ekranu tam, gdzie normalnie nie mielibyśmy do niego dostępu.

Czy takie okulary zastąpią tradycyjny monitor albo telewizor? Raczej nie. Jednak im dłużej obserwuję ten segment rynku, tym większe mam wrażenie, że przyszłość leży właśnie w takich gadżetach. Sama mam w domu Meta Questa, ale szczerze mówiąc nie korzystam z niego często, a jeśli już, to tylko do rozrywki. Tutaj zastosowanie jest znacznie szersze, a klienci szukają właśnie tego. Nie chcą ograniczać się do gadżetów o jednym zastosowaniu, chcą czegoś, na czym obejrzą film, popracują, a potem jeszcze pograją w jakąś grę. Zwłaszcza że za RayNeo Air 4 Pro nie trzeba płacić grubych tysięcy, bo kosztują obecnie około 340 euro, czyli ~1240 zł.
