Smart ringi to urządzenia projektowane po to, by dyskretnie monitorować nasze zdrowie. To również swego rodzaju przeciwieństwo smartwatcha, bo zamiast kolorowych wyświetlaczy, niekończących się powiadomień i kolejnych aplikacji dostajemy gadżet, który nie prosi o naszą uwagę. Jest, spełnia swoją rolę, więc w zasadzie można o nim zapomnieć do czasu, gdy nie trzeba będzie go naładować. Dla wielu osób to również sposób na zmniejszenie ilości ekranów w swoim życiu. Rogbid SR15 Ultra mocno się tu wyróżnia, bo całkowicie zrywa z tym podejściem.
Ekran tam, gdzie nikt się go nie spodziewał
Już patrząc na ten pierścień ekran jest tym, co najbardziej rzuca się w oczy. Niewielki panel został umieszczony na zewnętrznej części pierścienia i pozwala nam sprawdzać najważniejsze informacje bezpośrednio na placu, bez każdorazowego uruchamiania aplikacji na telefonie. Znajdziemy tam aktualną godzinę, poziom naładowania baterii, liczbę wykonanych kroków, tętno, saturację krwi oraz podstawowe informacje dotyczące snu.

Brzmi to trochę jak smartwatch zredukowany do absolutnego minimum. I być może właśnie o to chodziło producentowi. Nie każdy chce oglądać dziesiątki wykresów, ale wiele osób lubi mieć szybki dostęp do podstawowych danych bez wyciągania telefonu z kieszeni. W sumie to takie połączenie smartwatcha z pierścieniem, które czerpie z obu światów, choć jednocześnie ma również sporo ograniczeń, wynikających przede wszystkim z niewielkich rozmiarów.

Mimo wszystko, pod względem monitorowania organizmu Rogbid SR15 Ultra oferuje zestaw funkcji, którego można oczekiwać od nowoczesnego urządzenia tej klasy. Pierścień przez całą dobę monitoruje:
- tętno,
- poziom natlenienia krwi (SpO₂),
- zmienność rytmu serca (HRV),
- aktywność fizyczną,
- długość oraz jakość snu.
Wszystkie dane synchronizowane są przez Bluetooth 5.2 z aplikacją dostępną dla Androida i iOS. Co ważne, producent nie wymaga wykupywania abonamentu, aby uzyskać dostęp do historii pomiarów czy bardziej szczegółowych raportów. To akurat bardzo mocny argument działający na korzyść tego modelu, bo większość producentów idzie jednak w subskrypcje i dopiero po zapłaceniu możemy odblokować pełny potencjał pierścienia.
Powiadomienia i sterowanie gestami
Rogbid nie ograniczył się wyłącznie do wyświetlacza. W obudowie znalazł się również silniczek haptyczny, dzięki któremu pierścień może dyskretnie informować o połączeniach, wiadomościach czy innych powiadomieniach. Nie zabrakło też obsługi gestów. Producent umożliwia sterowanie wybranymi funkcjami smartfona za pomocą ruchów dłoni. Można więc między innymi przewijać treści w aplikacjach społecznościowych bez dotykania ekranu telefonu. Brzmi wygodnie i tak jest, chociaż szczerze obawiam się, że jest to jedna z tych funkcji, która będzie sprzyjać bezmyślnemu scrollowaniu na TikToku. Sama z chęcią zobaczyłabym tutaj możliwość sterowania np. aplikacjami do czytania. Wyobraźcie sobie – umieszczacie telefon na stojaku i pierścieniem po prostu przewijacie strony. Magia.

Te wszystkie funkcje i możliwości mogą robić wrażenie, ale tylko wtedy, gdy czas pracy nie wymaga codziennego ładowania. Jak to więc wygląda w przypadku Rogbid SR15 Ultra? Całkiem nieźle. Mimo obecności wyświetlacza producentowi udało się zachować rozsądny czas pracy. Sam pierścień oferuje około pięciu dni działania na jednym ładowaniu. Nie zabrakło też etui ładującego, pełniącego funkcję niewielkiego powerbanku. Korzystając z niego możemy pierścień naładować aż siedem razy, co na pewno przyda się podczas dłuższych wakacji.

Całość zamknięto w tytanowej obudowie dostępnej w kolorze czarnym, srebrnym i złotym. Konstrukcja spełnia normy IP68 i 5ATM, dzięki czemu nie trzeba zdejmować pierścienia podczas mycia rąk, treningów czy kontaktu z wodą. Wszystko to dostajemy w cenie 99,99 dol., czyli ok. 370 zł.
Dwa kierunki rozwoju inteligentnych pierścieni
Rogbid SR15 Ultra jest na pewno ewenementem w segmencie smart ringów. Te urządzenia z założenia stawiają na jak największy minimalizm. Zbierają dane, działają w tle i starają się być praktycznie niewidoczne. Tutaj producent idzie w zupełnie innym kierunku, dodając kolejne funkcje, choć obu przypadkach chodzi o zmniejszenie częstotliwości korzystania ze smartfona.



Tylko czy ekran w inteligentnym pierścieniu jest rozwiązaniem, którego potrzebowaliśmy? To kwestia dyskusyjna. Trudno jednak odmówić Rogbidowi odwagi. W segmencie, który przez lata opierał się na zasadzie „im mniej, tym lepiej”, ktoś wreszcie postanowił sprawdzić, co stanie się po dodaniu jeszcze jednej warstwy technologii. W dodatku za ten gadżet nie trzeba płacić wielkich pieniędzy, co również działa na jego korzyść i zapewne właśnie cena zachęci wiele osób do wypróbowania go.
Źródło: Rogbid
