Nie chodzi tu o bezpośrednie grafiki z serii, tylko o subtelniejsze nawiązania, które niewtajemniczonym wyglądają jak ładne ozdoby, a tym, którzy serię znają, mówią wszystko. W ten sposób najpierw pojawiły się zegarki z Re: zero dla Emilii i Rem, później modele inspirowane Fist of the North Star, a teraz dołącza do nich Full Metal Alchemist: Brotherhood z modelem inspirowanym Edward Elriciem. Wszystkie kosztują dokładnie 65 780 jenów (około 1750 zł), wszystkie korzystają z tego samego mechanizmu mecha-kwarcowego 8T67 z chronografem i wszystkie powstają według niemal identycznej recepty. To już nie wygląda jak przypadkowe współprace. Raczej jak bardzo świadomie rozwijana seria.
To nie jest zegarek z nadrukiem. Tutaj liczą się detale
Właśnie to jest chyba kluczem do ich popularności. Seiko nie idzie na łatwiznę i nie ogranicza się do nadrukowania logo na tarczy. Zegarek Edwarda Elrica został dosłownie naszpikowany odniesieniami do serii. Indeksy przypominają śruby automaila, na tarczy znalazł się krąg transmutacji, subtarcza na godzinie szóstej otrzymała herb armii Amestris, a na deklu wygrawerowano napis “Don’t forget 3. OCT. 11.”. W dodatku wygląda on tak, jakby ktoś rzeczywiście wydrapał go na zegarku, jak zresztą zrobił to Edward w swoim kieszonkowym modelu.

Dla osoby, która nigdy nie oglądała Fullmetal Alchemist, będzie to po prostu ciekawy napis. Dla fanów to jedna z najbardziej emocjonalnych dat w całej historii – dzień, w którym bracia Elric spalili swój rodzinny dom, symbolicznie odcinając się od przeszłości. Właśnie takie drobiazgi sprawiają, że kolekcjonerzy są w stanie zapłacić za podobne modele znacznie więcej niż za zwykły zegarek o tej samej specyfikacji.
Mimo tych szczegółów sam projekt pozostaje całkiem stonowany. Czarna tarcza z czerwonym motywem kręgu transmutacji wygląda efektownie, ale nie krzyczy z daleka “jestem gadżetem z anime”. To raczej zegarek, który można nosić na co dzień, a dopiero bliższe spojrzenie zdradza wszystkie ukryte smaczki. Cóż, to raczej nikogo nie dziwi, bo po takie modele sięgają ludzie, którzy już dawno weszli w dorosłość i mają pracę, w której często mają pewien dress code. Mimo to nie chcą odcinać się od ulubionego hobby i Seiko im to zapewnia.


Pod względem technicznym również nie ma powodów do narzekania. Koperta wykonana jest ze stali nierdzewnej, zegarek oferuje wodoszczelność do 10 ATM oraz funkcję stopera opartą na mechanizmie mecha-kwarcowym 8T67. W zestawie znalazło się także specjalne pudełko stylizowane na czerwony płaszcz Edwarda, z tłoczonymi symbolami i cytatami znanymi z anime.
Seiko bardzo dobrze wie, po jakie marki sięga
Nie bez znaczenia jest też dobór licencji. Producent nie wybiera przypadkowych tytułów ani chwilowych hitów. Fullmetal Alchemist: Brotherhood od lat znajduje się w ścisłej czołówce najwyżej ocenianych anime w serwisie MyAnimeList, co zresztą jest w pełni zasłużone. Re:zero wciąż rozwija swoją (trochę traumatyzującą) historię, a Fist of the North Star doczekał się w tym roku nowej adaptacji. To marki z ogromnymi społecznościami fanów, które od lat utrzymują swoją popularność, a FMA przeszedł już do miana kultowego.
Widać też, że Seiko potrafi budować wokół nich poczucie wyjątkowości. Modele z Re:zero i Fist of the North Star ograniczono do 2000 egzemplarzy, natomiast w przypadku Edwarda Elrica producent nie podał liczby sztuk, ale sprzedaż potrwa jedynie do 22 lipca. Zamówienia przyjmowane są wyłącznie przez japoński sklep Amnibus, ale musicie wiedzieć, że wysyłka ruszy dopiero pod koniec stycznia 2027 roku, więc trzeba będzie uzbroić się w naprawdę dużo cierpliwości.


Ja sama bardzo się cieszę, że podobnych gadżetów przybywa. Jeszcze kilka lat temu takie premiery wydawały się ciekawostką dla wąskiego grona fanów i często traktowane po macoszemu, z chamskim logotypem, bez żadnego polotu. Dziś Seiko najwyraźniej traktuje je jako pełnoprawną kategorię produktów. Patrząc na tempo kolejnych współprac, można odnieść wrażenie, że japoński producent znalazł naprawdę skuteczny sposób na połączenie świata zegarków z popkulturą. A jeśli kolejne serie będą dopracowane równie dobrze jak model Edwarda Elrica, chętnych raczej nie zabraknie. Mam tylko nadzieję, że może ominą Bleach, bo nie wiem, czy wtedy uda mi się powstrzymać…
Źródło: Amnibus
