Smartwatch? Nie, dziękuję. Coraz więcej osób wybiera coś zupełnie innego

Dziwną drogę przeszliśmy na rynku wearables. Przez wiele lat smartwatch, opaska czy nawet słuchawki miały być widoczne. Nikt nie próbował udawać, że to nie sprzęt elektroniczny, skoro właśnie nim był. Ostatnio jednak widzę, że to się zmienia. Wiele producentów wprowadza do swojej oferty słuchawki typu Clip-on, które wyglądają raczej jak element biżuterii, inni oferuję inteligentne pierścienie, by dyskretniej monitorować zdrowie. Pojawiają się trackery bez ekranu, bo od wyświetlaczy też chcemy odpocząć. Trend na dyskretną elektronikę rośnie w siłę i ciężko mi się temu dziwić. Jesteśmy przebodźcowani powiadomieniami i kolejnymi sprzętami zabiegającymi o naszą uwagę, a jednocześnie nie chcemy rezygnować z funkcji, do których się przyzwyczailiśmy.
Smartwatch? Nie, dziękuję. Coraz więcej osób wybiera coś zupełnie innego

Właśnie w takich odbiorców celuje startup Lumysi. Zamiast kolejnego smartwatcha stworzył elegancką tytanową bransoletkę, która z zewnątrz wygląda bardziej jak biżuteria z lat 80. niż elektroniczne urządzenie. Ekranu nie ma wcale. Nie znajdziemy też krzykliwego designu czy kolorowych animacji. Cała technologia została ukryta wewnątrz.

Coraz mniej technologii na pokaz

To nie tak, że nagle wszyscy porzucają „widoczną” elektronikę, bo tak zdecydowanie nie jest. Sama nosze opaskę sportową i nie zamierzam z niej rezygnować, bo lubię zakres jej możliwości, a sam ekran mi nie przeszkadza. Tu chodzi o coś innego. Firmy przestały już ignorować potrzeby mniejszości, bo umówmy się, fanów smart ringów czy trackerów bez wyświetlacza nadal jest o wiele mniej niż miłośników smartwatchy i raczej nieprędko się to zmieni. Mimo tego na rynku pojawia się coraz więcej sprzętów dyskretniejszych, skierowanych do tych osób, które wciąż chcą monitorować zdrowie, ale w mniej nachalny sposób. Przybywa również sprzętów wyglądających już nie jak elektronika, a jak biżuteria.

Lumysi wpisuje się właśnie w ten nurt. Bransoletka monitoruje tętno, poziom natlenienia krwi, temperaturę skóry oraz aktywność fizyczną, ale robi to całkowicie w tle. Dane trafiają do aplikacji na smartfonie przez Bluetooth, gdzie zawsze możemy je sobie przejrzeć. Tylko robimy to w chwili, którą sami wybieramy, a nie kiedy sprzęt uzna to za stosowne i zaczyna bombardować powiadomieniami. Co też istotne, producent obiecuje również, że aplikacja nie zasypie nas wykresami i niezrozumiałymi liczbami. Zamiast tego ma przedstawiać wnioski prostym językiem i podpowiadać, co można poprawić w codziennych nawykach.

Bateria wrażenia nie robi, bo ma wytrzymać bez ładowania jakieś siedem dni, jednak z drugiej strony, mamy do czynienia z naprawdę drobną konstrukcją, w której nie ma miejsca na gigantyczne ogniwo. Tygodniowy czas pracy może i ustępuje wielu opaskom sportowym, ale to nadal na tyle przyzwoity wynik, byśmy nie byli uzależnieni od ładowarki przez cały czas.

Wygląda jak biżuteria, ale pracuje jak tracker aktywności

Bransoletkę wykonano z tytanu i do wyboru mają być różne wersje kolorystyczne: złota, srebrna, różowozłota i czarna. Są to dość neutralne, biżuteryjne kolory, bo w sumie właśnie tam celuje producent. Oprócz funkcjonalności to urządzenie ma wyglądać i pasować do różnych stylizacji. Mimo tego nadal gwarantowana jest wodoodporność, więc bez problemu można zabrać tę bransoletkę na basen, a niewielkie rozmiary sprawiają, że trudno domyślić się, iż w środku ukryto elektronikę.

Na razie Lumysi debiutuje na Kickstarterze. W ramach kampanii crowdfundingowej pierwsze egzemplarze można zamówić za 179 dolarów, natomiast późniejsza cena detaliczna ma wynosić 299 dolarów. Wspierający na wczesnym etapie otrzymają również dożywotni dostęp do platformy producenta, choć firma nie zdradziła jeszcze, ile kosztować będzie subskrypcja dla pozostałych użytkowników.

Czy taki sprzęt zastąpi smartwatcha? Pewnie nie u każdego. Osoby trenujące bieganie, jeżdżące na rowerze czy korzystające z map na nadgarstku nadal wybiorą klasyczny zegarek sportowy, dostarczający znacznie więcej informacji. Ale jeśli ktoś od dawna marzył o urządzeniu monitorującym zdrowie, które nie wygląda jak kolejny elektroniczny gadżet, Lumysi pokazuje, że rynek zaczyna oferować coraz ciekawsze alternatywy. Tych zresztą będzie tylko przybywać, bo zainteresowanie nimi stale rośnie. Lubimy widoczną elektronikę, jednak dla coraz większej liczby osób niewidoczna technologia staje się priorytetem. Ma działać, pomagać i nie zwracać na siebie uwagi.

Źródło: Kickstarter

Napisane przez

Joanna Marteklas

Redaktor
Zajmuję się tematyką nowych technologii i ich wpływu na codzienne życie. Piszę o cyfrowej kulturze, innowacjach oraz trendach zmieniających sposób, w jaki pracujemy i komunikujemy się ze sobą. Szczególnie interesuje mnie relacja między rozwojem technologii a współczesną popkulturą. W wolnych chwilach zakopuję się w książkach i komiksach — najczęściej w fantastyce i wuxia.