Zjawisko szybko otrzymało nazwę Bloop. Sygnał zarejestrowała sieć hydrofonów należących do amerykańskiej Narodowej Administracji Oceanicznej i Atmosferycznej (NOAA), która wykorzystywała je do obserwacji podmorskiej aktywności sejsmicznej i wulkanicznej. Już pierwsze analizy pokazały, że nie przypominał on żadnego znanego odgłosu generowanego przez statki, wieloryby czy zjawiska pogodowe.
Czytaj też: Pod Antarktydą coś się rusza i hałasuje. Lodowy kontynent kryje zjawiska, o jakich geolodzy nawet nie śnili
Największe zdumienie wzbudził zasięg sygnału. Zwykle nawet najgłośniejsze dźwięki emitowane przez zwierzęta morskie stopniowo słabną wraz z odległością. Tymczasem Bloop został zarejestrowany przez wiele stacji pomiarowych rozsianych po całym Oceanie Spokojnym. Dla badaczy był to sygnał, że mają do czynienia z czymś wyjątkowo potężnym.
Wkrótce wokół tajemniczego odgłosu zaczęły narastać spekulacje. Charakterystyka akustyczna przypominała dźwięki wydawane przez organizmy żywe, co doprowadziło do pojawienia się teorii o nieznanym gatunku gigantycznego stworzenia zamieszkującego głębiny oceaniczne. Niektórzy sugerowali nawet, że źródłem sygnału mogło być zwierzę większe od płetwala błękitnego, czyli największego znanego organizmu na Ziemi.
Szybko pojawiły się spekulacje o przetrwaniu prehistorycznego megalodona, gigantycznych kałamarnicach osiągających niewyobrażalne rozmiary czy nawet stworzeniach inspirowanych literaturą grozy. Dodatkową pożywką dla wyobraźni był fakt, że oceany pozostają jednymi z najmniej zbadanych obszarów naszej planety. Bo przecież znaczna część dna oceanicznego nadal nie została szczegółowo poznana.
Naukowcy zachowywali jednak ostrożność. Już od początku część badaczy przypuszczała, że źródło zagadkowego sygnału może mieć charakter geologiczny. Problem polegał na tym, iż brakowało wystarczającej liczby danych pozwalających jednoznacznie potwierdzić tę hipotezę. Rozpoczęły się więc wieloletnie obserwacje i analizę kolejnych nagrań pochodzących z południowych rejonów oceanu.
Czytaj też: Grawitacyjna zagadka rozwiązana. Dlaczego na Oceanie Indyjskim Ziemia przyciąga słabiej?
Przełom nastąpił dopiero po około ośmiu latach badań. Naukowcy zaczęli rejestrować podobne sygnały w pobliżu Antarktydy i zauważyli, że ich charakterystyka odpowiada zjawiskom związanym z pękaniem ogromnych mas lodu. Analizy wykazały, że Bloop najprawdopodobniej był efektem tak zwanego trzęsienia lodowego, czyli gwałtownego pęknięcia lodowca lub oderwania się wielkiego fragmentu szelfu lodowego.
Kiedy gigantyczne bloki lodu pękają lub wpadają do oceanu, uwalniają ogromne ilości energii. Powstałe w ten sposób fale akustyczne mogą rozchodzić się przez tysiące kilometrów pod wodą. Zdaniem ekspertów właśnie taki proces odpowiadał za powstanie sygnału z 1997 roku. Kierunek propagacji fal wskazywał, że źródło znajdowało się prawdopodobnie w rejonie między Cieśniną Bransfielda a Morzem Rossa w pobliżu Antarktydy. Choć rozwiązanie zagadki rozczarowało zwolenników teorii o morskich potworach, dla naukowców okazało się równie fascynujące.
Źródło: NOAA
