Tajemnicze wstrząsy głęboko pod USA wprawiły naukowców w osłupienie. W ogóle nie powinno ich tam być 

Przez niemal pół wieku panowało przekonanie, że geolodzy się pomylili. Dane, które zarejestrowały sejsmografy w amerykańskim stanie Utah wskazywały na coś, co według obowiązujących teorii nie powinno istnieć. Trzęsienie ziemi miało bowiem powstać nie w skorupie ziemskiej, gdzie rodzi się zdecydowana większość takich zjawisk, lecz znacznie głębiej – w płaszczu naszej planety. To, co przez dekady pozostawało naukową ciekawostką, dziś okazuje się prawdą.
Tajemnicze wstrząsy głęboko pod USA wprawiły naukowców w osłupienie. W ogóle nie powinno ich tam być 

Zespół badawczy z Uniwersytetu Utah przeanalizował archiwalne dane sejsmiczne oraz wyniki nowych obserwacji i doszedł do zaskakującego wniosku. Tajemniczy wstrząs z 1979 roku rzeczywiście miał miejsce około 90 kilometrów pod powierzchnią Ziemi. Co więcej, nie był odosobnionym przypadkiem. Badacze zidentyfikowali kolejne podobne zdarzenia występujące głęboko pod północnym Utah i południowo-zachodnim Wyoming. Oznacza to, iż naukowcy mogą mieć do czynienia z wyjątkowo rzadką klasą zjawisk określanych jako kontynentalne trzęsienia płaszczowe.

Czytaj też: Pradawna glina ukryta pod dnem oceanu. Wzmocniła tragiczne trzęsienie ziemi w Japonii

Pierwszy sygnał pojawił się nad ranem 24 lutego 1979 roku w pobliżu niewielkiej miejscowości Randolph. Zarejestrowane trzęsienie ziemi miało magnitudę 3,8, jednak praktycznie nikt go nie odczuł. Sam ten fakt nie był jeszcze niczym niezwykłym. Znacznie bardziej zastanawiające okazały się dane dotyczące jego głębokości. Analizy sugerowały, że źródło wstrząsów znajdowało się daleko poniżej granicy skorupy ziemskiej, w górnym płaszczu naszej planety. W tamtym czasie wielu specjalistów uznało taki wynik za mało wiarygodny.

Powód sceptycyzmu był prosty: w tych warunkach skały znajdują się pod ogromnym ciśnieniem i w bardzo wysokiej temperaturze. Zamiast zachowywać się jak kruche struktury zdolne do gwałtownego pękania, przypominają raczej niezwykle gęstą i powoli płynącą masę. Według klasycznych modeli geologicznych właśnie dlatego trzęsienia ziemi nie powinny tam powstawać. Mechanizm odpowiedzialny za uwolnienie energii sejsmicznej zwyczajnie nie powinien działać na takich głębokościach pod kontynentami.

Nowe badania całkowicie zmieniły spojrzenie na tę zagadkę. Naukowcy wrócili do archiwalnych zapisów fal sejsmicznych i porównali je z nowoczesnymi pomiarami. Wyniki potwierdziły, że nie tylko trzęsienie z 1979 roku było autentyczne, lecz również co najmniej osiem innych podobnych zdarzeń miało miejsce w tym samym regionie. Dodatkowo we wrześniu zeszłego roku odnotowano kolejne trzęsienie ziemi o magnitudzie 4,1, którego źródło znajdowało się około 68 kilometrów pod powierzchnią. Także i ono powstało znacznie poniżej granicy skorupy ziemskiej.

Największą zagadką pozostaje jednak pytanie, co właściwie wywołuje te niezwykłe zjawiska. Badacze podejrzewają, że sprawczynią całego zamieszania może być wyjątkowo stara struktura geologiczna znana jako kraton Wyoming. Jest to fragment wyjątkowo stabilnej litosfery, który można porównać do gigantycznej podziemnej góry zanurzonej w płaszczu Ziemi. Naukowcy obrazowo porównują go do kilu statku lub podwodnej części góry lodowej.

Czytaj też: Pod Antarktydą coś się rusza i hałasuje. Lodowy kontynent kryje zjawiska, o jakich geolodzy nawet nie śnili 

Według obecnej hipotezy gorący materiał płaszcza powoli przepływa wokół tego skalnego “korzenia”. Proces trwa miliony lat, jednak powoduje stopniowe gromadzenie naprężeń w określonych obszarach. Gdy naprężenia osiągają odpowiedni poziom, dochodzi do gwałtownego uwolnienia energii i powstaje trzęsienie ziemi. Problem polega na tym, że naukowcy wciąż nie rozumieją dokładnie, jak taki mechanizm może działać w skałach znajdujących się w warunkach, które powinny sprzyjać raczej powolnym deformacjom niż nagłym pęknięciom.

Źródło: The Seismic Record

Napisane przez

Aleksander Kowal

Redaktor
Z wykształcenia romanista (język francuski oraz hiszpański) ze specjalizacją z traduktologii. Dziennikarską przygodę rozpocząłem około piętnastu lat temu, początkowo w związku z recenzjami gier komputerowych i filmów. Obecnie publikuję zdecydowanie częściej na tematy związane z nauką oraz technologią. W wolnym czasie uwielbiam podróżować, śledzić kinowe i książkowe nowości, a także uprawiać oraz oglądać sport.