Na pewno twórcom należy się duży plus za odwagę, bo smartfon reklamowany jest hasłami o odcięciu się od wszechobecnej inwigilacji, profilowania reklamowego i wielkich korporacji. Brzmi jak piękny, cyfrowy manifest wolności, prawda? Cóż, przyjmijmy, że te obietnice są faktycznie prawdziwe. Problem w tym, że wiele osób raczej nie będzie chciało tego sprawdzić. Bo spójrzmy prawdzie w oczy: kiedy przeciętny Kowalski idzie do sklepu, patrzy na cyferki w tabelce ze specyfikacją i na cenę, a nie na to, czy śrubki w obudowie dokręcał robotnik w niemieckiej czy chińskiej fabryce. A pod tym względem nowość od Punkt drastycznie rozjeżdża się z rynkową rzeczywistością.
Wnętrze jak w tanim średniaku
Zanim przejdziemy do tego, co faktycznie stanowi o unikalności tego sprzętu, zajrzyjmy najpierw do specyfikacji. Od razu zaznaczam, że ta nie powala. Punkt MC03 oferuje 6,67-calowy ekran OLED o rozdzielczości 1080×2436 i odświeżaniu 120 Hz. Na tym etapie nie jest źle, ale potem przechodzimy do jasności szczytowej i już zaczynają się zgrzyty, bo ta wynosi zaledwie… 550 nitów. Miejmy nadzieję, że to zwykła literówka na stronie producenta, bo w pełnym, lipcowym słońcu na takim ekranie nie zobaczycie praktycznie nic. Nawet opaski sportowe oferują dzisiaj więcej nitów. Sercem urządzenia jest procesor MediaTek Dimensity 7300 sparowany z 8 GB pamięci RAM i 256 GB pamięci wewnętrznej (na szczęście z opcją rozbudowy kartą microSD, co jest sporym plusem).
Zaplecze fotograficzne to festiwal kompromisów. Główny aparat ma co prawda 64 Mpix i autofokus, ale całkowicie pozbawiono go optycznej stabilizacji obrazu. Towarzyszy mu 8 Mpix obiektyw szerokokątny ze stałą ogniskową oraz zbędne 2 Mpix makro. Przednia kamerka to 32 Mpix, również ze stałym fokusem.

Żeby jednak nie było, że tylko narzekam, bo sprzęt ma też kilka świetnych, fizycznych plusów. Ma certyfikat wodoszczelności IP68, głośniki stereo, obsługę eSIM oraz – co jest dziś absolutną rzadkością i ogromną zaletą – wymienną baterię o pojemności 5200 mAh, którą naładujemy z mocą 30 W po kablu lub 15 W bezprzewodowo. Wszystko to brzmi jak średniopółkowy, niezbyt drogi model, który idealnie sprawdzi się dla każdego, komu zależy na solidnym modelu do codziennych kontaktów, a nie do grania.
Szwajcarski system, czyli za co tak naprawdę płacisz
Skoro nie specyfikacja, to jaką kartą gra Punkt MC03? Systemem operacyjnym AphyOS. To szwajcarski OS zbudowany na fundamencie otwartoźródłowego Androida 15 i bezpiecznego GrapheneOS. Producent obiecuje 3 lata aktualizacji funkcjonalnych oraz 5 lat poprawek bezpieczeństwa. Co najważniejsze: system gwarantuje absolutne zero śledzenia, zero profilowania użytkownika i zero monetyzacji naszych danych. Nie ma tu usług Google, a w zamian dostajemy zintegrowane, bezpieczne środowisko do obsługi maila, wiadomości, kalendarza oraz 5 GB zaszyfrowanej chmury. Na start zainstalowano bezpieczny komunikator Threema oraz wbudowany Digital Nomad VPN.



Ciekawym smaczkiem jest też funkcja Data Ledger, czyli specjalny panel, który na żywo pokazuje, jak poszczególne aplikacje korzystają z danych, dając nam pełną kontrolę nad uprawnieniami. Dla chętnych dostępna jest też integracja z usługami Protona, choć to akurat opcja dodatkowo płatna. Osobiście nie do końca wierzę w całe te zapewnienia dotyczące bezpieczeństwa, głównie dlatego, że wiele firm obiecywało podobne rzeczy, a w praktyce kończyło się to różnie.
A teraz czas na to, na co zapewne wiele osób czekało, czyli cena. Smartfon jest dostępny wyłącznie w czarnym kolorze na oficjalnej stronie producenta, a jego cena wynosi 745 euro, co w przeliczeniu daje około 3200 złotych. W tej cenie bez problemu kupicie dziś iPhone’a 17e, Samsunga Galaxy S25 czy Pixela 9. Każde z tych urządzeń zmiażdży szwajcarsko-niemieckiego średniaka pod względem ekranu, wydajności i jakości zdjęć. Tylko że twórcy raczej nie sprzedają go dla specyfikacji.

Punkt MC03 celuje raczej w biznes, organizacje, które nie mogą pozwolić sobie na niekontrolowany wyciek danych, oraz technologicznych ortodoksów gotowych dopłacić ponad dwa tysiące złotych za samą obietnicę prywatności. Dokładnie tak samo, jak pisałam przy okazji fizycznego komunikatora Clicks z klawiaturą QWERTY – to nie jest sprzęt dla każdego. Jeśli wizja rezygnacji z usług Google i słabego aparatu brzmi dla was niedorzecznie, omijajcie go szerokim łukiem. Ale jako manifest i próba zbudowania europejskiej, bezpiecznej alternatywy, Punkt MC03 zasługuje na to, by o nim mówić. Nawet jeśli większość z nas ostatecznie i tak wybierze amerykańską lub azjatycką konkurencję.
Źródło: Punkt
