Game Boy wraca do życia. Tylko że nie dzięki Nintendo

Sentyment to potężna waluta, a branża technologiczna doskonale wie, jak nią obracać. Od kilku lat obserwujemy prawdziwy renesans retro handheldów, a firmy takie jak Anbernic, Retroid czy Ayaneo wręcz dwoją się i troją, by dostarczyć nam nowoczesne konsole inspirowane klasykami naszego dzieciństwa. Dostajemy ekrany wysokiej rozdzielczości, mocne procesory i Androida, a wszystko po to, by odpalać gry, które kiedyś mieściły się na kilkumegabajtowych kartridżach. Kolejnym dowodem na to, że nostalgia stała się pełnoprawnym i niezwykle dochodowym segmentem rynku, jest zapowiedź konsolki Ayaneo Pocket Micro 2.
Game Boy wraca do życia. Tylko że nie dzięki Nintendo

Nie będę ukrywać, sama łapię się na tym, że widząc te wszystkie zgrabne obudowy nawiązujące do ery piksela łupanego, mam ochotę bezrefleksyjnie rzucić w ekran kartą płatniczą. Tylko czy odświeżanie klasyków nie dotarło właśnie do momentu, w którym cena zaczyna nieco rozjeżdżać się z sensem takiego zakupu?

Miniaturowy luksus, czyli Game Boy Micro na sterydach

Dla niewtajemniczonych: Pocket Micro 2 to bezpośredni spadkobierca i duchowy następca zapomnianego nieco przez historię Game Boya Micro z 2005 roku. Ayaneo wzięło tamten poziomy, kieszonkowy design i przepuściło go przez filtr nowoczesnego premium rzemiosła.

Co dostajemy w nowej generacji? Wizualnie to małe dzieło sztuki. Aluminiowa obudowa wycinana w technologii CNC, zaokrąglone krawędzie i 3,5-calowy ekran o proporcjach 3:2. Te proporcje są tutaj kluczowe – dzięki nim gry z Game Boy Advance wyglądają naturalnie, bez brzydkiego rozciągania pikseli, łącząc nostalgiczną teksturę z nowoczesną ostrością, co w sumie nie zdarza się aż tak często. Wielu producentów gubi się po drodze, nie umiejąc do końca zgrać stylu retro ze współczesnością.

Jednak to w środku dzieje się najwięcej i patrząc na tę specyfikację, trochę zastanawiam się, po co właściwie tyle mocy w tak miniaturowym urządzeniu? Cóż, jest to jest, nie ma co drążyć. Ayaneo upchnęło tam procesor Snapdragon od Qualcommu oraz aktywne chłodzenie (tak, w tak małej konstrukcji będzie kręcić się wentylatorek!). Do tego dorzucili akumulator o pojemności 3950 mAh (wzrost o ponad 50% względem poprzednika) oraz gałki analogowe TMR, które mają całkowicie wyeliminować problem dryfowania i martwych stref. Co ciekawe, na fali retro rewolucji do łask wróciło też klasyczne gniazdo Jack 3,5 mm i dla wielu to będzie pewnie duża zaleta.

Nostalgia za kilkaset dolarów

Chociaż wszystko to brzmi świetnie, to zawsze musi się kryć gdzieś jakiś haczyk. W tym wypadku znajdziemy go w tabelce z cenami. Kwoty startują od 239 dolarów za wersję “Early Bird” (z 6 GB RAM i 128 GB pamięci), by docelowo osiągnąć regularną cenę 269 dolarów (około 1000 zł bez podatków). Jeśli marzy wam się mocniejszy wariant (8 GB / 256 GB), przyjdzie wam zapłacić nawet 339 dolarów (niecałe 1300 zł).

Szczerze mówiąc, to całkiem spore kwoty jak na sprzęt, który ze względu na swoje gabaryty ma służyć głównie do szybkich sesji w drodze. Umówmy się – granie w bardziej wymagające gry mobilne na 3,5-calowym ekraniku może i jest technicznie możliwe dzięki nowemu procesorowi, ale komfort takiego rozwiązania stoi pod dużym znakiem zapytania. To trochę jak wkładanie silnika wyścigowego do Fiata Seicento. Imponujące? Jasne. Praktyczne? Ani trochę. Oczywiście właśnie te podzespoły windują tak cenę, ale ciężko mi wyobrazić sobie, by ktokolwiek na dłuższą metę wykorzystywał ich możliwości.

Mimo to machina marketingowa oparta na haśle „powrót do złotej ery gier” zadziałała bezbłędnie. Przedsprzedaż ruszyła z kopyta i limitowana pierwsza partia urządzeń wyprzedała się błyskawicznie. Twórcy już teraz dwoją się i troją, rozmawiając z dostawcami, czy uda się uruchomić kolejną linię produkcyjną, by zaspokoić popyt, który wciąż utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie.

Retro eldorado

Szał na Pocket Micro 2 idealnie pokazuje, w którym miejscu jako gracze się znajdujemy. Nie kupujemy tych urządzeń dlatego, że nie mamy na czym grać. Większość z nas ma w domach potężne PC, konsole nowej generacji czy smartfony, które bez problemu udźwigną każdego klasyka i nie tylko. Kupujemy je dla samej świadomości posiadania tego idealnego, namacalnego kawałka plastiku i metalu, który wygląda dokładnie tak, jak zapamiętaliśmy go przez mgłę dziecięcych wspomnień.

Zwykle takie gadżety kończą szybko na półce, traktowane raczej jak ozdoba niż pełnoprawne urządzenie, z którego korzysta się często. Jednak mimo tego segment retro premium ma się doskonale i zapewne pozostanie tak przez długi czas. Firmy takie, jak Ayaneo udowadniają, że za odpowiednią dawkę nostalgii i ładny design jesteśmy w stanie zapłacić niemal każdą cenę. Nawet jeśli sprzęt przez większość czasu będzie po prostu ładnie wyglądał na regale, wśród innych rzeczy cieszących oko i drenujących portfele.

Źródło: Ayaneo

Napisane przez

Joanna Marteklas

Redaktor
Zajmuję się tematyką nowych technologii i ich wpływu na codzienne życie. Piszę o cyfrowej kulturze, innowacjach oraz trendach zmieniających sposób, w jaki pracujemy i komunikujemy się ze sobą. Szczególnie interesuje mnie relacja między rozwojem technologii a współczesną popkulturą. W wolnych chwilach zakopuję się w książkach i komiksach — najczęściej w fantastyce i wuxia.