Google stworzy Twojego cyfrowego klona. To się aż prosi o kłopoty

Montowanie wideo bywa mordęgą, nawet jeśli chcemy stworzyć proste nagranie z życzeniami urodzinowymi albo filmik promocyjny. Tradycyjny montaż to godziny spędzone na osi czasu, walka z oświetleniem, wycinanie wpadek językowych, a jeśli zależy nam na idealnym efekcie, to nie obywa się również bez dubli, bo okazuje się, że gdzieś tam w tle widać coś, czego nie chcieliśmy pokazywać. Na szczęście narzędzia do edycji wideo są teraz coraz lepsze. Google tym tygodniu odpaliło potężną porcję nowości z obszaru sztucznej inteligencji, które mogą całkowicie zmienić to, jak podchodzimy do produkcji wideo. Nie zabrakło przy tym ulepszeń codziennego przeszukiwania sieci.
Google stworzy Twojego cyfrowego klona. To się aż prosi o kłopoty

Tworzenie (i edytowanie) filmów za pomocą zwykłych słów

Na początku 2026 roku gigant z Mountain View udostępnił w aplikacji Vids model Veo 3.1, dający przedsmak generowania wideo przez AI. Teraz jednak Amerykanie wjeżdżają z prawdziwym ciężkim kalibrem – modelem Gemini Omni, który był absolutną gwiazdą tegorocznej konferencji Google I/O.

Integracja Omni z aplikacją Vids oznacza koniec z żmudnym montażem. Chcecie stworzyć film? Wystarczy, że opiszecie swoją wizję naturalnym językiem i opcjonalnie dorzucisz plik referencyjny – na przykład zdjęcie lub odręczny szkic. AI połączy te dane i wygeneruje gotowy materiał.

Prawdziwym przełomem jest jednak edycja krok po kroku. Jeśli pierwszy projekt nie jest idealny, nie musisz generować wszystkiego od nowa. Po prostu piszemy na czacie: „zmień tło na biurowe, popraw oświetlenie na cieplejsze i dodaj efekt rozmycia”, a Omni posłusznie wykonuje polecenia, szanując przy tym podstawowe prawa fizyki.

Zduplikuj samego siebie, czyli cyfrowy awatar do zadań specjalnych

Drugą, niezwykle widowiskową (i dla mnie ciut przerażającą) nowością w Google Vids są osobiste awatary. Macie do przekazania pilny komunikat wideo dla klientów albo zespołu, ale siedzicie w dresie, bez makijażu i z potarganymi włosami? Żaden problem.

System pozwala stworzyć cyfrowego klona, który wygląda i brzmi dokładnie jak my. Wystarczy wgrać jedno selfie oraz krótką próbkę swojego głosu. Potem po prostu wpisujemy tekst scenariusza, a nasz awatar wygłosi go przed wirtualną kamerą. Żeby wideo brzmiało naturalnie, w skrypcie możesz umieszczać komendy w nawiasach (np. [ekscytacja]), sterując emocjami i tempem wypowiedzi swojego cyfrowego odpowiednika.

Kiedy czytałam najpierw o tych nowościach, od razu zapaliła mi się bardzo duża ostrzegawcza lampka. Awatar wyglądający i brzmiący, jak ja, to idealny materiał do deepfake’ów. Google na szczęście zdaje sobie sprawę z tych zagrożeń, więc wprowadził też ograniczenia. Z funkcji mogą korzystać wyłącznie osoby pełnoletnie, a system rygorystycznie weryfikuje, czy generowana postać odpowiada prawdziwej wizerunkowej tożsamości właściciela konta Google. Dodatkowo każdy wygenerowany klip otrzymuje niewidzialny znak wodny SynthID, pozwalający łatwo zweryfikować użycie sztucznej inteligencji. Na ten moment obie nowości (Omni oraz awatary) trafiają do subskrybentów planów Google AI Pro i Ultra oraz klientów biznesowych Workspace, więc dostępność też jest ograniczona.

Tryb AI w wyszukiwarce połączy się z naszymi aplikacjami

Rewolucja nie ominęła też flagowego produktu Google. W Stanach Zjednoczonych ruszyło właśnie wdrażanie funkcji, która pozwala bezpiecznie żądać i łączyć zewnętrzne aplikacje bezpośrednio w Trybie AI w wyszukiwarce. Pozwala to na płynne przechodzenie od teorii do praktyki bez opuszczania ekranu wyszukiwania.

Jak to tak naprawdę działa? Szukjąc przepisu na idealne burgery z grilla, wyszukiwarka generuje dla listę potrzebnych składników. Dzięki nowej integracji można jednym kliknięciem przerzucić całą tę listę prosto do koszyka w usłudze zakupowej Instacart i sfinalizować zamówienie. Planując domówkę i prosząc AI o idealny zestaw tanecznych hitów, wyszukiwarka poskłada utwory w całość i automatycznie zapisze gotową playlistę na koncie w YouTube Music. Na liście partnerów znajduje się już także m.in. Canva do szybkiego tworzenia grafik. Niestety, europejscy użytkownicy muszą uzbroić się w cierpliwość – funkcja startuje na razie wyłącznie za oceanem. Nie jestem też pewna, czy jeśli dojdzie do nas, będzie równie zaawansowana, zwłaszcza w kwestii zakupów, ale zobaczymy.

NotebookLM zmienia nazwę

Przy okazji Google robi porządki w swoim portfolio. Świetne, darmowe narzędzie wspierające naukę i research – NotebookLM – zmienia oficjalnie nazwę na Gemini Notebook. Chodzi tu przede wszystkim o ujednolicenie usług w ekosystemie, bo do tej pory wiele osób nawet nie kojarzyło tego narzędzia. Co ważne, przy okazji rebrandingu usługa zyskała nowości: bezpieczny komputer w chmurze, który pozwala programowi na natywne pisanie i uruchamianie kodu w celu głębszej analizy danych dostarczonych przez użytkownika.

Źródło: Google

Napisane przez

Joanna Marteklas

Redaktor
Zajmuję się tematyką nowych technologii i ich wpływu na codzienne życie. Piszę o cyfrowej kulturze, innowacjach oraz trendach zmieniających sposób, w jaki pracujemy i komunikujemy się ze sobą. Szczególnie interesuje mnie relacja między rozwojem technologii a współczesną popkulturą. W wolnych chwilach zakopuję się w książkach i komiksach — najczęściej w fantastyce i wuxia.