Impossible Watch miał nigdy nie powstać. D1 Milano ożywia niemożliwy koncept

Większość z nas kojarzy zbiórki na Kickstarterze z raczkującymi startupami, ryzykownymi eksperymentami i projektami robionymi w garażu. W przypadku zegarków platforma ta zyskała wręcz łatkę miejsca dla krzykliwych mikromarek, które obiecują rewolucję, a kończą na generycznych chińskich podzespołach zapakowanych w ładny marketing. Dlatego sporym zaskoczeniem może być fakt, że na crowdfunding zdecydował się właśnie D1 Milano – szanowany, obecny na rynku od ponad dekady włoski producent, który regularnie wydaje głośne, limitowane kolekcje.
Impossible Watch miał nigdy nie powstać. D1 Milano ożywia niemożliwy koncept

Marka uznała jednak, że ich najnowszy, najbardziej szalony pomysł potrzebuje wsparcia społeczności. Powód? Projekt, nad którym pracowali, pierwotnie miał być jedynie cyfrową grafiką – konceptem tak abstrakcyjnym, że według praw fizyki i tradycyjnego zegarmistrzostwa był po prostu technicznie niemożliwy do wykonania. Tak narodził się „Impossible Watch”.

Retrofuturyzm z lat 80. i tarcza bez wskazówek

Za unikalną wizualną stroną zegarka stoi artysta 3D, Peter Tarka (a właściwie Piotr Tarka, nasz rodak), który w swoim portfolio ma już współpracę z takimi gigantami jak Apple, Nike czy Porsche. Tarka przeniósł do tego projektu swój charakterystyczny, rzeźbiarski styl. Efektem jest głęboki retrofuturyzm, który wygląda jak wyciągnięty prosto z planu kultowych filmów science-fiction z lat 80. Zegarek ma miękką, prostokątną kopertę, która może delikatnie kojarzyć się z kształtem Apple Watcha, ale cała magia dzieje się na tarczy. A ta nie wygląda jak cokolwiek, co do tej pory widziałam.

Zapomnijcie o tradycyjnych wskazówkach. Czas odmierzają tutaj trzy duże, obracające się dyski z dyskretnymi kropkami. Górny lewy dysk odpowiada za godziny, górny prawy za minuty, a dolny lewy precyzyjnie odmierza sekundy. Na tym jednak zabawa geometrią się nie kończy, bo po prawej stronie umieszczono dwa rzędy małych otworów (cztery na górze, trzy na dole), które stopniowo podświetlają się lub wypełniają kolorem w miarę upływu tygodnia – jedna kropka oznacza poniedziałek, a gdy świeci się wszystkie siedem, mamy niedzielę.

Dla tych, którzy po pewnym czasie zmęczą się tą designerską awangardą i będą chcieli po prostu sprawdzić czas „tu i teraz”, na samym dole wkomponowano mały, czytelny ekran LCD. Wyświetla on cyfrową godzinę oraz pełną datę. Całość jest chroniona przez szafirowe szkło z powłoką antyrefleksyjną, a wewnątrz pracuje skrupulatnie zmodyfikowany mechanizm kwarcowy, stworzony specjalnie na potrzeby tego projektu.

Zmiana planów w locie i aluminiowa lekkość

Droga od renderu do fizycznego prototypu wymagała jednak od D1 Milano i Tarki sporych kompromisów. Artysta początkowo założył, że cała konstrukcja i bransoleta zostaną wykonane z tradycyjnej, szczotkowanej stali nierdzewnej. Rzeczywistość okazała się bezwzględna – rzeźbiarska, masywna bryła ze stali była tak potwornie ciężka, że noszenie jej na nadgarstku groziło bolesną kontuzją.

Projektanci musieli więc błyskawicznie zmienić strategię i ostatecznie kopertę oraz bransoletę przeprojektowano i wycięto z lekkiego aluminium. Dzięki temu zegarek stał się aż o 50% lżejszy i niebywale komfortowy w codziennym użytkowaniu. Użycie aluminium otworzyło też drzwi do procesu anodowania, dzięki czemu kolekcja zyskała cztery niesamowicie nasycone, kosmiczne wersje kolorystyczne: minimalistyczną białą White Space, wyrazistą Orange Pulse, mroczną Black Orbit z neonowymi akcentami oraz w pełni zieloną Green Dimension.

Decyzja D1 Milano o wejściu na platformę crowdfundingową mogła wydawać się ostrożnym ruchem korporacji, która bała się zaryzykować własny budżet na tak dziwny i niszowy produkt. Rynek odpowiedział jednak w sposób, którego nikt się nie spodziewał. Włoska marka założyła na Kickstarterze symboliczny cel na poziomie 15 000 dolarów. Tymczasem na kilkanaście dni przed końcem zbiórki na koncie projektu pękła już astronomiczna kwota ponad 359 000 dolarów (i stale rośnie!).

Zegarek stał się viralowym hitem, a niektóre pakiety i wersje kolorystyczne rozchodzą się jak świeże bułeczki. Obecnie podstawowy próg wsparcia, który gwarantuje otrzymanie jednej sztuki tego małego dzieła sztuki użytkowej, zaczyna się od 379 dolarów, co po premierze sklepowej wzrośnie do kwot w okolicach 500 dolarów. Jasne, to dużo, ale nie płacimy tutaj za zwykły zegarek, tylko za niemożliwy projekt, który jakimś cudem stał się rzeczywistością.

Źródło: Kickstarter

Napisane przez

Joanna Marteklas

Redaktor
Zajmuję się tematyką nowych technologii i ich wpływu na codzienne życie. Piszę o cyfrowej kulturze, innowacjach oraz trendach zmieniających sposób, w jaki pracujemy i komunikujemy się ze sobą. Szczególnie interesuje mnie relacja między rozwojem technologii a współczesną popkulturą. W wolnych chwilach zakopuję się w książkach i komiksach — najczęściej w fantastyce i wuxia.