Test Kingston IronKey Keypad 200. Ważne dane na pendrive wreszcie będą bezpieczne

Cena pendrive Kingston IronKey Keypad 200 sugeruje, że ktoś tu oszalał, ale spokojnie – to nie jest byle pendrive. W praktyce jest to sprzęt, który w cenie około 2000 złotych mocno ogranicza ryzyko, że zgubienie go skończy się na nieprzyjemności, a nie potencjalnie ogromnych problemach.
Test Kingston IronKey Keypad 200. Ważne dane na pendrive wreszcie będą bezpieczne

Zwykły pendrive jest dziś sprzętem nudnym i oczywistym do granic możliwości. Wkładasz do portu, kopiujesz pliki, wyjmujesz, wrzucasz do szuflady albo plecaka i przypominasz sobie o nim dopiero wtedy, kiedy akurat trzeba coś przenieść. Cały problem zaczyna się w momencie, w którym na takim nośniku lądują dane, których nie powinien zobaczyć nikt poza właścicielem. Dokumenty firmowe, dane klientów, projekty, umowy, pliki medyczne, kopie konfiguracji, hasła, raporty, materiały prawne albo cokolwiek, co po zgubieniu może narobić nam problemów.

Kingston IronKey Keypad 200 to nie byle pendrive

Kingston IronKey Keypad 200 jest odpowiedzią właśnie na taki scenariusz. Nie próbuje być najszybszym pendrivem świata, nie próbuje wyglądać nowocześnie przez miniaturowe rozmiary i nie udaje gadżetu do przenoszenia zdjęć z wakacji. Jest to pamięć flash z fizyczną klawiaturą, sprzętowym szyfrowaniem XTS-AES 256-bit oraz certyfikatem FIPS 140-3 Level 3 Validated. Już sam ten opis ustawia go w zupełnie innym miejscu niż typowe nośniki USB za kilkadziesiąt złotych.

Ciekawy detal drzemie też w samej klawiaturze, bo na pierwszy rzut oka można zadać proste pytanie – po co na takim pendrive litery, skoro i tak ustawiamy PIN? Odpowiedź jest prosta – nie chodzi o wpisywanie tekstu jak na normalnej klawiaturze, tylko o ułatwienie zapamiętania kodu. Kingston zastosował rozwiązanie znane ze starszych telefonów, gdzie pod jedną cyfrą znajdowało się kilka liter. Dzięki temu zamiast zapamiętywać losowy ciąg w stylu 72779673, można potraktować go jako słowo i naciskać cyfry odpowiadające kolejnym literom. W praktyce nadal mówimy o kodzie wpisywanym cyframi. Litery są więc tylko podpowiedzią i sposobem na tworzenie dłuższych, łatwiejszych do zapamiętania kombinacji.

Testowany przeze mnie wariant jest przy tym jednym z ciekawszych w całej rodzinie, bo mówimy o wersji 512 GB ze złączem USB-A (w praktyce 461 GB do użycia). Nie jest to więc mały sejf na kilka dokumentów PDF, tylko sprzętowo szyfrowany magazyn danych o sporej pojemności, na którym można zmieścić duże archiwa, paczki projektów, foldery z dokumentacją, kopie robocze i materiały, których naprawdę nie chciałbym zgubić na zwykłym pendrivie. 

Pytanie jest więc proste – czy Kingston IronKey Keypad 200 512 GB USB-A ma sens jako praktyczne narzędzie do ochrony danych, czy jest sprzętem tak bezpiecznym, że przy okazji staje się zbyt niewygodny dla normalnego użytkownika?

W Kingston IronKey Keypad 200 bezpieczeństwo jest ważniejsze od wygody

IronKey Keypad 200 wygląda inaczej niż klasyczny pendrive, choć opis “pendrive i metalowa osłona” sugeruje coś prostego. Najważniejszy element nie znajduje się jednak wewnątrz tego sprzętu, a na obudowie. Fizyczna klawiatura z przyciskiem klucza i diodami statusu pozwala odblokować nośnik jeszcze przed podłączeniem go do komputera. Po poprawnym wpisaniu PIN-u pamięć zachowuje się jak zwykły nośnik USB. Po odłączeniu zaś znowu się blokuje.

Właśnie ten mechanizm jest najważniejszy. Dzięki temu nie trzeba bowiem instalować aplikacji, nie trzeba uruchamiać programu odblokowującego i nie trzeba w ogóle liczyć na zgodność z konkretnym systemem. Kingston IronKey Keypad 200 jest niezależny od systemu, bo po odblokowaniu działa jak standardowy magazyn masowy USB. W praktyce oznacza to kompatybilność z Windowsem, macOS, Linuxem, ChromeOS, Androidem oraz wszystkimi innymi urządzeniami, które potrafią czytać nośniki USB.

Czytaj też: Chmura, dysk zewnętrzny czy pendrive? Strategia przechowywania danych, która przetrwa lata i awarie

Ten kierunek bardzo mi się podoba, bo w sprzęcie do ochrony danych największym wrogiem bywa właśnie zależność od oprogramowania. Jeśli potrzebuję pliku na komputerze, na którym nie mogę nic zainstalować, to klasyczne rozwiązania programowe zaczynają irytować. IronKey Keypad 200 omija całkowicie ten problem. Zabezpieczenia siedzą bowiem w samym nośniku, a nie w komputerze, do którego go podpinamy.

Oczywiście ceną za to jest dodatkowy etap do wykonania. Przed użyciem trzeba nacisnąć przycisk, wpisać PIN, zatwierdzić go i dopiero wtedy podłączyć pamięć do portu. Nie brzmi to strasznie, ale przy codziennym, wielokrotnym używaniu zwykły pendrive zawsze będzie wygodniejszy. Ten sprzęt nie powstał jednak po to, żeby wygrać z tanim USB pod względem prostoty. Powstał po to, żeby dane po zgubieniu nośnika nie były prezentem dla osoby niepowołanej do ich przeglądania.

Specyfikacja Kingston IronKey Keypad 200 512 GB USB-A

Testowany przeze mnie wariant to Kingston IronKey Keypad 200 o pojemności 512 GB ze złączem USB-A. Jest to więc najbardziej zaawansowana pojemnościowo wersja klasycznego Keypad 200, bez dopisku “C”, który oznaczałby wariant USB-C. Ma to znaczenie nie tylko ze względu na samo złącze, ale też osiągi, bo właśnie wersja 512 GB USB-A należy do najszybszych konfiguracji tej rodziny pendrive.

Najważniejsze parametry wyglądają następująco:

  • Pojemność testowanego egzemplarza: 512 GB
  • Złącze testowanego egzemplarza: USB-A
  • Interfejs: USB 3.2 Gen 1
  • Deklarowany odczyt sekwencyjny: do 280 MB/s
  • Deklarowany zapis sekwencyjny: do 200 MB/s
  • Szyfrowanie: sprzętowe XTS-AES 256-bit
  • Certyfikacja: FIPS 140-3 Level 3 Validated, Certificate #5133
  • Dostęp: fizyczna klawiatura z PIN-em
  • Tryby PIN: User oraz Admin
  • Tryby tylko do odczytu: globalny oraz sesyjny
  • Ochrona: brute force, BadUSB, cyfrowo podpisany firmware, warstwa epoksydowa na elektronice
  • Wodoodporność i pyłoszczelność: IP68
  • Wymiary z osłoną: 80 x 20 x 11 mm
  • Wymiary bez osłony USB-A: 78 x 18 x 8 mm
  • Temperatura pracy: 0-50 stopni Celsjusza
  • Temperatura przechowywania: -20-60 stopni Celsjusza
  • Gwarancja: 3 lata

Testowany wariant ma dwie przewagi nad mniejszymi konfiguracjami. Pierwsza jest oczywista – pojemność daje już bardzo dużą przestrzeń na pliki. Druga dotyczy wydajności, bo nie jest to wolniejsza wersja z transferami na poziomie do 145 MB/s odczytu i 115 MB/s zapisu, tylko szybszy wariant z deklarowanymi 280 MB/s i 200 MB/s. Nadal nie robi to z niego konkurenta dla zewnętrznego SSD, ale przy szyfrowanej pamięci flash z fizyczną klawiaturą wygląda to już znacznie rozsądniej.

Bezpieczeństwo Kingston IronKey Keypad 200 w praktyce

Najważniejsza cecha Kingston IronKey Keypad 200 512 GB USB-A to ewidentnie certyfikat FIPS 140-3 Level 3 Validated. Ten bowiem standard dotyczy modułów kryptograficznych i ich odporności, a poziom 3 oznacza m.in. wyższe wymagania wobec ochrony przed manipulacją i próbami fizycznego dostępu do elementów odpowiedzialnych za bezpieczeństwo. 

Gdyby tego było mało, Kingston podkreśla, że elektronika IronKey Keypad 200 została pokryta specjalną warstwą epoksydową, co ma utrudniać demontaż komponentów bez ich uszkodzenia. Do tego dochodzi ochrona przed atakami brute force, ochrona przed BadUSB, cyfrowo podpisany firmware, brak fabrycznie ustawionego PIN-u i wymuszenie utworzenia własnego kodu przy pierwszej konfiguracji.

Najlepsze jest jednak to, że bezpieczeństwo nie zostało tutaj zamknięte w jakiejś uciążliwej aplikacji. Ochrona danych nie wymaga konkretnego systemu operacyjnego, sterownika ani konta w chmurze. PIN wpisujemy na samym nośniku, a komputer widzi pamięć dopiero po jej odblokowaniu. Dla mnie jest to ogromna zaleta tej kategorii sprzętu.

Obudowa, klawiatura i jakość wykonania Kingston IronKey Keypad 200

Kingston IronKey Keypad 200 w wersji 512 GB USB-A nie jest małym, minimalistycznym pendrivem, o którego istnieniu zapomnimy w porcie laptopa. Wymiary z osłoną wynoszą 80 x 20 x 11 mm, a bez osłony 78 x 18 x 8 mm. Nośnik jest więc wyraźnie większy od prostych nośników danych tego typu, ale trudno się temu dziwić. W obudowie trzeba było bowiem zmieścić fizyczną klawiaturę, akumulator potrzebny do odblokowywania przed podłączeniem, elektronikę zabezpieczającą i konstrukcję odporną na zewnętrzną manipulację.

Wariant USB-A ma jedną praktyczną zaletę – pasuje do ogromnej liczby komputerów firmowych, starszych laptopów, stacji roboczych, komputerów stacjonarnych, terminali i sprzętu, w którym USB-C nadal nie jest oczywistością. Przy typowo korporacyjnym, przemysłowym albo administracyjnym użyciu to może być ważniejsze niż nowoczesność samego złącza. USB-C jest wygodniejsze przy nowych ultrabookach i smartfonach, ale USB-A nadal pozostaje najbardziej przewidywalnym wyborem dostępnym w praktycznie wszystkich sprzętach, bo tych starych i nowych.

Sama obudowa sprawia wrażenie solidnej, a nie gadżetowej. Niebieskie wykończenie i czarna klawiatura są charakterystyczne dla serii IronKey, ale nie próbują robić z tego sprzętu jakiegoś przedmiotu luksusowego. To narzędzie. Trochę większe, trochę bardziej poważne i zdecydowanie mniej pospolite z wyglądu niż zwykły pendrive. Na całe szczęście producent zadbał o komfort codziennego użytkowania, dodając metalową linkę z myślą np. o pęku kluczy. Nie zabrakło też uszczelek między obudową a osłoną, co jest akurat ważne, bo sprzęt doczekał się certyfikatu IP68, ale naturalnie odporność na wodę i pył nie oznacza, że po wyjęciu z błota albo po zalaniu kawą można od razu podłączyć pamięć do laptopa.

Z czego się cieszę? Przede wszystkim z tego, że klawiatura ma fizyczne przyciski, które trzeba świadomie naciskać. Nie są dotykowe, nie reagują przypadkiem na muśnięcie i nie sprawiają wrażenia elementu wstawionego wyłącznie dla efektu. W tego typu sprzęcie to plus. Przycisk musi dawać pewność, że faktycznie został wciśnięty, a jednocześnie nie powinien łapać przypadkowych kliknięć.

Producent postarał się też, aby IronKey Keypad 200 był odpowiednio wąski,  aby nie kolidować z ciasno rozmieszczonymi portami. Obudowa jest wprawdzie nieco szersza niż w klasycznych, prostych pendrive’ach, ale nie znalazłem konfiguracji w laptopie i komputerze, która blokowałaby jego użycie. 

Pierwsza konfiguracja i codzienna obsługa

IronKey Keypad 200 przychodzi bez ustawionego PIN-u użytkownika. Przed pierwszym użyciem trzeba go skonfigurować, czyli utworzyć kod o długości od 8 do 15 znaków. PIN nie może być prostym ciągiem w stylu 12345678 ani powtarzającymi się cyframi. Instrukcja jest zapisana na tyle pudełka,  ale bardziej przejrzysta rozpiska jest dostępna na oficjalnej stronie producenta. Najważniejsze jest to, że jeśli pendrive nie reaguje na wciskanie przycisków swoimi diodami, to musicie wpiąć go do komputera na kilkadziesiąt minut, aby jego wewnętrzny akumulator się podładował. 

Sam proces pierwszej konfiguracji jest prosty. Mamy bowiem przycisk klucza, diody LED i sekwencję wciskania oraz potwierdzania PIN-u. Przy pierwszym uruchomieniu zdecydowanie warto mieć pod ręką instrukcję, bo pomylenie sekwencji łatwo prowadzi do irytacji. W praktyce wciskamy raz przycisk klucza, następnie wciskamy go dwukrotnie (w ciągu 10 sekund) i rozpoczynamy wstukiwanie ciąg od 8 do 15 cyfr bez oczywistych kombinacji pokroju 123456789, 11111111 czy 6789012345. Po wpisaniu wciskamy ponownie dwukrotnie przycisk klucza, powtarzamy czynność raz jeszcze, a diody poinformują nas, czy wszystko przebiegło zgodnie z planem. 

Po odblokowaniu (wciśnięcie ikony klucza, wklepanie kodu i raz jeszcze klucza) pamięć trzeba podłączyć do portu w ciągu 30 sekund. W praktyce zmusza to do prostego schematu – najpierw należy wstukać PIN, a potem szybko włożyć pendrive do USB. Jeśli port jest z tyłu komputera, pod biurkiem albo w trudno dostępnym miejscu, to z automatu wygoda tego procesu spada. Przy laptopie jest łatwiej, bo można najpierw odblokować nośnik w dłoni i dopiero po chwili wsunąć go do portu.

Właśnie tutaj najlepiej widać, że fizyczna klawiatura jest jednocześnie zaletą i ograniczeniem. Zaleta polega na niezależności od systemu. Ograniczenie polega na tym, że każde użycie wymaga ręcznego odblokowania. Dla jednych będzie to mała cena za bezpieczeństwo. Dla innych znak, że zwykły zaszyfrowany dysk programowy albo chmura z dobrym uwierzytelnianiem wystarczy.

Admin PIN, User PIN i tryby tylko do odczytu

Jedną z ważniejszych funkcji IronKey Keypad 200 jest obsługa dwóch poziomów dostępu, czyli PIN-u użytkownika oraz PIN-u administratora. W codziennym, prywatnym użyciu nie robi to może dużego wrażenia, bo większość osób i tak ustawi jeden kod, zapisze go w bezpiecznym miejscu i będzie korzystać z pendrive’a po prostu jako zaszyfrowanego nośnika. W firmie wygląda to jednak zupełnie inaczej. Takie dodatek umożliwia bowiem odzyskanie danych, kiedy pracownik zapomni swojego kodu, dostęp do nośnika po odejściu pracownika z firmy, ustawianie polityk administratora i nadpisywanie ustawień użytkownika.

Sam proces dodania PIN-u administratora nie jest przesadnie trudny, ale wymaga już wejścia w logikę obsługi tego urządzenia. Najpierw trzeba odblokować pendrive PIN-em użytkownika, a potem przytrzymać przycisk “1” i dwukrotnie nacisnąć przycisk klucza. Czerwono-niebieskie diody zaczynają wtedy sygnalizować gotowość do przyjęcia nowego Admin PIN-u. Następnie wpisujemy kod administratora, zatwierdzamy go dwuklikiem przycisku klucza, powtarzamy kod i jeszcze raz zatwierdzamy. Wymagania są takie same jak przy PIN-ie użytkownika: od 8 do 15 cyfr, bez prostych ciągów i bez powtarzania jednej cyfry przez cały kod.

Warto jednak bardzo wyraźnie podkreślić jedną rzecz, bo łatwo ją przeoczyć – samo wejście na zablokowany nośnik przy użyciu Admin PIN-u kasuje User PIN. Nie usuwa to automatycznie danych, ale oznacza, że po administracyjnym odblokowaniu trzeba utworzyć nowy PIN użytkownika. Ma sens z perspektywy bezpieczeństwa i firmowej kontroli, ale w zwykłym użyciu może zaskoczyć. Administrator nie jest tu po prostu “drugim użytkownikiem z dodatkowym kodem”. Jest to bardziej nadrzędny poziom dostępu, który przejmuje kontrolę nad nośnikiem i może wymusić nową konfigurację użytkownika.

Kingston przewidział też prosty sposób sprawdzenia, jakie PIN-y są ustawione. Przy zablokowanym nośniku wystarczy nacisnąć raz przycisk klucza i patrzeć na diody. Jeśli miga czerwona, istnieje tylko User PIN. Jeśli miga niebieska, istnieje tylko Admin PIN. Jeśli razem migają czerwona i niebieska, to skonfigurowano oba poziomy dostępu. Jest to wprawdzie drobiazg, ale przy sprzęcie bez ekranu takie sygnały mają ogromne znaczenie, bo cała obsługa opiera się na kombinacji przycisków i kolorów LED.

Drugim ważnym elementem są tryby tylko do odczytu. Użytkownik może samodzielnie przełączyć nośnik w tryb Read-Only, jeśli po odblokowaniu PIN-em wejdzie w ustawienia użytkownika przez trzykrotne naciśnięcie przycisku klucza, a następnie wciśnie kombinację 76 i potwierdzi ją kluczem. Powrót do trybu zapisu działa analogicznie, tylko z kombinacją 79. Po podłączeniu nośnika w trybie tylko do odczytu zielona dioda miga co dwie sekundy, więc od razu widać, że pendrive nie pracuje w normalnym trybie Read/Write. W praktyce taki tryb ma zastosowanie wtedy, kiedy podpinamy pamięć do mniej zaufanego komputera i nie chcemy ryzykować przypadkowego zapisu, modyfikacji plików czy dołożenia czegoś na nośnik bez naszej wiedzy.

Jeszcze ciekawszy jest tryb Read-Only ustawiany z poziomu administratora. Jeśli administrator zapisze dane na KP200 i ograniczy dostęp do odczytu, to użytkownik nie może zmienić tego ustawienia z poziomu własnego dostępu. Można więc dzięki temu przygotować nośnik z konkretnymi plikami, przekazać go pracownikowi albo kontrahentowi i ograniczyć ryzyko, że zawartość zostanie zmodyfikowana. Administrator nadal może przywrócić Read/Write, również przez kombinację 79 w trybie Admin, ale zwykły użytkownik nie ma nad tym kontroli.

Do tego dochodzi funkcja Timeout Lock, którą warto potraktować jako trzeci element firmowej układanki. Domyślnie jest wyłączona, ale można ustawić automatyczną blokadę bezczynnego nośnika w zakresie od 1 do 99 minut. Użytkownik może skonfigurować ją sam, ale administrator może to ustawienie nadpisać. Jeśli zaś Timeout Lock zostanie ustawiony w trybie Admin, to użytkownik nie może go później zmienić. Stanowi to kolejny przykład tego, że Admin PIN nie jest tylko awaryjnym hasłem, ale narzędziem do narzucania konkretnych zasad pracy z nośnikiem.

Czytaj też: Test pendrive’ów Kioxia TransMemory U365 i U301 na USB-A 3.2

Najciekawszy jest jednak mechanizm ochrony przed atakiem brute force, bo tutaj widać, jak bardzo zmienia się znaczenie Admin PIN-u. Jeśli na pendrive istnieją oba PIN-y i użytkownik wpisze błędny User PIN dziesięć razy z rzędu, to mechanizm ochronny usuwa User PIN, ale dane pozostają na nośniku i można je odzyskać przez poprawny Admin PIN. .

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja po stronie administratora. Jeśli Admin PIN zostanie wpisany błędnie dziesięć razy z rzędu, usuwane są oba PIN-y, klucz szyfrowania i wszystkie dane. Nośnik trzeba potem skonfigurować od nowa i sformatować, ale poprzedniej zawartości nie da się odzyskać. Tak samo kończy się dziesięć błędnych prób przy nośniku, który ma tylko User PIN albo tylko Admin PIN. Wtedy kasowany jest odpowiedni PIN, klucz szyfrowania i cała zawartość. Innymi słowy, Keypad 200 nie pozwala bawić się w nieskończone próby zgadywania kodu. Po pewnym momencie chroni dane poprzez ich definitywne odcięcie.

Wydajność nie rozczarowuje, ale też nie powala

Kingston IronKey Keypad 200 korzysta z USB 3.2 Gen 1, a testowany wariant 512 GB USB-A ma według specyfikacji osiągać do 280 MB/s przy odczycie sekwencyjnym i do 200 MB/s przy zapisie sekwencyjnym. W praktyce pendrive zapewnia 461 GB wolnej przestrzeni na dane. Mniejsze warianty “tego pendrive’a potrafią być wyraźnie wolniejsze, więc przy zakupie nie wystarczy spojrzeć tylko na nazwę serii.

Na papierze 512-gigabajtowy model powinien być wystarczająco szybki do tego, do czego został zaprojektowany. Dokumenty, archiwa, paczki projektów, zdjęcia, eksporty, konfiguracje, backupy robocze i większe foldery z plikami nie powinny sprawiać mu problemu. Nie jest to jednak sprzęt, który zastąpi wydajny zewnętrzny SSD przy montażu wideo, pracy na dużych bibliotekach multimediów albo ciągłym przerzucaniu setek gigabajtów dziennie. IronKey Keypad 200 nadal trzeba traktować jak zabezpieczony nośnik danych, a nie magazyn roboczy dla dużych projektów, na których pracujemy. Tyle teorii. Teraz praktyka.

W benchmarkach Kingston IronKey Keypad 200 512 GB USB-A wypada dokładnie tak, jak powinien wypadać szybszy wariant tej serii, a nawet trochę lepiej od deklaracji producenta. CrystalDiskMark pokazał odczyt sekwencyjny w zakresie 279-284 MB/s i zapis sekwencyjny na poziomie 214-225 MB/s, więc oficjalne 280 MB/s odczytu i 200 MB/s zapisu są nawet nieco zaniżone, a to plus. Co ważne, wyniki były bardzo podobne zarówno na pustym nośniku, jak i po zapełnieniu go w około 89%, gdzie nadal mówimy o 279,48 MB/s odczytu i 221,79 MB/s zapisu. Słabiej wypadają operacje losowe 4K, które zamykają się w okolicach 12-16 MB/s. 

W praktyce wyniki też są sensowne, choć tutaj dużo mocniej wychodzi kwestia temperatury i charakteru obciążenia. Kopiowanie 47,5-GB archiwum .rar na pendrive potrafiło zamknąć się w około 5 minut przy stabilnej prędkości, ale po rozgrzaniu nośnika drugi podobny transfer trwał już około 8 minut, a pod koniec dało się zobaczyć spadek nawet w okolice 47 MB/s. Nie udało mi się odczytać temperatury żadnym oprogramowaniem, ale obudowa wyraźnie się nagrzewała, więc trudno nie wiązać tych spadków z termiką. Kopiowanie 90-GB folderu z grą Kingdom Come: Deliverance 2 zajęło 10 minut i 20 sekund, co przy tak dużej paczce nadal jest bardzo dobrym wynikiem jak na sprzętowo szyfrowany pendrive.

Największy spadek widać dopiero przy duplikowaniu danych w obrębie tego samego nośnika, czyli w scenariuszu, w którym IronKey musi jednocześnie czytać i zapisywać. Duplikowanie 90-GB folderu z Kingdom Come: Deliverance 2 trwało 29 minut, duplikowanie 47,5-GB archiwum RAR na rozgrzanym nośniku zajęło 15 minut i 35 sekund, a ten sam typ operacji na nierozgrzanym, ale już zapełnionym pendrive zamknął się w 12 minut i 30 sekund. Wniosek jest więc prosty – jako bezpieczny nośnik do przenoszenia dużych paczek danych Kingston wypada bardzo dobrze, ale przy długich transferach i operacjach “z pendrive’a na ten sam pendrive” trzeba liczyć się ze znacznym spadkiem.

Test Kingston IronKey Keypad 200 512 GB USB-A – podsumowanie

Kingston IronKey Keypad 200 512 GB USB-A jest jednym z tych produktów, których nie da się uczciwie ocenić wyłącznie przez cenę za gigabajt czy samą wydajność. Gdyby patrzeć tylko na pojemność i transfery, ten nośnik nie miałby żadnych szans ze zwykłymi pendrive’ami i zewnętrznymi SSD. Tyle że to nie jest zwykła pamięć flash. To wzorowo wręcz zabezpieczony nośnik z fizyczną klawiaturą, sprzętowym szyfrowaniem XTS-AES 256-bit, certyfikatem FIPS 140-3 Level 3 Validated, ochroną przed brute force i BadUSB, warstwą epoksydową na elektronice, trybami Admin/User oraz opcjami tylko do odczytu.

Testowany wariant 512 GB USB-A jest przy tym najciekawszy z całej perspektywy praktycznej całej rodziny IronKey Keypad 200. Nie mówimy już o małym, zabezpieczonym pendrive na kilka dokumentów, tylko o nośniku, który może przenosić duże paczki danych, archiwa, projekty, backupy i materiały firmowe. Transfery naturalnie nadal nie robią z niego zewnętrznego SSD, ale sprawiają, że bezpieczeństwo nie jest okupione przesadnie męczącą wydajnością. Wersja USB-A będzie też bardziej uniwersalna w starszych komputerach, terminalach, stacjach roboczych i firmowych maszynach, choć przy nowych ultrabookach wariant USB-C może być wygodniejszy, więc dużo zależy od tego, z jakimi sprzętami pracujecie.

Czytaj też: Test pendrive’a Attache 4 3.1 256GB od PNY

Największe zalety? IronKey Keypad 200 działa niezależnie od systemu, nie wymaga instalowania oprogramowania, blokuje się po odłączeniu, pozwala pracować z różnymi urządzeniami i daje poziom ochrony, którego zwykłe nośniki USB po prostu nie mają. Sama fizyczna klawiatura może wyglądać staroświecko, ale w praktyce jest właśnie tym elementem, który daje urządzeniu największą elastyczność.

Nie jest to jednak sprzęt dla każdego. Dla domowego użytkownika przenoszącego zdjęcia, filmy, dokumenty z drukarni albo instalatory programów będzie przesadą. Dla gracza, studenta albo osoby szukającej taniego magazynu danych również. Zwykły pendrive albo szybki SSD będą tańsze, wygodniejsze i szybsze. Kingston IronKey Keypad 200 zaczyna mieć sens dopiero wtedy, gdy dane są ważniejsze niż sam komfort oraz cena. Właśnie… cena.

Kingston IronKey Keypad 200 w wersji 512 GB USB-A nie jest tani i nie próbuje być tani. Przy testowanym wariancie cena wynosi około 2000 zł, a to akurat bardzo dużo, jeśli ktoś patrzy wyłącznie na gigabajty i wydajność. Mało jednak który produkt tak mocno pokazuje, że cena pamięci nie musi wynikać z samej pojemności. Tutaj płacimy za coś innego, bo cały ekosystem bezpieczeństwa. Jeśli tych rzeczy nie potrzebujecie, IronKey Keypad 200 będzie wyglądał absurdalnie drogo. Jeśli ich potrzebujecie, to zwykły pendrive za kilkadziesiąt złotych nawet nie jest alternatywą.

Jeśli więc potrzebujecie pamięci flash do przenoszenia wrażliwych plików, pracy z dokumentami firmowymi, danymi klientów, materiałami prawnymi, medycznymi, technicznymi albo projektami, których przejęcie przez osobę nieupoważnioną mogłoby oznaczać poważny problem, IronKey Keypad 200 512 GB USB-A jest bardzo ciekawym kandydatem tylko i wyłącznie dlatego, że po zgubieniu zwykły pendrive staje się problemem, a ten sprzęt od Kingston nie. 

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.