Nie ukrywam, mocno się tym podjarałam, a potem zobaczyłam, że oprócz oficjalnej informacji i zapowiedzi bliżej nieokreślonych „filmowych nagród” dla klientów w USA, nie ma tu niczego innego. Ani grawerunku w mowie Mordoru (o co aż się prosi!), ani żadnych dodatkowych smaczków. To po prostu zwyczajny, inteligentny pierścień. Aż mi się smutno zrobiło. Mimo rozczarowania warto spojrzeć, co oferuje.
Powiadomi drganiem, zmierzy bezdech
Żeby być sprawiedliwym, sam RingConn Gen 3 ma pod maską kilka rozwiązań, które mocno wyróżniają go na tle rynkowych rywali. Przede wszystkim to pierwszy inteligentny pierścień oferujący powiadomienia wibracyjne – i to nie byle jakie. Haptyka nie służy tu do denerwującego powiadamiania o nowym polubieniu na Instagramie, lecz informuje wyłącznie o istotnych zdarzeniach zdrowotnych, takich jak skoki tętna czy alerty kardiologiczne.




Sprzęt kusi również rozbudowanym monitoringiem bezdechu sennego opartym na ciągłym pomiarze nasycenia krwi tlenem (SpO2) wykonywanym co dwie sekundy, analizą kondycji naczyń krwionośnych oraz śledzeniem cyklu menstruacyjnego i aktywności fizycznej. Najlepsza wiadomość? W przeciwieństwie do liderów rynku, RingConn nie wymaga opłacania żadnej comiesięcznej subskrypcji za dostęp do zaawansowanych danych w aplikacji na iOS czy Androida.

Drugim ogromnym atutem urządzenia jest czas pracy na jednym ładowaniu. Z włączonymi powiadomieniami wibracyjnymi bateria wytrzymuje solidne 10 dni, a gdy z nich zrezygnujemy – czas ten wydłuża się aż do imponujących 14 dni. To na pewno duży plus i pod tym względem RingConn Gen 3 będzie wyróżniał się na tle konkurencji.
Mocno zmarnowany potencjał
Na rynku nie brakuje efektownych współprac producentów elektroniki z markami popkulturowymi. Widzieliśmy zapierające dech w piersiach modele smartfonów inspirowane filmowymi czy growymi hitami, zegarki nawiązujące do serii czy nawet słuchawki ze specjalnymi nadrukami i stylizowanymi etui. I mówimy tutaj o urządzeniach, które z samą serią w sumie nie mają nic wspólnego poza umową między firmami.


Chociaż Frodo nie niósł smart ringa do Góry Przeznaczenia, to jednak mamy ten sam kształt i jest nawet złota wersja kolorystyczna. Dlaczego więc zabrakło tutaj charakterystycznego grawerunku? Jasne, nie mógłby on znaleźć od wewnątrz pierścienia, bo tam są sensory, ale raczej fani nie mieliby nic przeciwko, gdyby napis znalazł się na zewnątrz. Można było również dodać specjalną aplikację, która zamiast liczyć normalnie kroki, pokazywałaby użytkownikom trasę do Mordoru. Niestety, nic takiego tu nie mamy, a można było naprawdę poszaleć.


Oczywiście może to wynikać ze specyficznej umowy, jaką RingConn podpisał z Warnerem. Wytwórnia mogła się po prostu nie zgodzić na taki gadżet. Na ten temat nie ma jednak żadnej wzmianki, więc pozostajemy jedynie z niedosytem, a klienci w USA z niejasną obietnicą, że dostaną jakieś filmowe gadżety. Przynajmniej strona wygląda ciekawie i klimatycznie…
Źródło: RingConn
