W dobie zaawansowanych modeli językowych, które chcą przejmować nasze obowiązki, wciąż nie doczekaliśmy się rozwiązania, które naprawdę zajmie się naszym domem, przejmując za nas tę niewidzialną, żmudną robotę. I tu właśnie wkracza SuperNori.
Dom jako jeden wielki, płynny ekosystem
Większość startupów technologicznych rozwija dziś narzędzia usprawniające pracę w sterylnych, korporacyjnych biurach. Życie rodzinne nie ma jednak nic wspólnego z czystym, poukładanym arkuszem w Excelu. To wieczna, chaotyczna lawina nakładających się na siebie małych decyzji – nagłe korki przed szkołą, kończące się mleko w lodówce, wizyty u lekarza i plany, które pod wpływem nagłego spotkania w pracy sypią się w pięć minut. Ktoś ten cały logistyczny bałagan musi codziennie trzymać w ryzach.
Za projektem SuperNori stoi start-up Domus Next z San Francisco, który wyszedł z genialnego w swojej prostocie założenia: domu nie powinno się traktować jako zbioru losowych, inteligentnych gadżetów. To skomplikowany system, który potrzebuje jednego, spójnego koordynatora. SuperNori nie jest kolejną aplikacją z rodzinnym kalendarzem do ściągnięcia na telefon. To autonomiczny, głęboko zintegrowany system operacyjny dla całego naszego domu, od drobnostek po wielkie zadania.
Jak to ma działać?
Wszystko sprowadza się do tego, że sztuczna inteligencja zyskała głęboki dostęp do uprawnień systemowych Androida oraz niezwykle popularnego środowiska dla pasjonatów elektroniki – Home Assistant. Taki dostęp jest konieczny, by SuperNori mogło zarządzać domem dokładnie tak, jak robiłby to żywy człowiek. Na poziomie oprogramowania system potrafi dosłownie „przeklikać” interfejsy aplikacji, wpisywać teksty i finalizować cyfrowe zadania bez czekania na oficjalne kody i integracje API od producentów. Na poziomie sprzętowym spina w jeden organizm urządzenia różnych marek i działające pod różnymi protokołami.

Brzmi trochę skomplikowanie, więc warto tutaj podeprzeć się przykładami, które dobrze to wyjaśnią. Śpicie sobie, budzik ma zadzwonić za kwadrans, a na trasie do waszej pracy dzieje się duży wypadek, który unieruchomi ruch na dobre kilka godzin. Normalnie dowiedzielibyśmy się o tym już będąc w samochodzie, tymczasem SuperNori będzie wiedział o tym wcześniej i automatycznie zasugeruje szybsze wyjście, a także przygotuje inną trasę lub zaproponuje alternatywny środek transportu, jeśli okaże się on lepszą opcją.

Podobnie wygląda kwestia codziennych zakupów – SuperNori zobaczy, że zapasy podstawowych produktów w spiżarni niebezpiecznie topnieją, przeanalizuje nawyki domowników i przygotuje gotową listę w tle, czekając jedynie na ostateczne zatwierdzenie. Zadba również o rozwój najmłodszych, sprawdzając, jaki temat z przyrody czy historii przerabia aktualnie nasze dziecko w szkole, by rano wyświetlić na kuchennym ekranie krótki, interaktywny quiz edukacyjny.

Największą ulgę odczujemy jednak w momentach, gdy misternie układane plany nagle legną w gruzach. Kiedy jedno z małżonków utknie na niespodziewanym spotkaniu w biurze, SuperNori natychmiast dostrzeże efekt domina w rodzinnym grafiku i zanim dojdzie do nerwowej sytuacji, samodzielnie zmodyfikuje kalendarze oraz podsunie propozycje rezerwacji stolika blisko aktualnej lokalizacji wszystkich członków rodziny, bo czasu na dojazd do poprzedniego miejsca już nie ma.

Do tego dochodzi oczywiście sterowanie typowymi sprzętami smart home – od odkurzaczy, przez oświetlenie, a na oczyszczaczach powietrza i klimatyzacji kończąc. Jak prawdziwy lokaj, ale zamiast mężczyzny w surducie dostajemy niewidzialnego pomocnika.
SuperNori to odpowiedź na niewidzialne zmęczenie
Każdy nasz dzień wypełniony jest po brzegi obowiązkami. Nawet jeśli nie jesteśmy w pracy, wciąż planujemy i wykonujemy dziesiątki mikro-zadań. Te prozaiczne czynności w domu często najbardziej wpływają na nasze zmęczenie, zwłaszcza że ciężko jest się od nich odciąć. W pracy weźmiemy wolne, z domowego życia się nie da. Zajmowanie się dziećmi, organizowanie wspólnego czasu, gotowanie, sprzątanie, zakupy… Można wymieniać w nieskończoność.

I tak, przekazanie sterów domowej logistyki wirtualnemu asystentowi budzi we mnie lekki opór przed utratą prywatności czy kontroli, co jest zresztą całkowicie naturalne. Jeśli jednak technologia potrafi bezszelestnie, w tle, zdjąć z moich barków lwią część organizacyjnego stresu, to jest to rewolucja, na którą chyba czekam z niecierpliwością. Przecież czas zaoszczędzony na kłótniach o logistykę i nerwowym dopasowywaniu kalendarzy to darmowe godziny, które w końcu mogłabym spędzić z bliskimi. I właśnie o to chodzi. Nie potrzebujemy kolejnego generatora obrazków, tylko czegoś, co realnie pomoże nam w życiu.
Źródło: Nori
