Test MOVA LiDAX Ultra 800 – trawnik nie musi być planem na sobotę

Najpierw kupuje się dom z ogrodem. Potem pojawiają się meble na taras, lampki rozwieszone między drzewami, grill, który działa częściej niż piekarnik i rośliny kupowane pod wpływem chwili, bo przecież ten jeden krzew wyglądał w szkółce tak niewinnie. W pewnym momencie pojawia się jednak on. Centrum całej tej zielonej oazy spokoju – trawnik. Roślina o ambicjach takich, że mam wrażenie, że jej właściciel potrzebuje dla niej dodatkowego etatu.
MOVA LiDAX Ultra 800

MOVA LiDAX Ultra 800

Potrafi urosnąć w kilka dni. Ma własny kalendarz, oczekiwania i wyjątkową umiejętność do wyglądania fatalnie dokładnie w ten jeden weekend w roku, na który zaplanowaliśmy wizytę gości. Dlatego roboty koszące przestały być już gadżetem dla osób, które lubią mieć w domu wszystko podłączone do aplikacji.

MOVA LiDAX Ultra 800 wpisuje się moim zdaniem w ten kierunek bardzo sensownie. Od razu komunikowana jest jako wsparcie, a nie zapewnienie, że ogród stanie się dzięki niej samowystarczalną enklawą. Zamiast tego bierze na siebie najbardziej monotonną część ogrodowej pracy i robi to z wyraźnie większą kulturą niż klasyczna kosiarka, która co tydzień wyciąga człowieka z domu razem z przedłużaczem i hałasem.

Co warto wiedzieć przed zakupem?

Według danych producenta LiDAX Ultra 800 waży 13,7 kg i ma wymiary 666 × 444 × 273 mm, więc nie jest małym ogrodowym gadżetem, który da się odłożyć na półkę obok konewki. Szerokość koszenia wynosi 20 cm, a akumulator o pojemności 4 Ah pozwala mu pracować przez około 60-80 minut, zanim wróci do stacji na mniej więcej godzinne ładowanie.

W jednym cyklu ma skosić od 160 do 180 m², dlatego przy większym trawniku trzeba patrzeć na niego raczej jak na urządzenie od regularnej pielęgnacji niż ekspresowego porządkowania ogrodu po trzech tygodniach zaniedbania.

Robot radzi sobie z nachyleniem do 45%, czyli około 24 stopni, pokonuje progi do 4 cm i może przejechać przez przejście o szerokości od 60 cm. Do tego dochodzi napęd na tylne koła, terenowe opony, wodoodporność IPX6 oraz ruchoma tarcza UltraTrim, która ma zostawiać przy obrzeżach mniej niż 5 cm nieskoszonej trawy.

Trawnik ma po prostu wyglądać dobrze

W robotach koszących najważniejsza zmiana nie następuje w dniu zakupu. Nie wydarza się też podczas pierwszego uruchomienia, kiedy z ciekawością patrzymy, czy urządzenie odnajdzie drogę do stacji. Moim zdaniem prawdziwa różnica przychodzi po kilku tygodniach.

Nagle okazuje się, że trawnik nie przechodzi już przez dobrze znany cykl: najpierw jest za niski, potem znośny, później trochę za wysoki, a w końcu wymaga pilnego koszenia, po którym wygląda jeszcze gorzej niż przed rozpoczęciem zabawy. Szczególnie w lato, przy większych upałach.

LiDAX Ultra 800 pracuje regularnie, a regularność w ogrodzie ma największą wartość. Zamiast agresywnie skracać wysoką trawę raz na jakiś czas, urządzenie utrzymuje ją na bieżąco na ustalonym poziomie. To przekłada się nie tylko na wygląd murawy, ale też na komfort korzystania z ogrodu.

Testowany przeze mnie robot jest przeznaczony do trawników o powierzchni do 800 m², więc trafia w segment, który dobrze pasuje do większości domowych ogrodów w naszym kraju. Nie jest to sprzęt dla ogromnej posesji. Za to na klasycznej działce z trawnikiem z przodu, za domem i przy tarasie może bardzo skutecznie odciążyć z powtarzalnej pracy, bo pozwala ustawić kilka niezależnych map, dla których możemy ustalać oddzielne harmonogramy pracy.

Co dostajemy po zakupie?

Rozpakowywanie LiDAX-a 800 nie przynosi zaskoczeń, ale akurat w tym przypadku to zaleta. W kartonie znajduje się sam robot, stacja ładująca, zasilacz, komplet ośmiu śrub z kluczem imbusowym do montażu bazy, szczotka do czyszczenia, śrubokręt, instrukcje oraz zapasowe ostrza ze śrubkami.

Producent dorzuca też niestrzępiącą się szmatkę, co przy urządzeniu pracującym codziennie w trawie i kurzu szybko okazuje się sensownym dodatkiem. Ważniejsze jest to, czego w zestawie nie ma: przewodu ograniczającego, szpilek do jego mocowania i całej zabawy prowadzenia kabla wokół rabat. W 2026 roku to już raczej standard, ale nadal dobrze zobaczyć, że producent nie każe zaczynać przygody z robotem od prac ziemnych.

Bezprzewodowość nie jest już atrakcją

Jeszcze niedawno sam brak przewodu ograniczającego potrafił robić wrażenie. Dziś trudno traktować go jako argument, który rozstrzyga zakup. Przy sprzęcie z tej półki bezprzewodowe wyznaczanie granic powinno być po prostu oczywiste, podobnie jak w samochodzie kamera cofania albo w pralce program do szybkiego odświeżenia ubrań.

MOVA LiDAX Ultra 800 korzysta z połączenia LiDAR-u 3D i kamery wspieranej przez system rozpoznawania otoczenia. Dzięki temu może mapować ogród bez konieczności rozkładania kabla wokół trawnika, rabat i drzew. Ogród przecież zmienia się często. Pojawia się basen, potem znika. W jednym sezonie stoi trampolina, w drugim skrzynie z warzywami. Czasem po prostu ktoś wpada na pomysł, żeby przesunąć rabatę o pół metra, bo tak będzie ładniej. Ja na przykład często zostawiam w losowych miejscach leżaki.

Robot, który nie jest przywiązany do kabla zakopanego kilka miesięcy wcześniej, lepiej znosi tę improwizację. W aplikacji można wyznaczać strefy, tworzyć obszary wyłączone z pracy i rozdzielać trawniki o różnym przeznaczeniu. To szczególnie wygodne, gdy planujemy jakieś prace w ogrodzie, albo zależy nam na tym, aby fragment trawnika przed domem prezentował się lepiej, a ten za domem zostawiał lekki naturalny wygląd.

Jak to jest z tymi zakrętami przy rabatach?

Na pustym, równym trawniku niemal każda automatyczna kosiarka działa dobrze. Rusza, jedzie przed siebie, zawraca i wraca do bazy. Różnice pojawiają się dopiero tam, gdzie ogród zaczyna przypominać prawdziwy ogród.

LiDAX Ultra 800 został zaprojektowany z myślą o bardziej skomplikowanych przestrzeniach. Producent deklaruje obsługę przejść o szerokości od 60 cm, więc robot ma szansę poradzić sobie między tarasem a żywopłotem, w przesmyku obok garażu czy pomiędzy dwoma fragmentami trawnika rozdzielonymi ścieżką. Przykładowo u mnie robot aby skosić różne sekcje w ogrodzie musi pokonać przejście przez uchyloną furtkę, która oddziela reprezentacyjny przód ogrodu, od sekcji przeznaczonej na odpoczynek.

System LiDAR-u i kamery pomaga mu lepiej orientować się w przestrzeni oraz wykrywać większe przeszkody. Donica, leżak, piłka, grill odstawiony na bok czy dziecięcy stolik nie powinny zatrzymać całej pracy na pół dnia. W praktyce nadal warto pamiętać, że robot koszący nie ma obowiązku przewidywać wszystkich ludzkich pomysłów. Wąż ogrodowy zostawiony w trawie, cienki przewód, drobna zabawka albo rękawica przykryta wyższą murawą potrafią być dla każdego modelu trudniejsze do zauważenia, szczególnie jeśli pozwalamy trawie odrastać wyżej.

Dobrze traktować LiDAX-a jak sprawnego pomocnika, a nie ogrodową nianię, której można zostawić absolutnie wszystko. Jeśli aktywnie żyjemy w ogrodzie, psy i dzieci roznoszą zabawki, to krótki spacer po trawniku przed uruchomieniem wciąż pozostaje rozsądnym odruchem. Tyle że po nim nie trzeba już chodzić przez godzinę za kosiarką.

Kosi równo, a to w ogrodzie widać najbardziej

MOVA LiDAX Ultra 800 ma szerokość koszenia 20 cm i pracuje w uporządkowanych pasach. To szczegół, który łatwo przeoczyć w specyfikacji, ale w codziennym użytkowaniu naprawdę wpływa na odbiór całego ogrodu. Trawnik nie wygląda wtedy jak przypadkowo skrócona powierzchnia, tylko jak przestrzeń, nad którą ktoś faktycznie panuje.

Wysokość koszenia można ustawić w zakresie od 3 do 10 cm. Ten zakres daje sporo swobody, choć coraz częściej warto opierać się pokusie bardzo krótkiej murawy. Niski trawnik przez chwilę wygląda elegancko, ale w środku lata szybciej przesycha, gorzej znosi upały i potrafi zmienić kolor szybciej, niż zdążymy zorganizować wieczorne podlewanie.

Wyższe ustawienie często okazuje się rozsądniejszym wyborem, zwłaszcza w ogrodzie mocno nasłonecznionym. Ja u siebie zdecydowałam się po prostu na częstsze koszenie trawy na wysokość 5 cm.

Robot pracuje przez około 60-80 minut na jednym ładowaniu i ma w tym czasie obsłużyć około 160-180 m². Przy większej powierzchni będzie więc wracał do stacji, ładował się i kontynuował pracę później. Harmonogram pracy możemy jednak ustalać mu dowolnie. Możemy podzielić ogród na sekcje i wysyłać do nich robota w tych porach, w których zazwyczaj z niego nie korzystamy.

Krawędzie nadal mają własny pomysł na siebie

Każdy, kto choć raz korzystał z robota koszącego, wie, że prawdziwy egzamin zaczyna się przy obrzeżach. To tam technologia mierzy się z kamieniami, palisadami, podwyższonymi rabatami i tymi wszystkimi detalami, które w ogrodzie wyglądają pięknie, dopóki nie trzeba obok nich prowadzić ostrza.

LiDAX Ultra 800 ma system UltraTrim 1.0, dzięki któremu może podjechać bliżej granicy trawnika. Producent podaje odległość mniejszą niż 5 cm, co w praktyce może znacząco ograniczyć ilość ręcznego poprawiania. Szczególnie dobrze powinno to działać tam, gdzie trawnik graniczy z płaską kostką lub płytami ułożonymi równo z ziemią.

Po wielu testach jednak wiem, że podkaszarka nie przechodzi na emeryturę. Niezależnie od ustawień mapy i zmian ustawień. Przy wysokich obrzeżach, nieregularnych rabatach i kamieniach wystających z ziemi nadal zostaną miejsca, których robot nie dosięgnie. Uważam jednak, że lepsza drobna poprawka raz na jakiś czas niż urządzenie, które mogłoby zniszczyć rabaty.

Skarpa, mokra ziemia i reszta trudnych zadań

MOVA deklaruje możliwość pracy na nachyleniu do 45%, czyli około 24 stopni. To bardzo przyzwoity wynik jak na urządzenie tej klasy i dobra wiadomość dla osób, które mają na działce skarpę przy tarasie, lekkie zejście w stronę ogrodu albo nierówności po pracach ziemnych.

Warto jednak pamiętać, że liczby z tabeli nie uwzględniają wszystkich humorów ziemi. Zauważyłam, że sucha, zbita skarpa będzie dla robota znacznie prostsza niż miękki grunt po ulewie. Inaczej zachowa się na krótkiej trawie, inaczej na wyższej, jeszcze inaczej tam, gdzie pod spodem biegną korzenie albo teren jest świeżo dosypany.

LiDAX ma napęd na tylne koła i terenowe opony, co przekłada się na to, że radzi sobie lepiej niż podstawowe konstrukcje, które testowałam wcześniej. Nie miałam jednak okazji sprawdzać tego maksymalnego nachylenia. W najtrudniejszym miejscu robot miał u mnie do pokonania podjazd na około 25%. Choć muszę przyznać, że na mokrej trawie radzi sobie świetnie. Tak, wiem. Wtedy lepiej nie kosić.

Robot może pokonać przeszkodę o wysokości do 4 cm, ale nie naprawi nierówno położonych obrzeży, dziur w murawie i stromych zakrętów kończących się przy rabacie. Tego nie załatwi żadna aplikacja. Bez problemu jednak podjeżdża u mnie pod ułożone z płyt ścieżki i przemieszcza się na ich drugą stronę, aby kontynuować koszenie.

Jeśli Twój ogród jest dopiero na etapie planowania, dobrze już wtedy pomyśleć o tym, jak za kilka lat będzie się go pielęgnować. Robot koszący najwięcej zrobi tam, gdzie trawnik ma czytelne granice, rabaty są oddzielone równym obrzeżem, a między poszczególnymi fragmentami ogrodu zostawiono dość miejsca na swobodny przejazd.

Płaskie krawędzie przy kostce czy płytach pozwalają mu dojechać bliżej i ograniczyć późniejsze poprawki podkaszarką, podobnie jak łagodne przejścia zamiast wysokich progów i przypadkowo ustawionych kamieni. Warto też unikać bardzo wąskich przesmyków, ostrych zakrętów przy skarpach oraz niewielkich wysp trawy odciętych rabatami, bo właśnie tam automatyzacja szybko traci swój sens.

Aplikacja, która ma zajmować się trawnikiem

W aplikacji MOVAhome można zrobić właściwie wszystko, czego od takiego sprzętu naprawdę się oczekuje: stworzyć mapę ogrodu, podzielić ją na strefy, wyłączyć z koszenia miejsce, w którym akurat stoi basen albo świeżo powstała rabata, ustawić harmonogram i zdecydować, czy robot ma zająć się całą powierzchnią, samymi krawędziami czy jednym konkretnym fragmentem trawnika.

LiDAX Ultra 800 obsługuje dwie mapy i do 150 stref, co brzmi trochę jak przygotowanie do zarządzania polem golfowym, ale przy domu z ogrodem z przodu i drugim za budynkiem okazuje się po prostu wygodne.

Z poziomu telefonu można też zmienić wysokość koszenia w zakresie od 3 do 10 cm, wybrać sposób prowadzenia pasów i sprawdzić, gdzie robot aktualnie pracuje. Jest nawet funkcja TrueGuard z podglądem obrazu i patrolowaniem ogrodu, choć mnie bardziej przekonuje jej praktyczne zastosowanie niż wizja zamieniania kosiarki w ochroniarza posesji.

Dobrze, że aplikacja pozwala zapanować nad urządzeniem bez zamieniania zwykłego koszenia w projekt technologiczny wymagający kawy, instrukcji i wolnego popołudnia.

Czy przy koszącym robocie da się odpoczywać?

LiDAX Ultra 800 pracuje z hałasem poniżej 57 dB. To jedna z tych funkcji, które później docenia się najbardziej. Klasyczna kosiarka potrafi zdominować całą działkę. Powiedziałabym nawet, że nie tylko naszą, ale i całą okolicę. Trzeba zamknąć okna, przerwać rozmowę, odłożyć książkę i pogodzić się z tym, że przez najbliższą godzinę ogród będzie brzmiał jak warsztat, a potem powtórka cyklu u sąsiada, a potem jeszcze u kolejnego.

Robot działa inaczej. Można siedzieć na tarasie, albo pracować przy otwartym oknie, co bardzo często mi się zdarza i mimo nadwrażliwości na dźwięki, nie odczuwam tu negatywnych skutków.

Co jeszcze warto wiedzieć? Czujnik deszczu pozwala robotowi wrócić do stacji, gdy warunki przestają sprzyjać koszeniu, a obudowa z klasą odporności IPX6 umożliwia późniejsze wygodne mycie sprzętu.

Warto tylko rozsądnie ustawić harmonogram. LiDAX może pracować po zmroku, ale w ogrodzie odwiedzanym przez jeże, płazy i drobne zwierzęta lepiej zostawić noc w spokoju. Trawnik wytrzyma kilka dodatkowych godzin bez skracania. Mieszkańcy ogrodu nie zawsze.

Na tle konkurencji MOVA gra rozsądkiem

LiDAX Ultra 800 nie pojawia się na rynku, na którym inni dopiero uczą roboty skręcać przy rabacie. Dreame już wcześniej postawiło na LiDAR i systematyczne koszenie w pasach, Segway Navimow rozwija własne rozwiązania oparte na nawigacji satelitarnej i kamerach, a Husqvarna wciąż ma przewagę marki, serwisu i doświadczenia budowanego przez lata.

MOVA trafia jednak w bardzo sensowny punkt między tymi światami. Nie próbuje udowodnić, że wymyśliła robot koszący od nowa, tylko daje zestaw funkcji, których dziś naprawdę oczekujemy – mapowanie bez kabla, wykrywanie przeszkód, obsługę kilku stref, pracę na skarpach i sensowne podejście do krawędzi – za około 3800-4300 zł.

Dla porównania Husqvarna Automower 308V, również przeznaczona do trawników do 800 m², kosztuje wyraźnie więcej, a do bezprzewodowej pracy potrzebuje dobrego zasięgu Wi-Fi na całym trawniku lub dodatkowego rozwiązania z ekosystemu marki.

LiDAX nie wygrywa więc rozbudowaną siecią dealerską, ale może przekonać osoby, które chcą wejść w świat autonomicznego koszenia bez płacenia za sam znaczek na obudowie.

Czy MOVA LiDAX Ultra 800 ma sens?

MOVA LiDAX Ultra 800 dobrze odnajdzie się w ogrodzie, który jest używany na co dzień. Z dziećmi, psem, leżakami, rabatami, nieregularnymi fragmentami trawnika. Nie wymaga idealnego prostokąta, ale potrzebuje przestrzeni w miarę uporządkowanej, z sensownie wyznaczonymi granicami i bez ciągłego rzucania mu pod koła kolejnych przeszkód.

Największą zaletą tego modelu nie jest sama obecność LiDAR-u, kamery ani możliwość wyznaczenia stref w aplikacji. Te elementy mają wartość dopiero wtedy, gdy razem sprawiają, że użytkowniczka przestaje pilnować trawnika jak kolejnego projektu do odhaczenia.

Aktualnie LiDAX Ultra 800 można kupić za około 3 900 zł. To cena wyraźnie wyższa od podstawowych robotów do małych ogródków, ale w zamian dostajemy model obsługujący do 800 m², z LiDAR-em, kamerą i systemem mapowania bez przewodu ograniczającego.

Po kilku tygodniach dobrze działający robot koszący nie budzi zachwytu za każdym razem, gdy rusza ze stacji. I właśnie o to chodzi. Trawa jest skoszona, ogród wygląda porządnie, a sobota zostaje do wykorzystania na rzeczy znacznie przyjemniejsze niż chodzenie w kółko za urządzeniem, które od dawna mogło wyręczyć nas w tej pracy.

Napisane przez

Monika Wojciechowska

Redaktor
Najbliższe są mi tematy związane z technologią, gadżetami, nowoczesnym AGD i motoryzacją. Interesują mnie rozwiązania, które nie tylko dobrze wyglądają na papierze, ale przede wszystkim realnie wpływają na komfort, wygodę i sposób, w jaki korzystamy z technologii na co dzień. Ukończyłam studia dziennikarskie oraz szkolenia z zakresu sztucznej inteligencji. Prywatnie uwielbiam gry i muzykę.