Pierwsza myśl jest błyskawiczna: czy oni na poważnie ogłosili ten smartfon w takich cenach? Spójrzcie sami:
- Samsung Galaxy Z Fold8 12/256 GB – 8749 zł;
- 12/512 GB – 9599 zł;
- 16 GB/1 TB – 11299 zł.
O ile najmniejszy pamięciowo wariant jest tańszy o 50 złotych niż Fold7 rok temu, tak następne warianty są droższe o odpowiednio 300 i 700 złotych. Pamiętajmy też, że choć nazewnictwo wskazuje na bezpośrednią kontynuację, tak Z Fold8 jest telefonem o innych proporcjach i z mniejszymi ekranami, a także bez aparatu tele.

Jego opłacalność trudno będzie wykazać w obliczu tego, jakie smartfony można kupić za 3-4 razy mniej. Z drugiej strony to telefon z jeszcze nieistniejącej w pełni kategorii kieszonkowych składaków, a konkurencja w postaci Apple raczej nie będzie dużo tańsza. Ponadto nie jestem od zaglądania ludziom do kieszeni. Powiem jedynie, co może was przekonać i uzasadnić dla was tę cenę, a co może do urządzenia zniechęcić.
Jest lekki i zgrabny jak wasz portfel, jeśli go kupicie
Odsuwając na chwilę wszystkie żarty i złośliwości związane z ceną (tę oczywiście można na różne sposoby obniżyć), pochylę się nad pierwszymi wrażeniami z konstrukcji Samsunga Galaxy Z Fold8. A w tym przypadku faktycznie mogę mówić o zrobieniu wrażenia i to nie tylko tego wynikającego ze smukłości – po złożeniu całość ma 9,7 mm, a jedna połówka to zaledwie 4,5 mm.




“Paszportowy” składak od Samsunga swoimi proporcjami przyjemnie zaskakuje. Bałem się, że ekran zewnętrzny będzie zbyt szeroki, by korzystało się z niego komfortowo, tymczasem jest mu bardzo blisko do ekranów, jakie miały smartfony przed dekadą. Dokładne proporcje to 10,1:16 i przy przekątnej 5,5 cala oznacza to niemalże powrót do przeszłości.

I ten powrót do przeszłości dobrze działa na głowę, bo w 2016 roku moim największym zmartwieniem było to, czy zdążę naładować smartfon na tyle, by po pracy móc pograć na nim w Pokémon GO. Samsung prezentuje się ze swoim urządzeniem świeżo także dlatego, że zadbał o jego lekkość. Składany tablet o masie 201 gramów leży w dłoni lepiej niż niejeden pełnoprawny smartfon o tej samej masie.
Czytaj także: Ekran dotykowy, który zabierzesz ze sobą. Nowy, mobilny Smart TV od Samsunga już w sprzedaży
To, że Samsung przyłoży się do jakości wykonania, było pewne. Aluminiowe ramki, brak widocznej szczeliny między połówkami po złożeniu oraz przyjemne, matowe szkło dopełniają poczucia obcowania z flagowcem nawet wtedy, gdy przez rozmiar budzi on u mnie skojarzenia z zabawką.
Jak zabawka, to i zabawa, a tej zapowiadają się… standardowe ilości.
Lepszy tablet i gorszy smartfon? Tak to wygląda na pierwszy rzut oka
Powrót do przeszłości to jedno, ale od tamtego czasu znacząco zmieniły się nasze aplikacje i otaczające je treści. Niemal wszystko, co konsumujemy na naszych telefonach, zostało pomyślane o pionowych proporcjach. Z drugiej strony niektóre aplikacje w dalszym ciągu mają aspekt 16:9, a i w ten sposób obejrzymy sporą dozę filmów czy transmisji na żywo. Samsung Galaxy Z Fold8 prawie odpowiada na te potrzeby.

Mówię “prawie”, bo ani przed, ani po rozłożeniu smartfon nie oferuje nam ekranu 16:9. Większy, 7,6-calowy panel korzysta z proporcji 4:3 i rozdzielczości 2448×1848 pikseli. To inny powrót do przeszłości, tym razem o wiele dalszej i kineskopowej. Kto miał w domu komputer i monitor sprzed dwóch dekad, ten o niemal kwadratowym ekranie nie zapomniał. Zaletą formatu 4:3 jest to, że mimo wszystko jest bliższy kinowemu 16:9 i pozwala na podzielenie ekranu na dwie części w akceptowalny sposób.
O tym, że ekrany na pierwszy rzut oka wydają się znakomite, chyba nie trzeba już mówić. Samsung Galaxy Z Fold8 po rozłożeniu oferuje jasny ekran, którego kąty widzenia są całkiem okazałe i nie błyszczy aż tak mocno, jak mają to w zwyczaju zafoliowane, rozkładane panele. Na pierwszy rzut oka wydaje się też odpowiednio nasycony i jak na razie nie czułem, że nowy format spowodował obniżenie jakości.






Jeśli zaś chodzi o zastosowania ekranów, to zrobiłem kilka zdjęć, dzięki którym możecie porównać sobie liczbę elementów interfejsu widoczną na różnych ekranach – zarówno złożonych, jak i rozłożonych. Nie wiem, czy to najważniejsze kryterium. Wiem, że po rozłożeniu Z Fold8 i ustawieniu go w pionie dostajemy całkiem długi i duży ekran, co może być wartością dla osób czytających, które z jakiegoś powodu nie mają wielokrotnie tańszego czytnika e-booków czy nawet tabletu. Z kolei złożony panel ma proporcje, które nie służą pionowym wideo.

Na ten moment trudno mi powiedzieć, czy odczujecie znaczące korzyści z tej formy. Z pewnością plusem mniejszego ekranu jest to, że jest… mniejszy. Dosięgnięcie do górnej krawędzi kciukiem nie sprawia żadnego problemu, więc łatwiej o nawigację, zwłaszcza wtedy, gdy dzielicie sobie górny pasek na osobny panel powiadomień i osobną sekcję przełączników.
Nowy zawias ma niepodważalną zaletę i pewną wadę
Nowa forma wiąże się także z zastosowaniem innego zawiasu. Przy konstrukcji o wadze nieco ponad 200 gramów sam zawias także nie mógł być za ciężki. W efekcie zdecydowano się na nieco inne rozwiązanie niż w Samsungu Galaxy Z Fold8 Ultra, ale i inne niż w tak naprawdę innych urządzeniach. Urządzenie Samsunga swoim kształtem nawiązuje do chociażby Oppo Find N2 czy Pixela Fold z 2023 roku, a przez ostatnie lata producenci konsekwentnie szykowali długie i wysokie zawiasy.

Zastosowany w Samsungu Galaxy Z Fold8 zawias na pierwszy rzut oka nie wyżłabia w ekranie wyraźnego śladu po zgięciu. Podczas konferencji mogliśmy usłyszeć o tym, że poszerzono strefę, która zostaje objęta zgięciem, za to zmniejszono na nią nacisk. Efekt jest taki, że między połówkami nadal zobaczymy zagłębienie, ale jest ono nie aż tak odczuwalne – przynajmniej po pierwszych kilkudziesięciu zgięciach. To, jak trwałe ono będzie, okaże się po jakimś czasie.

Jest też pewna wada wynikająca z lekkości konstrukcji. Zastosowany zawias nie udźwignie aparatu. Jeżeli liczyliście na tworzenie kadrów z Z Fold8 polegających na odchyleniu telefonu w kącie rozwartym i w ten sposób robieniu np. portretów z góry, to w tym przypadku nie macie takiej możliwości. Tuż po przekroczeniu 90-95 stopni rozchylenia, aparaty przeważają resztę konstrukcji.

Taka sytuacja mogłaby się wydawać beznadziejna, ale jako, że nie jestem fanem robienia z takich rozkładanych smartfonów laptopów, ani nie widzę większej liczby wad, to byłbym w stanie się z tym pogodzić. Jednocześnie zauważam, że telefon otwiera się łatwiej niż tegorocznego Folda8 Ultra czy Flipa8. Opór stawiany przez konstrukcję jest mniejszy, a przedstawiciele Samsunga mówią, że wynika to też z lepszego wyprofilowania ram chroniących ekran wewnętrzny, które łatwiej pozwalają wsunąć palec.
Jeszcze za wcześnie na wyroki. Na razie mogę powiedzieć, że Samsung Z Fold8 dobrze się trzyma
Czy to będzie idealny wybór dla kogoś, kto chce składany smartfon i nie ma dużych rąk? Być może. Poza ekranami producent zadbał o większość aspektów. W końcu znajdziemy akumulator o sensownej (jak na Samsunga) pojemności 4800 mAh i to z obsługą ładowania 45W po kablu oraz 20W bezprzewodowo. Postawiono także na Snapdragona 8 Elite Gen 5 for Galaxy, więc o wydajność możemy być spokojni.

Z drugiej strony to nie smartfon kompletny. Raczej nie znajdziemy w nim wyśrubowanych aparatów, a jedynie dwie jednostki po 50 Mpix każda – jedną ultraszerokokątną, drugą szerokokątną do codziennych zdjęć. Trzeba będzie bardzo chcieć ten smartfon, by uzasadnić sobie wydanie na niego ceny. Czymś, co może przemówić do tych, których na takie urządzenie stać, może być forma Samsunga Galaxy Z Fold8. Pozostaje sprawdzić wszystkie aspekty w recenzji… i czekać.
Apple może mieć ciekawą kontrę na tę propozycję i wcale nie musi być dużo droższa. Możecie też zresztą oszczędzić już teraz i wybrać Samsunga Galaxy Z Fold7, jeśli tak naprawdę nigdy nie chodziło o proporcje, bo składane telefony z ubiegłego roku nie zestarzały się niemal w ogóle.

