Problem wcale nie polega na tym, że dzieci nie chcą współpracować. One zwyczajnie dopiero uczą się planowania, organizacji czasu i pamiętania o obowiązkach, a rodzice stają się żywymi przypominajkami, które od rana do wieczora wydają kolejne komunikaty. Firma Skylight uznała, że część tej pracy można oddać technologii, o ile ta jest zrobiona z głową.
To nie jest tablet, bardziej przypomina zabawkowy budzik
Skylight Buddy wygląda niepozornie. To niewielkie urządzenie przeznaczone dla dzieci w wieku od 4 do 10 lat, które ma stać na stoliku nocnym. Kiedy na niego patrzę, wygląda raczej jak połączenie zabawkowego radia z budzikiem, bo mamy tutaj panel z wyświetlanymi informacjami. Jednak to wcale nie jest kolejny ekran wymagający uwagi. Nie ma dostępu do internetu, YouTube’a, TikToka ani żadnych aplikacji. Nie znajdziemy tu kamery, mikrofonu czy przeglądarki. Buddy ma robić jedną rzecz i robić ją dobrze — pomagać dzieciom przejść przez codzienne obowiązki bez ciągłego angażowania rodziców.
Zamiast bombardować dziecko listą dziesięciu zadań naraz, urządzenie pokazuje tylko jedno polecenie. Najpierw umyj zęby. Gotowe? Świetnie. Teraz załóż piżamę. Dopiero później pojawia się kolejny krok. Dla kilkuletniego dziecka taka forma jest znacznie łatwiejsza do zrozumienia niż klasyczna lista obowiązków, która może i sprawdzi się u dorosłego, ale dla malucha jest zwyczajnie przytłaczająca i niemożliwa do ogarnięcia.

Widać jednak, że twórcy dobrze przemyśleli swój cel i o to, kto będzie z tego urządzenia korzystał. Jest więc ono atrakcyjne dla dzieci i to również tych, które nie potrafią jeszcze czytać. Oprócz tekstu pojawiają się emoji, animacje, kolorowe światła i sympatyczna postać prowadząca dziecko przez kolejne etapy dnia. Zamiast rodzica przypominającego po raz piąty o szczotkowaniu zębów, pojawia się mały elektroniczny kompan, który robi to dokładnie tak samo… tylko bez oznak zniecierpliwienia.
Na tym się nie kończy, bo Buddy pomaga również przy obowiązkach domowych. Sprzątnięcie pokoju, nakarmienie psa czy przygotowanie plecaka przestają być poleceniami rzucanymi z drugiego końca mieszkania. Dziecko widzi swoje zadania i samo może odhaczać kolejne punkty. Jest to w zasadzie rozwinięcie pomysłu niektórych rodziców, tworzących dla dzieci interaktywne tablice z możliwością zaznaczenia wykonywanych zadań. Tu po prostu robi to technologia i co najważniejsze, sprawdza się w tym dobrze. Takie działania dla nas mogą się wydawać banalne, ale psychologowie od lat podkreślają, że dzieci dużo chętniej wykonują obowiązki, jeśli mają poczucie sprawczości, a nie jedynie reagują na kolejne polecenia dorosłych.
Jeden gadżet zamiast kilku urządzeń
Rynek gadżetów dla dzieci jest obecnie naprawdę spory. Są urządzenia od zasypiania, dziecięce lampki, budziki. Zwykle firmy chcą, by ich produkty robiły jedną rzecz na raz. Tymczasem Buddy się nie rozdrabnia i zastępuje przy okazji kilka gadżetów, które często i tak stoją na dziecięcym stoliku nocnym. Jest więc jednocześnie budzikiem, lampką nocną oraz generatorem uspokajających dźwięków pomagających zasnąć.

W wersji Buddy Plus pojawiają się dodatkowe możliwości. Rodzice mogą z poziomu telefonu wysyłać dziecku krótkie wiadomości głosowe lub przypomnienia, które urządzenie odczyta na głos. Można też stworzyć system nagród — za wykonane obowiązki dziecko zdobywa gwiazdki, które później można wymienić na wcześniej ustalone przywileje i nagrody, co z pewnością zadziała jako dodatkowy motywator.
Na pokładzie dodano też timery. Dla wielu dzieci, szczególnie tych mających trudności z organizacją czy funkcjami wykonawczymi, komunikat “za pięć minut wychodzimy” niewiele znaczy. Dlatego tutaj zastosowano kolorowy licznik pokazujący upływ czasu, który pozwala dużo łatwiej zrozumieć, ile go faktycznie zostało.
Technologia nie zawsze musi oznaczać więcej ekranu
W pewnym momencie zaczęto nam wmawiać, że każdą życiową trudność da się rozwiązać kolejną aplikacją lub dodatkowym ekranem. Dopiero teraz zaczynamy zauważać, że nie tędy droga, ale wyrwanie się z tego bywa ciężkie. Może dlatego tak podoba mi się pomysł Skylight. Buddy nie próbuje zastąpić rodziców ani wychowywać dzieci. Ma raczej zdjąć z nich najbardziej nużącą część codzienności — niekończące się przypominanie o rzeczach, które i tak trzeba zrobić każdego dnia i to po kilka razy.

Dla rodziców to czas na oddech, a dla dziecka możliwość nauczenia się obowiązków, wyrobienia w sobie rutyny i uniknięcia nerwów. Bo nie oszukujmy się, te zawsze gdzieś się pojawiają. Rodzic może być po bardzo ciężkim dniu, dziecko jest zmęczone lub też ma zły humor, co przecież się zdarza. Buddy staje się więc nie tylko pomocnikiem, ale też swego rodzaju buforem. Zabawia dziecko i przekonuje je do wykonywania konkretnych czynności, a to daje rodzicom możliwość ochłonięcia. I to może być jego największa zaleta.
Źródło: Skylight
