Darmowe oglądanie staje się koszmarem. YouTube testuje cierpliwość użytkowników. O ile jeszcze jakaś została

Oglądanie filmów w sieci miało być wolną, elastyczną alternatywą dla klasycznej telewizji. Pamiętacie jeszcze te czasy, kiedy włączaliśmy YouTube, żeby obejrzeć krótki poradnik czy teledysk, a reklama pojawiała się raz na ruski rok i to na pięć sekund? Z tamtego klimatu nie zostało już absolutnie nic.
YouTube
YouTube

Google z każdym miesiącem testuje cierpliwość osób, które nie decydują się na opłacanie abonamentu, i śrubuje liczbę promocyjnych przerywników do granic absurdu. Trudno nie odnieść wrażenia, że darmowa wersja serwisu przestała być po prostu wygodną platformą z reklamami, a stała się czymś w rodzaju poligonu doświadczalnego, na którym sprawdza się, jak wiele frustracji jest w stanie znieść widz.

Trzy reklamy z rzędu i przerwa co trzy minuty

Nie będę ukrywać, już dawno porzuciłam walkę z Google i po prostu przeszłam na wersję Premium. Korzystam z YouTube’a za dużo i za bardzo cenię swoje nerwy, żeby się w to bawić. Jednak rozumiem też tych użytkowników, którzy nie są opłacać kolejnej subskrypcji, zwłaszcza jeśli nie siedzą na platformie po kilka godzin każdego dnia. Wydaje mi się, że właśnie takie osoby mają najgorzej, bo kiedy włączy się jeden filmik dziennie, to te reklamy są jeszcze dotkliwsze. Zwłaszcza po ostatnich zmianach.

W sieci znów zrobiło się głośno za sprawą zaciętych narzekań użytkowników, którzy zauważyli kolejną, drastyczną zmianę w działaniu algorytmów. Do tej pory zdążyliśmy już jako tako przywyknąć do zestawów dwóch reklam z rzędu przed seansem. Niestety, w wersji przeglądarkowej na komputerach coraz częściej pojawiają się bloki złożone z trzech materiałów promocyjnych wypuszczanych jeden po drugim. Do niedawna takie potrójne uderzenie było zarezerwowane głównie dla transmisji na żywo, ale teraz trafia już do zwykłych, codziennych filmów.

Źródło: Reddit

I nie chodzi tylko o to, ile reklam musimy obejrzeć na samym początku. Znacznie bardziej irytująca jest częstotliwość, z jaką YouTube przerywa odtwarzanie. Widzowie zgłaszają, że blok promocyjny potrafi odpalać się co trzy lub cztery minuty, a każdy z nich wymusza obejrzenie przynajmniej dwudziestosekundowych, niemożliwych do pominięcia klipów. Oglądanie dłuższego vloga czy wywiadu w takich warunkach zamienia się w wyzwanie dla nerwów. Co więcej, reklamy dopadają nas nawet wtedy, gdy postanowimy na chwilę zatrzymać wideo – od niedawna pauza również staje się pretekstem do wyświetlenia bana baneru czy filmu promocyjnego. Bo czemu nie?

Kombinowanie staje się normą, ale Google nie odpuszcza

W odpowiedzi na tę agresywną politykę użytkownicy szukają jakichkolwiek sposobów, by zachować resztki świętego spokoju. Niedawno wspominałam zresztą, że jednym ze sprytnych rozwiązań jest korzystanie z przeglądarki DuckDuckGo, która ma wbudowane mechanizmy pozwalające oglądać materiały z YouTube’a bez irytujących bloków reklamowych. Jednak umówmy się – to wciąż jest kombinowanie i szukanie okrężnych dróg. Zresztą sam Google walczy z takimi obejściami szalenie agresywnie, zmieniając kod odtwarzacza tak, by wyłapywać i blokować wszelkie próby ukrywania reklam, więc to raczej kwestia czasu, aż i ten sposób przestanie działać.

Sytuacja zaczyna przypominać błędne koło. Im bardziej YouTube dokręca śrubę, tym mocniej ludzie szukają alternatywnych przeglądarek czy wtyczek. Z kolei im więcej osób używa blokerów, tym bardziej bezwzględnie platforma traktuje tych, którzy oglądają filmy w tradycyjny sposób. Niektórzy użytkownicy trafiają nawet na absurdalne błędy, gdzie po wykryciu blokera system serwuje im kilkunastominutowy, rzekomo nie pomijalny blok reklamowy. A często ten bloker jest nawet wyłączony na platformie…

Czytaj też: YouTube bez reklam i bez płacenia? Jest na to łatwy sposób

Niestety, rzeczywistość wygląda tak, że YouTube nie ma obecnie żadnej realnej konkurencji w kategorii darmowych, długich wideo. O ile krótkie filmiki można oglądać na Instagramie czy TikToku, o tyle te dłuższe są już tam niedostępne. I gigant z Mountain View doskonale to wie, dlatego wykorzystuje swoją pozycję bez mrugnięcia oka, dążąc do prostego celu: zmuszenia nas do wykupienia płatnego planu Premium. Wybór przed widzami staje się więc wyjątkowo drastyczny. Albo pogodzimy się z tym, że co parę minut nasz ulubiony twórca zostanie zagłuszony przez głośną reklamę proszku do prania, albo przełkniemy gorzką pigułkę i dołożymy kolejny stały wydatek do naszego miesięcznego budżetu. Na darmowy i komfortowy seans w sieci niestety raczej nie mamy już co liczyć.

Źródło: Reddit

Napisane przez

Joanna Marteklas

Redaktor
Zajmuję się tematyką nowych technologii i ich wpływu na codzienne życie. Piszę o cyfrowej kulturze, innowacjach oraz trendach zmieniających sposób, w jaki pracujemy i komunikujemy się ze sobą. Szczególnie interesuje mnie relacja między rozwojem technologii a współczesną popkulturą. W wolnych chwilach zakopuję się w książkach i komiksach — najczęściej w fantastyce i wuxia.