Jednak wyścig o to, by zasięg był dosłownie wszędzie, właśnie wkracza w zupełnie nową, fascynującą fazę. I choć do tej pory w tej dziedzinie niepodzielnie rządził Starlink Elona Muska, do gry z ogromnym impetem wchodzi właśnie Amazon.
Połączenie z kosmosu bez dodatkowych anten
Gigant złożył niedawno oficjalny wniosek do amerykańskiego regulatora FCC o zgodę na umieszczenie na orbicie gigantycznej floty aż 5105 nowych satelitów. Wszystko w ramach ambitnego projektu Amazon Leo Direct-to-Device (D2D). Celem tej kosmicznej inwestycji jest stworzenie sieci łączności komórkowej, która wyśle sygnał z powiadomieniami, rozmowami głosowymi i pakietem danych bezpośrednio do zwykłych, kompatybilnych smartfonów w naszych kieszeniach – bez konieczności stawiania tradycyjnych masztów czy kupowania dedykowanych, zewnętrznych talerzy odbiorczych.
Najbardziej kluczowe w tych planach stało się kwietniowe przejęcie przez Amazona operacji satelitarnych i globalnych licencji od firmy Globalstar. To właśnie to posunięcie otworzyło drogę do stworzenia uniwersalnego systemu łączności. Zamiast prostego przesyłania sygnału „z ziemi na ziemię” jak w przypadku klasycznych satelitów, nowe urządzenia Leo D2D będą inteligentnie przetwarzać dane bezpośrednio na orbicie i komunikować się między sobą za pomocą impulsów laserowych.
Czytaj też: Trochę późno, ale w końcu jest. WhatsApp Web dodaje funkcję, na którą wszyscy czekali od lat
W praktyce oznacza to, że gdy stracimy tradycyjny zasięg, telefon po prostu połączy się z najbliższym satelitą przelatującym na wysokości od 540 do 580 kilometrów nad Ziemią. Urządzenie automatycznie przełączy się na kosmiczne pasmo, pozwalając na wysyłanie wiadomości SMS, prowadzenie rozmów, sprawdzenie trasy w nawigacji czy wezwanie pomocy w kryzysowej sytuacji. Amazon potwierdził już nawet oficjalne partnerstwo z Apple’em, dzięki czemu funkcje ratunkowe i wiadomości satelitarne trafią bezpośrednio do nowszych modeli iPhone’ów oraz zegarków Apple Watch. Co najważniejsze, nie trzeba będzie aż tak długo na to czekać, bo pierwsze satelity nowej generacji mają trafić na orbitę w 2028 roku.
Ciemna strona kosmicznego internetu
Choć wizja posiadania pełnego zasięgu podczas obozowania w najgłębszej dziczy brzmi jak spełnienie marzeń każdego piechura i podróżnika, to ta kosmiczna rewolucja ma też swoją drugą, mocno niepokojącą stronę. Flota Amazona dołączy bowiem do dziesiątek tysięcy innych obiektów krążących nad naszymi głowami. Astronomowie i badacze klimatu od dawna alarmują, że tak ogromne konstelacje satelitów zaczynają drastycznie zanieczyszczać nocne niebo światłem.
Błyszczące w słońcu obudowy utrudniają pracę teleskopom, zakłócają obserwacje kosmosu i mogą utrudnić wczesne wykrywanie niebezpiecznych asteroid zmierzających w stronę Ziemi. I choć inżynierowie obiecują stosowanie specjalnych, matowych powłok pochłaniających światło, to przy skali ponad pięciu tysięcy samych tylko nowych jednostek od Amazona, nocne niebo może już nigdy nie wyglądać tak samo.

Mimo wszystko, nie da się ukryć, że dla nas – użytkowników – ta rywalizacja to ogromny krok naprzód. Starlink w usłudze Direct-to-Cell zyskał potężnego, bogatego rywala, co zazwyczaj oznacza szybszy rozwój technologii i bardziej konkurencyjne ceny za dostęp do usług.
Pierwsze komercyjne uruchomienie stałego internetu od Amazona (dla stacjonarnych odbiorników) ruszy na wybranych szerokościach geograficznych jeszcze w tym roku, a powszechna łączność satelitarna w naszych smartfonach będzie kwestią najbliższych lat. Wszystko wskazuje na to, że pojęcie „braku zasięgu w terenie” już niedługo przejdzie do historii – pytanie tylko, czy na pewno jesteśmy gotowi na to, by cyfrowy świat szedł krok w krok za nami nawet w najbardziej dzikie zakątki planety.
Źródło: Amazon
