Czy zapach elektryczności naprawdę da się wyczuć? 

Wiele osób twierdzi, że potrafi rozpoznać charakterystyczny zapach elektryczności. Kojarzy się on z iskrzeniem, uszkodzonymi przewodami czy burzą. Zapewne sami tego doświadczyliście, bądź znacie osoby, które tak miały. A co w tej sprawie mówi nauka? Ha, tu robi się naprawdę ciekawie.
Czy zapach elektryczności naprawdę da się wyczuć? 

Szybka odpowiedź na to pytanie jest bowiem wyjątkowo krótka: sama elektryczność nie ma zapachu. To przecież forma energii, której ludzki nos nie jest w stanie bezpośrednio wykryć. To, co odbieramy jako zapach prądu, jest efektem reakcji chemicznych zachodzących w otaczającym powietrzu lub materiałach znajdujących się w pobliżu źródła wyładowania.

Czytaj też: Kamień z Chile podważa prawa fizyki. Natura tworzy układy, o jakich fizycy nawet nie śnili

Ludzki zmysł węchu działa dzięki cząsteczkom unoszącym się w powietrzu, które pobudzają receptory znajdujące się w jamie nosowej. Ponieważ elektryczność nie składa się z cząsteczek, nie da się jej wyczuć w taki sposób. Przepływ prądu może jednak prowadzić do powstawania związków chemicznych o bardzo charakterystycznym aromacie. Najczęściej odpowiada za to ozon, czyli gaz zbudowany z trzech atomów tlenu, który tworzy się podczas wyładowań elektrycznych lub iskrzenia. Powstaje on, gdy energia rozbija cząsteczki tlenu na pojedyncze atomy, a te następnie łączą się z kolejnymi cząsteczkami tlenu, tworząc O₃. To właśnie ozon odpowiada za ostry, metaliczny, nieco świeży zapach, który wiele osób błędnie utożsamia z samą elektrycznością.

Ten charakterystyczny aromat można wyczuć również przed lub w trakcie burzy. Wysoko w atmosferze pioruny wytwarzają ozon, który następnie trafia bliżej ziemi, transportowany przez prądy powietrzne. Dlatego część osób mówi o specyficznym zapachu zwiastującym nadchodzące opady. Nie należy go jednak mylić z petrichorem, czyli ziemistą wonią pojawiającą się po pierwszych kroplach deszczu spadających na suchą glebę. Petrichor powstaje głównie dzięki geosminie, substancji produkowanej przez bakterie żyjące w glebie, oraz olejkom wydzielanym przez rośliny. Ozon może być jednym z elementów tego zapachu, lecz nie jest jego głównym składnikiem.

Jeżeli podobny zapach pojawia się w domu podczas korzystania z urządzeń elektrycznych, sytuacja może wymagać większej uwagi. Sprawnie działający sprzęt zazwyczaj nie emituje wyczuwalnych ilości ozonu, ponieważ układ elektryczny pozostaje zamknięty i nie dochodzi do iskrzenia. Jeśli jednak regularnie wyczuwalny jest metaliczny zapach lub towarzyszy mu woń przypominająca przypalony plastik, może to oznaczać uszkodzoną izolację, luźne połączenia bądź powstawanie łuku elektrycznego. W takich przypadkach warto jak najszybciej odłączyć urządzenie od zasilania i sprawdzić jego stan techniczny, ponieważ podobne usterki zwiększają ryzyko przegrzania instalacji, a nawet pożaru.

Czytaj też: Najmocniejsze materiały zwykle pękają. Ten złamał starą zasadę

Co istotne, ozon, choć w górnych warstwach atmosfery chroni Ziemię przed szkodliwym promieniowaniem ultrafioletowym, przy powierzchni okazuje się gazem drażniącym dla organizmu. Nawet krótkotrwałe narażenie na wyższe stężenia może powodować kaszel, podrażnienie dróg oddechowych, ból w klatce piersiowej czy nasilenie objawów astmy. Długotrwała ekspozycja na ozon jest uznawana za szkodliwą dla płuc, dlatego charakterystyczny zapach elektryczności pojawiający się często w pomieszczeniu powinniśmy traktować jako sygnał ostrzegawczy, a nie ciekawostkę.

Źródło: BGR

Napisane przez

Aleksander Kowal

Redaktor
Z wykształcenia romanista (język francuski oraz hiszpański) ze specjalizacją z traduktologii. Dziennikarską przygodę rozpocząłem około piętnastu lat temu, początkowo w związku z recenzjami gier komputerowych i filmów. Obecnie publikuję zdecydowanie częściej na tematy związane z nauką oraz technologią. W wolnym czasie uwielbiam podróżować, śledzić kinowe i książkowe nowości, a także uprawiać oraz oglądać sport.