G-Shock czy smartwatch? Nie musisz już rezygnować z jednego, by mieć funkcje drugiego

Casio wie co robi z G-Shockami. Z tymi zegarkami po prostu nie trzeba na nic uważać, przeżyją upadek z drugiego piętra, a potem nurkowanie i nic im nie będzie. Tylko że od strony analizy treningu większość oferuje raczej prosty stoper i licznik okrążeń. Jeśli więc komuś zależy zarówno na bardziej zaawansowanym monitorowaniu, jak i na pancerności, jest zmuszony wydać kilka tysięcy złotych na ultrasmartwatch. Casio doszło jednak do wniosku, że nie ma co oddawać potencjalnych klientów konkurencji.
G-Shock czy smartwatch? Nie musisz już rezygnować z jednego, by mieć funkcje drugiego

Tak powstał model G-Shock GBX-H5600KI-5, który bazuje na kultowej serii G-LIDE i powstał we współpracy z zawodowym surferem Kanoa Igarashim. Nawet jeśli z łapaniem fal macie tyle wspólnego, co z lotami w kosmos, ten sprzęt ma w sobie kilka rozwiązań, obok których trudno przejść obojętnie.

Surowy design inspirowany klifami

Wizualnie projektanci postawili na nawiązania do portugalskiej miejscowości Ericeira, gdzie Igarashi spędza ogrom czasu na treningach. Pasek i koperta z brązowo-beżowej żywicy udanie imitują surowe, skaliste wybrzeże, a fioletowe akcenty mają kojarzyć się z barwami nieba podczas wschodów i zachodów słońca. Brzmi dość romantycznie, ale projekt z tą swoją surowością może się podobać.

Co ciekawe, dzięki specyficznemu procesowi formowania tworzywa, każdy wyprodukowany egzemplarz ma delikatnie inny, unikatowy układ wzorów. Niby detal, jednak mi zawsze podobają się takie smaczki. Oczywiście nie trzeba być fanem surfingu, by kupić ten model, choć na pewno miłośnicy tego sportu, a zwłaszcza Igarashiego zyskają najwięcej, bo to właśnie oni zauważą podpis surfera i rozpoznają liczbę „50”, będącą jego numerem startowym.

Żeby nowy G-Shock był wygodniejszy, Casio zdecydowało się go trochę odchudzić. Zastosowanie dekla z żywicy wzmocnionej włóknem węglowym pozwoliło zejść z wagi o około 18 gramów w porównaniu do wcześniejszych modeli z optycznym czujnikiem tętna. Każdy, kto nosił G-Shocka podczas biegu czy intensywnego treningu, wie, że taka różnica na ręce jest wyczuwalna, nawet jeśli na papierze to brzmi jak znikoma zmiana.

Mimo tego nie ma tu mowy o pogorszeniu tego, za co pokochaliśmy te zegarki. Nadal mamy wodoszczelność do 200 metrów, czytelny wyświetlacz MIP LCD oraz ładowanie słoneczne Tough Solar, które odciąża akumulator przy codziennym użytkowaniu.

Japońska obudowa z potężnym mózgiem Polara

Oczywiście, żeby nie było, na rynku mamy już G-Shocki z zaawansowanymi funkcjami monitorowania, głównie w ramach linii G-Squad. Są to jednak modele typowo fitnessowo-treningowe, podczas gdy G-Lide przeznaczone są dla fanów sportów wodnych. Dlatego nie zabrakło tu rozbudowanych funkcji morskich: szczegółowych wykresów przypływów i odpływów, faz księżyca czy dokładnych godzin wschodów i zachodów słońca dla tysięcy lokalizacji na świecie.

Jednak główną rolę odgrywa technologia Polara. Casio nie próbowało bawić się w pisanie własnych algorytmów fitnessowych i po prostu nawiązało współpracę z liderem. Dzięki temu zegarek zbiera surowe dane za pomocą własnego, optycznego pulsometru oraz akcelerometru, a całą magię analityczną wykonują algorytmy Polara Dostajemy więc precyzyjny podgląd obciążenia treningowego, wskaźniki regeneracji snu, poziomu natlenienia krwi (SpO2) oraz spalonych kalorii.

Nie jest to poziom monitorowania z drogich smartwatchy, tylko że raczej nie chodziło o realne konkurowanie z tym segmentem. Jeśli ktoś chce inteligentny zegarek, to go kupuje. Casio z kolei celuje w miłośników charakterystycznej formy G-Shocka, którzy po prostu chcą wiedzieć więcej o własnym organizmie, a przy tym nie potrzebują mieć na nadgarstku małego smartfona uzależnionego od ładowarki. To idealny balans.

Hybryda, która nie zrujnuje portfela

Mimo tak prestiżowych współprac, jakie stoją za tym zegarkiem, G-Shock GBX-H5600KI-5 nie jest absurdalnie drogi. Casio wyceniło go na 370 dolarów, czyli na jakieś 1360 zł. To rozsądna kwota jak za to, co sprzęt oferuje nam w zamian. Co prawda na sprzedaż jeszcze chwilę poczekamy, bo ta planowana jest na przyszły miesiąc, ale zdecydowanie warto poczekać.

Źródło: Casio

Napisane przez

Joanna Marteklas

Redaktor
Zajmuję się tematyką nowych technologii i ich wpływu na codzienne życie. Piszę o cyfrowej kulturze, innowacjach oraz trendach zmieniających sposób, w jaki pracujemy i komunikujemy się ze sobą. Szczególnie interesuje mnie relacja między rozwojem technologii a współczesną popkulturą. W wolnych chwilach zakopuję się w książkach i komiksach — najczęściej w fantastyce i wuxia.