Patrząc na tył urządzenia, trudno uciec od bardzo konkretnego skojarzenia. Czy to dalej znany i lubiany ultraflagowiec Samsunga, czy może w biurach projektowych w Seulu ktoś zbyt długo wpatrywał się w ostatnie premiery konkurencji z Cupertino?
Koniec z osobnymi obiektywami i pigułkami Czas na maksymalizm
Przez lata Samsung konsekwentnie budował tożsamość serii Ultra na osobnych, elegancko wtopionych bezpośrednio w plecki obiektywach, tworząc minimalistyczny i natychmiast rozpoznawalny układ. Nawet jeśli w tym roku pod trzema aparatami pojawiła się delikatna wyspa w kształcie pigułki, cały charakter został zachowany. Jasne, to nie musi się każdemu podobać, bo gigant wyraźnie celuje w prostą elegancję, bez większych szaleństw. Ma to sens – zamiast skupiać uwagę na wyspie, pokazuje, że najważniejsze są same aparaty.


Z racji, że od dobrych kilku generacji Samsung korzysta z tego samego języka projektowania, wprowadzając tylko drobne modyfikacje, stał się on niejako tożsamością ultraflagowca. Ta jednak ma zostać całkowicie porzucona na rzecz czegoś zupełnie nowego. Jak pokazują nowe rendery, zamiast czystej powierzchni bez zbędnych przetłoczeń, z tyłu obudowy wyrośnie nam masywny, poprzeczny moduł, niebezpiecznie przypominający rozwiązanie znane z nowych iPhone’ów Pro. Żeby być dokładnym, to nie tak, że Apple wymyślił taką szeroką wyspę. Podobne moduły od lat widywane były na pleckach POCO i innych modeli chińskich firm. Mimo wszystko, obecnie to po prostu kojarzy się z Apple’em i nie da się z tym nic zrobić.
Układ aparatów również mocno się zmieni i to z kolei mi przypomina aparaty w Honor 600 – dwa duże okręgi mieszczące aparaty oraz owalne wcięcie zapewne na jeszcze jeden obiektyw i lapę błyskową LED. Szczerze mówiąc, kiedy zobaczyłam te rendery, pomyślałam raczej o innym wariancie wspomnianego Honora, niż o Samsungu.

Tym, co rzuca się jeszcze w oczy, jest kółko na pleckach, które wskazuje jasno, że Samsung może nareszcie przyjąć standard Qi2 z pełnym dobrodziejstwem inwentarza. Co prawda samo to rozwiązanie jest już dostępne w Galaxy S26, ale bez magnesów w obudowie. To ma się zmienić, dając nam dostęp do całej masy magnetycznych akcesoriów – od uchwytów w samochodzie po zewnętrzne portfele i powerbanki. To akurat bardzo dobra wiadomość.
Galaxy S27 Ultra bardzo mi się nie podoba w tej formie
Nigdy nie byłam wielką fanką minimalizmu Samsunga, ale odkładając na bok moje preferencje, firma zawsze miała swój styl, a klasyczna forma była tym, czego wiele osób szukało, zwłaszcza w tym segmencie. Kiedy spojrzymy na inne ultraflagowce, to tam na pleckach dzieje się bardzo dużo. Masywne wyspy, mocno odstające od obudowy, ogromne moduły o coraz dziwniejszych kształtach. Galaxy S Ultra był pośród tego oazą klasycznego spokoju. Dzięki temu Samsung też odróżniał swoje modele od konkurencji, a kiedy spojrzeliśmy na sklepowe półki, to od razu dało się zidentyfikować, które modele pochodzą z Korei.

Jeśli więc te rendery okażą się prawdziwe, będzie to głupie posunięcie. Porzucenie własnego języka projektowania na rzecz kopiowania głównego rywala nie jest czymś, co fani przywitają z otwartymi ramionami. Dlatego, szczerze mówiąc, ja trochę w to nie wierzę. Samsung jest zachowawczy i nie szaleje z projektami jak Xiaomi czy inne chińskie marki. Jasne, nigdy nie można być tego w stu procentach pewnym, ale raczej doradzam podchodzić do tego z bardzo dużym dystansem.
Liczę jednak, że przynajmniej plotki o zintegrowaniu magnesów Qi2 się potwierdzą, bo akurat na to klienci czekali i taka zmiana im się spodoba. Nie wiem tylko, jak odnieść się do wzmianek o rzekomych dwóch rozmiarach S27 Ultra, bo takie doniesienia też krążą po sieci. Tutaj bardziej skłaniam się do tego, że po prostu chodziło o model Pro, który podobno ma zasilić serię w styczniu.
Źródło: Sonny Dickson, Ice Universe
