Model Big Bang Sapphire Sky Blue to czasomierz wyceniony na zawrotną kwotę 84 300 dolarów i wyprodukowany w ścisłym limicie zaledwie 100 egzemplarzy na cały świat. Co prawda na pierwszy rzut oka może wyglądać jak plastikowa zabawka, ale nie dajcie się zwieść.
To nie jest kolejny tradycyjny zegarek z błyszczącą tarczą
Cała koperta o średnicy 44 mm oraz jej pierścień zostały wycięte z jednego bloku syntetycznego, błękitnego szafiru. Nie mówimy tu o barwionym szkle czy powłoce lakierniczej – materiał jest całkowicie przejrzysty i ma naturalną, jasnoniebieską barwę, która w zależności od kąta padania światła zmienia swój odcień od chłodnej, mineralnej czystości po ciepłą, głęboką tonację. Całość spinają charakterystyczne dla linii Big Bang tytanowe śruby w kształcie litery H, a spójną całość dopełnia zintegrowany, błękitny kauczukowy pasek.



Właśnie dzięki temu niezwykłemu doborowi materiałów możemy oglądać wnętrze zegarka pod każdym kontem. A jest na co popatrzeć, bo w środku pracuje autorski, szkieletowany mechanizm HUB1201 Manufacture Meca-10, którego wizualna logika nawiązuje do skomplikowanych, industrialnych zestawów konstrukcyjnych. Zamiast ciasno upakowanych kół zębatych dostajemy otwartą, wręcz rzeźbiarską strukturę o niesamowitej czytelności geometrycznej, utrzymaną w srebrze i błękicie. Pośród tego widać delikatne punkty czerwieni, żółci czy różu.
Dwa równolegle połączone bębny sprężyny zapewniają porażającą, 10-dniową rezerwę chodu (240 godzin), dzięki czemu zegarek nie wymaga codziennego nakręcania. Na godzinie 6 umieszczono unikalny wskaźnik rezerwy energii oparty na przesuwnej zębatce, z kolei na godzinie 9 odnajdziemy mały sekundnik.

Mimo dość delikatnego wyglądu, mamy do czynienia z porządnym modelem, który oferuje wodoszczelność na poziomie 50 metrów, co w zupełności wystarcza do bezpiecznego, codziennego użytkowania. Jasne, raczej nie ma co z nim nurkować, ale w sumie, jeśli ktoś może sobie pozwolić na wydanie ponad 300 tysięcy złotych na zegarek, w swojej kolekcji ma zapewne masę diverów i bardziej specjalistycznych urządzeń na taką okoliczność.
Inżynieryjny majstersztyk zamiast prostego prestiżu
Nie ukrywam, że najbardziej podoba mi się tutaj fakt, że kosmiczna cena oraz skrajna limitacja modelu nie wynikają wyłącznie z chęci stworzenia niedostępnego produktu dla wybranych. Tu w grę wchodzi prawdziwy kunszt rzemieślniczy, bo wbrew pozorom, precyzyjne wycięcie i dopasowanie szafirowej kryształowej obudowy o tak złożonym kształcie wymaga od zegarmistrzów gigantycznego nakładu pracy i drastycznie ogranicza wielkość produkcji. Dlatego właśnie Hublot Big Bang Sapphire Sky Blue powstał w tak ograniczonej liczbie.

Dzisiaj luksusowy zegarek nie jest już kwestią odmierzania minut. Żółte złoto i diamenty również nie robią na nikim wrażenia. Klienci, którzy są skłonni wydać setki tysięcy złotych na coś, co będzie zdobić ich nadgarstek (lub gablotę) szukają czegoś naprawdę nietuzinkowego, a Hublot zdaje się doskonale to rozumieć. Zapewne dlatego postawił na operowanie materiałami, których obróbka przypomina graniczącą z cudem inżynierię. Firma wyszła z tego jednak zwycięsko, czym cieszyć się będzie setka szczęśliwców.
Źródło: Hublot
