Xiaomi stawia na giga-baterie i równie wielkie ekrany. Oto seria Redmi Note 17

Xiaomi wprost uwielbia mieszać w swojej ofercie, dlatego śledzenie chińskich premier nie do końca ma sens – globalny debiut i tam pewnie będzie się różnił od tego, co już poznaliśmy. Dokładnie tak wygląda to z serią Redmi Note 17, bo w Chinach w jej skład wchodziły tylko dwa modele, tymczasem u nas pojawiły się aż cztery.
Xiaomi stawia na giga-baterie i równie wielkie ekrany. Oto seria Redmi Note 17

Dzieje się tu więc naprawdę dużo, a największą nowością jest tutaj Pro Max, bo przecież Xiaomi już dało nam flagowiec z podobnym dopiskiem. Najwyraźniej średnia półka też potrzebuje takiego modelu. Dlatego sprawdźmy, co oferuje nam każdy z tych nowych smartfonów. Na pewno można oczekiwać wielkich baterii, bo akurat w tej kwestii chiński gigant naprawdę poszalał.

Redmi Note 17 (4G) – gigantyczny ekran i bateria na długo

Podstawowy model od razu wyróżnia się gabarytami. Jeśli macie małe dłonie i szukacie czegoś kompaktowego, to w ogóle ta seria nie będzie dla was. Xiaomi postawiło tu na wielki, 6,99-calowy wyświetlacz AMOLED o rozdzielczości 2396×1080 pikseli, odświeżaniu 120 Hz i jasności sięgającej 1800 nitów. Front ochrania szkło Gorilla Glass 7i, a samą obudowę uszczelniono w standardzie IP65, co zabezpieczy smartfon przed przypadkowym zachlapaniem czy deszczem.

Wewnątrz pracuje układ Qualcomm Snapdragon 6s 4G Gen 2 (6 nm) taktowany do 2,9 GHz, połączony z 4 GB lub 6 GB pamięci RAM LPDDR4X oraz 128 GB lub 256 GB pamięci masowej UFS 2.2. Nie do końca wiem, jaki jest jeszcze sens robienia wersji z 4GB RAM, bo przecież to absolutne minimum dla Androida 17, a bardziej wymagające aplikacje mogą tu działać gorzej, nie wspominając o sztucznej inteligencji.

Mimo wszystko, największym atutem tego malucha – a właściwie kolosa ważącego 224 gramy – okazuje się akumulator o pojemności 7700 mAh z ładowaniem o mocy 45 W. W kwestii foto-wideo dostajemy po prostu niezbędne minimum, czyli pojedynczy aparat główny 50 Mpix (f/1.8) na pleckach oraz 16-megapikselową kamerkę do selfie. Raczej ze zdjęciami nie poszalejemy.

Do wyboru przygotowano wersję fioletową, błękitną i czarną.

Redmi Note 17 5G – ten sam sprawdzony wzór, ale z nowszym procesorem

Większość specyfikacji wersji z modułem 5G wygląda bliźniaczo do modelu podstawowego z LTE, co raczej nikogo nie dziwi. Ponownie otrzymujemy identyczny, niemal 7-calowy panel AMOLED (120 Hz, do 1800 nitów) zamknięty w obudowie o wymiarach 169,7×79,1×8,45 mm, wagą na poziomie 225 g i z normą pyło- i wodoszczelności IP65. Na miejscu pozostał też potężny akumulator 7700 mAh (45 W) oraz skromne zaplecze fotograficzne oparte na głównym obiektywie 50 Mpix.

Kluczowa zmiana zaszła oczywiście w procesorze, bo ten w poprzednim urządzeniu po prostu nie obsługuje 5G. Tutaj Xiaomi postawiło na bardziej nowoczesnego Snapdragona 4 Gen 4 (do 2,3 GHz), który oprócz obsługi sieci nowej generacji jest wspierany już przez 6 GB lub 8 GB pamięci RAM. Do tego mamy łączność Bluetooth 5.1 oraz NFC.

Podobnie jak wariantu 4G, smartfon pojawi się u nas w odcieniach czerni, fioletu i niebieskiego.

Redmi Note 17 Pro 5G – rasowy średniak, z którym nie musisz obchodzić się jak z jajkiem

Wariancja z dopiskiem Pro to już zupełnie inna bajka i odczuwalny przeskoki jakościowy. Xiaomi nieco zmniejszyło ekran, ale to wciąż 8,83”, więc do małych nie należy. Na plus zaliczyć można znacznie wyższą rozdzielczość 2772×1280 pikseli oraz szczytową jasność dochodzącą do obłędnych 3500 nitów. Front chroni flagowe szkło Gorilla Glass Victus 2, a cała obudowa spełnia normę IP68, więc nie trzeba aż tak bardzo uważać. Producent deklaruje, że smartfon wytrzyma pełne zanurzenie do 2 metrów przez 72 godziny oraz upadki z wysokości do 3 metrów.

Sercem tego modelu jest Snapdragon 6s Gen 4 (4 nm) sparowany z nawet 12 GB RAM-u oraz szybką pamięcią masową UFS 3.1 (poza podstawowym wariantem 128 GB na UFS 2.2). Do tego dochodzi potężne ogniwo 8340 mAh z szybszym ładowaniem 67 W. Ulepszenia doczekały się też aparaty, bo na zestaw składa się jednostka główna 50 Mpix została wyposażona w optyczną stabilizację obrazu (OIS), a towarzyszy jej obiektyw ultraszerokokątny 8 Mpix. To wciąż nie jest jakiś wysoki poziom, ale na pewno jest lepiej niż w pozostałych dwóch modelach.

Note 17 Pro 5G dostępny będzie w wersji pomarańczowej, niebieskiej, fioletowej i czarnej.

Redmi Note 17 Pro Max 5G – smartwatch czy powerbank?

Na końcu mamy absolutną nowość w ofercie Xiaomi, czyli Pro Max 5G, którego na próżno było szukać w Chinach. Tutaj gigant naprawdę mocno poszalał z niektórymi parametrami, a przede wszystkim z baterią. Jeśli myśleliście, że pozostałe Note 17 miały duże ogniwa, to patrzcie na to – Pro Max oferuje pojemność aż 9210 mAh (!). Dla jasności, to nie jest najwięcej, ile producentom udało się upchnąć w telefonie, zwłaszcza ostatnio, ale i tak robi wrażenie. Akumulator naładujemy z mocą 100 W, a Xiaomi obiecuje, że zaledwie 20 minut przy ładowarce wystarczy na cały dzień pracy.

Ekran jest ten sam, co w Pro, tak samo, jak oferowana ochrona. Inny jest natomiast procesor. Napędza go najwydajniejszy Snapdragon 6 Gen 5 (4 nm), połączony ze znaną z droższych flagowców pamięcią operacyjną LPDDR5X (8 GB lub 12 GB) oraz błyskawiczną pamięcią na dane UFS 4.1 (dla wersji 256/512 GB). W aparatach niestety dużo się nie zmieniło, jedynie przednia kamerka zyskała matrycę 32 Mpix (f/2.2), dodano obsługę najnowszego standardu Bluetooth 6.0 oraz mocniejsze głośniki stereo.

Model ten trafia na rynek nie tylko w czerni, fiolecie i zieleni, ale również w unikalnym wariancie Cloud Blush. To pozycja dla osób, które nie chcą ukrywać smartfona w etui, tu aż żal to zrobić, bo fotochromatyczne plecki pod wpływem promieni słonecznych UV zmieniają barwę z czystej bieli na ciepłe tonacje różu i pomarańczowego.

Trochę brakuje mi w tym zestawie czegoś mniejszego, bo Xiaomi wyraźnie poszło tutaj w wielkie liczby, zarówno pod względem baterii, jak i ekranów. Niestety, w średniej półce kompaktowych smartfonów ze świecą szukać. Jeśli zaś chodzi o ceny, na te trzeba będzie jeszcze poczekać, a producent niestety nie zdradza, jak długo. Patrząc na obecne podwyżki wynikające z kryzysu na rynku pamięci RAM, na pewno będzie drożej niż przy premierze poprzedniej generacji.

Napisane przez

Joanna Marteklas

Redaktor
Zajmuję się tematyką nowych technologii i ich wpływu na codzienne życie. Piszę o cyfrowej kulturze, innowacjach oraz trendach zmieniających sposób, w jaki pracujemy i komunikujemy się ze sobą. Szczególnie interesuje mnie relacja między rozwojem technologii a współczesną popkulturą. W wolnych chwilach zakopuję się w książkach i komiksach — najczęściej w fantastyce i wuxia.