Świetna bateria, dziesiątki trybów i niska cena. Xiaomi po raz kolejny rozbija bank

Premiera kolejnej opaski od Xiaomi to zawsze ciekawa sprawa. Z jednej strony spodziewamy się nowej odsłony kultowej pigułki, a z drugiej wersji Pro, znacznie większej, lepiej wyposażonej, ale i dużo droższej. Na szczęście w ofercie producenta pojawiają się też modele pośrednie i właśnie takim jest Xiaomi Smart Band 11 Active.
Świetna bateria, dziesiątki trybów i niska cena. Xiaomi po raz kolejny rozbija bank

Urządzenie to trafiło już do naszego kraju i umiejscowiłabym je właśnie między zwykłym Smart Bandem a Pro, bo do tego pierwszego bliżej mu funkcjonalnością, a do drugiego – większym ekranem i ogólnie designem.

Ekran TFT zamiast AMOLED-a to poświęcenie, na które trzeba być gotowym

Największy kompromis, na jaki musimy się zgodzić, widać od razu po wybudzeniu wyświetlacza. Zamiast głębokiej czerni panelu AMOLED, w smukłą i całkiem ładnie wykończoną metaliczną ramkę wciśnięto 1,47-calowy ekran TFT o rozdzielczości 172×320 pikseli. Czy to minus? Zależy, czego oczekujemy od opaski za cenę dobrego obiadu w restauracji. Kąty widzenia i ostrość są w zupełności wystarczające do szybkiego odczytania powiadomienia czy sprawdzenia tętna w trakcie biegu. Różnicę oczywiście będzie widać, kiedy porównamy obok siebie te dwa różne panele, ale nie sądzę, by było to uciążliwe podczas codziennego użytkowania. Do tego mamy odświeżanie 60 Hz.

Sam korpus jest bardzo leciutki, bo ma zaledwie 10,2 mm grubości, a przyjemny w dotyku, poliuretanowy pasek (dostępny w czerni, szarości i pastelowym różu) sprawia, że o obecności zegarka na nadgarstku szybko się zapomina.

Całość wzmocniono szkłem 2.5D i zabezpieczono przed wodą w klasie 5 ATM. W teorii oznacza to, że opaska bez problemu przetrwa trening w deszczu czy przypadkowy skok do basenu. Producent uczciwie jednak przestrzega, by nie zabierać jej do sauny ani pod gorący prysznic, więc warto o tym pamiętać, by później nie mieć przykrego rozczarowania.

Podstawy bez zbędnych wodotrysków

Funkcjonalnie dostajemy dokładnie to, do czego przyzwyczaiły nas podstawowe smartbandy, bez udawania, że to miniaturowy smartfon na ręce. Zegarek oferuje całodobowy monitoring pulsu, natlenienia krwi (SpO2), analizę jakości snu, miernik stresu, a także pakiet 50 trybów sportowych. Z poziomu nadgarstka przejrzymy powiadomienia, sprawdzimy pogodę, skontrolujemy odtwarzacz muzyczny w telefonie czy podejrzymy kalendarz. Nie ma tu opcji prowadzenia rozmów, opłat zbliżeniowych NFC czy wbudowanego GPS-a, ale trudno oczekiwać takich cudów w tej klasie cenowej. Jest to więc mniej więcej podobny poziom jak w przypadku zwykłego Smart Banda producenta.

Żeby jednak nie było tak nudno, to trzeba wspomnieć o (prawie) największym atucie, czyli baterii o pojemności 300 mAh. Przy lekkim użytkowaniu opaska potrafi wytrzymać na jednym ładowaniu do 21 dni. Nawet gdy mocno przydusimy ją ciągłym pomiarem tętna, śledzeniem snu i powiadomieniami, czas pracy wynosić będzie jakoś ponad tydzień, co wciąż jest świetny wynikiem i pozwala zapomnieć o noszeniu ze sobą ładowarki podczas krótszych wakacji.  

Cena nie zwala z nóg

Co ciekawe, Polska okazała się jednym z pierwszych rynków, na którym urządzenie oficjalnie zadebiutowało. Zwykle, między premierą w Chinach a tą u nas mija trochę czasu, ale teraz nie trzeba było czekać. Nie trzeba również oszczędzać na zakup tego urządzenia, bo za Xiaomi Smart Band 11 Active zapłacimy zaledwie 139 złotych.

To naprawdę uczciwa cena, jak za to, co oferuje nam ta opaska. Nie jest wypasiona, jednak nie każdy potrzebuje mieć na nadgarstku drugi smartwatch. Sama jestem fanką właśnie takich opasek, które dają mi podgląd w najważniejsze rzeczy, mierzą podstawowe parametry i nie wymagają za wiele uwagi. Jeśli więc szukacie prostej opaski monitorującej dla dziecka, starszej osoby, albo po prostu potrzebujecie trwałego licznika na siłownię bez strachu, że rozbijecie sprzęt za tysiąc złotych – ta propozycja zmiata konkurencję z planszy.

Źródło: Xiaomi

Napisane przez

Joanna Marteklas

Redaktor
Zajmuję się tematyką nowych technologii i ich wpływu na codzienne życie. Piszę o cyfrowej kulturze, innowacjach oraz trendach zmieniających sposób, w jaki pracujemy i komunikujemy się ze sobą. Szczególnie interesuje mnie relacja między rozwojem technologii a współczesną popkulturą. W wolnych chwilach zakopuję się w książkach i komiksach — najczęściej w fantastyce i wuxia.