Dwuzakresowy GPS i ponad 170 trybów sportowych? Nowy DOOGEE się nie rozdrabnia

Nazwa DOOGEE kojarzy się pancernymi, niezniszczalnymi telefonami z gigantycznymi bateriami, którymi można wręcz wbijać gwoździe. To sprzęty w teren, którym nie straszne żadne warunki. Najwyraźniej jednak producent nie chce na tym poprzestawać i chce spróbować swoich sił w innym segmencie. Na rynku zadebiutował właśnie smartwatch DOOGEE Anymoving M1 Pro i trzeba przyznać, że robi wrażenie.
Dwuzakresowy GPS i ponad 170 trybów sportowych? Nowy DOOGEE się nie rozdrabnia

Producent obiecuje nam sprzęt, który idealnie sprawdzi się w sytuacjach, gdy chcemy odciąć się od miejskiego zgiełku i wyruszyć w dzicz. Przyjrzyjmy się mu bliżej.

Nawigacja w terenie to podstawa

Największą zaletą nowego modelu jest bez wątpienia zaawansowany moduł nawigacji. Zegarek został wyposażony w dwuzakresowy GPS, co przekłada się na znacznie wyższą precyzję śledzenia pozycji w trudnym terenie, na przykład w gęstym lesie, głębokich dolinach czy pośród wysokich skał.

Zamiast jednak polegać wyłącznie na bieżącym zapisie ścieżki, DOOGEE Anymoving M1 Pro oferuje pełną obsługę nawigacji po offline’owych plikach GPX. Przed wyruszeniem na trasę możemy więc wgrać zaplanowaną wcześniej trasę prosto do pamięci zegarka i korzystać ze wskazówek nawet tam, gdzie zasięg sieci komórkowej dawno przestał istnieć. Jakyby tego było mało, na pokładzie znalazła się funkcja Track Back – jeśli na szlaku zaskoczy nas mgła, ulewa albo po prostu zgubimy drogę, zegarek poprowadzi nas z powrotem dokładnie po naszych własnych śladach do punktu wyjścia.

Poza funkcjami typowo trekkingowymi, nowy DOOGEE ma też ambicje być zaawansowanym asystentem treningowym. Na pokładzie znalazło się wsparcie dla ponad 170 trybów sportowych, obejmujących zarówno tradycyjne bieganie, kolarstwo czy pływanie, jak i narciarstwo oraz bardziej niszowe formy aktywności.

Wbudowany system analizy sportowej napędzany sztuczną inteligencją analizuje kluczowe wskaźniki wydolnościowe, takie jak pułap tlenowy (VO₂ max), obciążenie treningowe czy wskaźnik codziennej witalności. System pomaga nam ocenić stopień regeneracji organizmu i podpowiada, kiedy warto przycisnąć mocniej, a kiedy lepiej odpuścić, chroniąc nas przed przetrenowaniem.

Pancerny smartwatch, który długo wytrzyma z dala od ładowarki

Drugim, po nawigacji, wielkim atutem tego zegarka jest jego czas pracy na jednym ładowaniu. W trybie typowego użytkowania Anymoving M1 Pro potrafi wytrzymać aż do 30 dni bez konieczności sięgania po ładowarkę. Oczywiście, kiedy zwiększamy liczbę funkcji, z których korzystamy, włączając między innymi Always-On Display (AOD) czas ten wynosi około 7 dni, a przy bardzo intensywnym wykorzystaniu czujników i GPS-u zegarek będzie pracował przez około 4 dni. To i tak nadal kapitalny wynik, zwłaszcza w porównaniu z wytrzymałą konkurencją, taką jak choćby Apple Watch Ultra.

Jeśli chodzi o bardziej techniczną specyfikację, to dostajemy tutaj 1,5-calowy ekran AMOLED HD o jasności szczytowej sięgającej 1000 nitów, co gwarantuje pełną czytelność nawet w ostrym, pełnym słońcu. Konstrukcja otrzymała wodoszczelność w klasie 5ATM oraz certyfikat IP68, więc deszcz, błoto, pot czy pływanie w jeziorze nie stanowią dla niego żadnego wyzwania.

Z dodatkowych, całkiem praktycznych smaczków warto wspomnieć o wbudowanej funkcji notatek głosowych, która pozwala nagrać szybką myśl lub punkt orientacyjny jednym kliknięciem podczas biegu czy marszu.

Cena nie zwala z nóg

DOOGEE Anymoving M1 Pro wyceniono na 219 dolarów (co w bezpośrednim przeliczeniu daje około 820 złotych) i trafi do sprzedaży w trzech wariantach kolorystycznych: czarnym, szarym oraz niebieskim. Biorąc pod uwagę połączenie dwuzakresowego GPS-u, obsługi plików GPX, ponad miesiąca pracy na baterii, jasnego ekranu AMOLED i odporności na warunki atmosferyczne, ta kwota brzmi niezwykle atrakcyjnie. Pozostaje tylko poczekać na testy, które pokażą nam, czy faktycznie wszystkie te obietnice mają pokrycie w rzeczywistości.

Źródło: DOOGEE

Napisane przez

Joanna Marteklas

Redaktor
Zajmuję się tematyką nowych technologii i ich wpływu na codzienne życie. Piszę o cyfrowej kulturze, innowacjach oraz trendach zmieniających sposób, w jaki pracujemy i komunikujemy się ze sobą. Szczególnie interesuje mnie relacja między rozwojem technologii a współczesną popkulturą. W wolnych chwilach zakopuję się w książkach i komiksach — najczęściej w fantastyce i wuxia.