Mechaniczna układanka na nadgarstku. Louis Vuitton prezentuje pięć unikatowych zegarków z kolekcji Haute Horlogerie

Współczesne luksusowe zegarmistrzostwo już dawno przestało udawać, że chodzi tu wyłącznie o odmierzanie czasu. Liczy się pomysł, kunszt rzemieślniczy oraz emocje, jakie wywołuje spojrzenie na tarczę. Teraz dom mody Louis Vuitton udowodnił po raz kolejny, że dokładnie wie, jak uderzyć w te struny. W szwajcarskiej manufakturze La Fabrique du Temps stworzono pięć kolekcjonerskich modeli, które na nowo interpretują słynny, opatentowany mechanizm z obracającymi się kostkami.
Mechaniczna układanka na nadgarstku. Louis Vuitton prezentuje pięć unikatowych zegarków z kolekcji Haute Horlogerie

Cała seria bazuje na przeprojektowanej kopercie Tambour Taiko o charakterystycznym kształcie bębna z dyskretnie wygrawerowanymi dwunastoma literami tworzącymi nazwę marki. Oto jak prezentuje się ta wyjątkowa piątka.

Inspiracja… tablicą odlotów na lotnisku

Historia mechanizmu Spin Time sięga 2007 roku, kiedy to wybitni zegarmistrzowie Michel Navas i Enrico Barbasini wpadli na absolutnie genialny pomysł. Inspiracją dla nowej komplikacji stały się retro tablice lotniskowe, na których obracające się tabliczki informowały o opóźnieniach czy kierunkach lotów. Pierwszy zegarek z tej serii ujrzał światło dzienne w 2009 roku i z miejsca zrewolucjonizował sposób, w jaki patrzymy na tarczę.

Zamiast tradycyjnych wskazówek godzinowych czy nadrukowanych cyfr, na tarczy umieszczono dwanaście niewielkich, trójwymiarowych kostek. Każda z nich odpowiada za jedną godzinę. Po upływie pełnych sześćdziesięciu minut właściwa kostka obraca się dynamicznie o 90 stopni i odsłania cyfrę, a poprzednia wraca do dyskretnego, jednolitego tła. Minuty odczytujemy za pomocą pojedynczej, centralnej wskazówki. W ten sposób czas dosłownie ożywa przed oczami właściciela.

Zieleń na co dzień i biżuteryjny majstersztyk z opalem

Najbardziej uniwersalną i stonowaną propozycją w nowym zestawieniu jest model Tambour Spin Time Green. Otrzymał on kopertę z białego złota o średnicy 39,5 mm i grubości 12,15 mm, połączoną z gumowym paskiem w głębokiej zieleni. Tarcza łączy w sobie teksturę piaskowaną z wykończeniem typu sunburst, a sercem konstrukcji jest automatyczny kaliber ST13.01 z rotorem wykonanym z litego złota, zapewniający 45 godzin rezerwy chodu. Wodoszczelność do 100 metrów sprawia, że to idealny kandydat na najbardziej wyrafinowany zegarek codzienny, choć nie sądzę, by za tę cenę ktoś chciał wystawiać go na próbę. Choć z drugiej strony, w tej kolekcji znajdziemy o wiele droższe modele niż ten, który kosztuje 86 tysięcy euro.

Dla miłośników biżuteryjnego kunsztu przygotowano model Tambour Spin Time Australia’s Opal, wyceniony na 190 tysięcy euro. Koperta z 18-karatowego różowego złota mieści w sobie przepiękną tarczę wykonaną z naturalnego australijskiego opalu, który mieni się odcieniami granatu, turkusu i błękitu. Luneta, uszy koperty oraz klamra paska zostały wysadzane szafirami o szlifie bagietkowym, a wokół obracających się kostek biegnie pierścień wysadzany diamentami.

Kostki zawieszone w powietrzu i cudowny chaos wielu stref czasowych

Kolejny wariant, Tambour Spin Time Air Blue, wprowadza absolutną lekkość. W tej odsłonie kostki nie dotykają powierzchni tarczy, lecz sprawiają wrażenie zawieszonych bezpośrednio w powietrzu wokół mechanizmu. Wersja o średnicy 42,5 mm ze szlachetnego białego złota stawia na intensywne, niebieskie akcenty oraz wypukłe kostki zwieńczone polerowanymi elementami nawiązującymi do słynnych nitów z historycznych kufrów podróżnych marki. Zegarek wyceniono na 95 tysięcy euro.

O krok dalej idzie Tambour Spin Time Air Antipode Blue kosztujący 120 tysięcy euro. W tym przypadku dwanaście obracających się kostek służy do prezentowania czternastu stref czasowych na całym świecie. Centralna część tarczy zdobiona jest motywem mapy świata, a za skomplikowane wskazania odpowiada rozbudowany kaliber ST12.01, zamykany w kopercie o średnicy 42,5 mm z białego złota.

Zwieńczenie kolekcji, czyli platyna i mechanizm niczym kwiat

Na samym szczycie tej niezwykłej serii stoi Tambour Spin Time Air Flying Tourbillon Salmon, wyceniony na bagatela 200 tysięcy euro. To spektakularne połączenie mechanizmu obrotowych kostek ze szczytowym osiągnięciem sztuki zegarmistrzowskiej – obracającym się tourbillonem.

Kopertę o średnicy 42,5 mm odlano z najwyższej próby platyny 950 i zestawiono z wyjątkowo elegancką, matową tarczą w odcieniu łososiowym. W samym centrum umieszczono klatkę tourbillonu uformowaną w kształt kultowego kwiatu Monogram. Przebudowa mechanizmu wymagała całkowitego reorganizowania przekładni chodu, aby klatka zmieściła się od strony tarczy, a wskazówka minutowa mogła bez przeszkód poruszać się wokół niej. Polerowana na błysk dolna płyta pozwala podziwiać pracę tego zegarmistrzowskiego dzieła sztuki pod każdym kątem.

Louis Vuitton po raz kolejny nie dał nam zegarków. Umówmy się, gdyby ktoś chciał zegarek, nie płaciłby za niego takich pieniędzy. To małe dzieła sztuki, które choć odmierzają czas, to przede wszystkim mają zachwycać. I to robią, bo wciąż nie mogę oderwać od nich wzroku.

Źródło: Louis Vuitton

Napisane przez

Joanna Marteklas

Redaktor
Zajmuję się tematyką nowych technologii i ich wpływu na codzienne życie. Piszę o cyfrowej kulturze, innowacjach oraz trendach zmieniających sposób, w jaki pracujemy i komunikujemy się ze sobą. Szczególnie interesuje mnie relacja między rozwojem technologii a współczesną popkulturą. W wolnych chwilach zakopuję się w książkach i komiksach — najczęściej w fantastyce i wuxia.