Wśród smartfonowych gigantów pojawia się nowa marka. Kusi przede wszystkim cenami

Nie da się ukryć, że wchodzenie teraz na rynek smartfonów to trochę szaleństwo. Tort już dawno został podzielony pomiędzy znane marki, a trwający kryzys pamięci wcale sprawy nie ułatwia. Mimo tego na sklepowych półkach wciąż pojawiają się nowi gracze, a najświeższym debiutantem jest marka Mivi.
Wśród smartfonowych gigantów pojawia się nowa marka. Kusi przede wszystkim cenami

Nie jest to firma, która jest całkowicie zielona w branży elektroniki, jednak do tej pory trzymała się raczej sprzętu audio. Teraz natomiast chce spróbować ze smartfonami, za cel biorąc segment budżetowy i trzeba przyznać, że wybrała do tego najlepszy możliwy rynek.

Pierwszy model Mivi stawia na wydajność

Mivi One 5G to debiutancki telefon producenta i od razu widać, że jego głównym atutem ma być stosunek możliwości do ceny. Marka wybrała do tego celu chipset Qualcomm Snapdragon 4 Gen 2, chwaląc się przy tym, że ich model jest jedynym smartfonem w tym przedziale cenowym, który może pochwalić się obecnością tego procesora na swoim pokładzie. Choć układ ten ma na karku już ponad trzy lata, to nadal zapewnia dobrą kulturę pracy, stabilność i sprawną obsługę nowoczesnych sieci 5G. Oczywiście, jak na tę półkę cenową, po której nikt raczej nie oczekuje cudów.

Procesor współpracuje z pamięcią RAM typu LPDDR4X w wariantach 4 GB, 6 GB lub 8 GB. Bez względu na wybraną wersję pamięci operacyjnej, użytkownik otrzymuje do dyspozycji 128 GB pamięci wewnętrznej na pliki i aplikacje. Taki zestaw gwarantuje płynne działanie podstawowych funkcji systemowych, komunikatorów czy aplikacji społecznościowych, a to rzeczy, na których zwykle najbardziej zależy osobom sięgającym po budżetowce.

Do dyspozycji użytkownika producent oddaje duży, 6,75-calowy wyświetlacz LCD o rozdzielczości HD+ (1600 x 720 pikseli, co daje zagęszczenie na poziomie 260 ppi). Na górze ekranu umieszczono 8-megapikselowy aparat do selfie i wideorozmów z przysłoną f/2.0. Z tyłu znajdziemy natomiast główny aparat o rozdzielczości 50 Mpix (f/1.8), który ma zapewnić przyzwoitą jakość zdjęć w codziennym użytkowaniu.

Trudno też będzie narzekać na czas pracy, bo urządzenie wyposażono w akumulator o potężnej pojemności 6000 mAh, co w połączeniu z energooszczędnym procesorem i ekranem HD+ powinno przełożyć się na nawet dwa do trzech dni pracy bez konieczności szukania ładowarki. Ładowanie odbywa się natomiast poprzez port USB-C z mocą do 18 W. Dość wolno, jednak gdzieś trzeba było przyoszczędzić i całkowicie to rozumiem. Na osłodę Mivi dodało nam tradycyjne złącze słuchawkowe 3,5 mm audio jack, które ostatnio jest coraz rzadziej spotykane nawet w najtańszych urządzeniach.  

Po stronie oprogramowania dostajemy Androida 16 z zapewnieniem dwóch dużych aktualizacji systemowych, aż do Androida 18. To trochę mi się nie podoba, bo nie dość, że na starcie jesteśmy już w plecy (w końcu to siedemnastka jest najnowsza), to jeszcze samych aktualizacji nie będzie zbyt wiele. Jasne, to raczej standard w tej półce cenowej, ale przydałoby się nareszcie coś z tym zrobić. Niestety zabrakło szczegółów na temat wsparcia zabezpieczeń, choć spodziewam się, że raczej nie będzie dłuższe niż trzy lata.

Ceny i dostępność. Na razie nie dla Polaków

Mivi dobrze wybrało pierwszy przystanek na drodze do globalnej ekspansji. Zamiast celować w Europę czy Amerykę, najpierw uderzyło w Indie, gdzie sprzedaż budżetowców jest najwyższa. Ceny też są atrakcyjne, bo w zależności od wariantu, zamykają się w przedziale 12999 – 16499 rupii indyjskich (ok. 520-660 złotych).

Czy z czasem Mivi zagości też u nas? Trudno powiedzieć. Wiele razy zdarzało się, że marki zaczynały właśnie tam, a potem dopiero uderzały dalej. Tak było chociażby z Lava. Jednak bez konkretów ciężko cokolwiek spekulować. Na pewno trzeba będzie poczekać na pierwsze wyniki, bo choć rynek indyjski jest bardzo chłonny, to istnieje szansa, że Mivi nie odniesie tam takiego sukcesu, na jaki liczy.

Źródło: Flipkart

Napisane przez

Joanna Marteklas

Redaktor
Zajmuję się tematyką nowych technologii i ich wpływu na codzienne życie. Piszę o cyfrowej kulturze, innowacjach oraz trendach zmieniających sposób, w jaki pracujemy i komunikujemy się ze sobą. Szczególnie interesuje mnie relacja między rozwojem technologii a współczesną popkulturą. W wolnych chwilach zakopuję się w książkach i komiksach — najczęściej w fantastyce i wuxia.