Zabiegi konserwatorskie, zainicjowane z okazji zbliżającej się 250. rocznicy powstania USA przez władze Karoliny Południowej we współpracy z American Battlefield Trust oraz nowojorskimi specjalistami, opierają się na bezinwazyjnej rewitalizacji systemu korzeniowego. Użycie generatorów naddźwiękowych strumieni powietrza pozwoliło na precyzyjne rozbicie i napowietrzenie mocno zbitej gleby wokół pnia bez najmniejszego uszkodzenia delikatnych włośników korzeniowych. W tak przygotowane podłoże zaaplikowano odżywczy biostymulator na bazie wodorostów, co ma umożliwić wznowienie prawidłowego pobierania wody i minerałów.
Równolegle zabezpieczono 14-metrowe drzewo przed powtórką katastrofy z lat 70. XX wieku, kiedy to uderzenie pioruna niemal rozłupało pień na pół. W koronę wpleciono sieć miedzianych odgromników połączonych przewodami z uziemionym prętem wbitym w ziemię w odległości około 3 metrów od pnia, co w razie kolejnego wyładowania odprowadzi ładunek prosto do gruntu. Finałowym krokiem będzie usunięcie dawnych, ciasno wrośniętych w korę łańcuchów i zastąpienie ich nowym, elastycznym układem centralnych odciągów, które utrzymają stabilność korony podczas silnych podmuchów wiatru.
Paradoks zagrożenia, w jakim znalazł się zabytkowy dąb, wynika bezpośrednio z dawnych prób jego ratowania. Po wspomnianym uderzeniu pioruna konary ściągnięto stalowymi łańcuchami i kablami. Przez pięć dekad drzewo przyrastało na grubość tak intensywnie, że metalowe uprzęże wrosły głęboko w tkankę przewodzącą, tworząc zabójcze opaski uciskowe odcinające transport substancji odżywczych.
Ocalenie dębu ma wymiar symboliczny. Gdy 8 września 1781 roku w bitwie pod Eutaw Springs starło się około 2000 żołnierzy brytyjskich i 2500 amerykańskich pod dowództwem gen. Nathanaela Greene’a, drzewo liczyło już blisko pół wieku i niemal na pewno zostało trafione ołowianymi kulami muszkietowymi. Choć to ostatnie starcie polowe rewolucji amerykańskiej pochłonęło 1461 zabitych, rannych i zaginionych, świadek tamtej rzezi ma teraz szansę przetrwać kolejny wiek.
