Obłędny styl retro powraca. Timex wznawia kultowy zegarek z lat 90. i znów udowadnia, że klasyka się nie starzeje

Zauważyliście, jak bardzo w ostatnich latach wszyscy tęsknimy za minionymi dekadami? Zamiast nieustannie gonić za futurystycznymi, bezdusznymi projektami i kolejnymi ekranami, coraz częściej z utęsknieniem spoglądamy w stronę analogowej przeszłości. W świecie mody i zegarków ten trend jest dziś widoczny jak na dłoni, a taki Timex nieustannie wygrzebuje coś ze swoich archiwów.
Obłędny styl retro powraca. Timex wznawia kultowy zegarek z lat 90. i znów udowadnia, że klasyka się nie starzeje

Teraz amerykańska firma zaprezentowała nam coś, co wygląda jak prawdziwe dzieło sztuki wprost z nadgarstka eleganckiego dżentelmena lub stylowej bizneswoman końca ubiegłego wieku. Oto Timex 1990 Moon Phase and Calendar Dial Reissue – zegarek, obok którego po prostu nie potrafię przejść obojętnie i wy też nie będziecie w stanie.

Kompaktowe proporcje, które przypominają, jak nosiło się zegarki

Przez lata producenci zegarków doszli do dość dziwnego wniosku, że wszyscy chcą wielkich modeli. Przez to mamy teraz do wyboru przede wszystkim wersje strice „damskie” oraz te „męskie”, z koperami przekraczającymi 43mm. Timex oczywiście nie jest tu żadnym wyjątkiem, ale od czasu do czasu stara się trochę wyłamać, dając nam mniejsze modele, w dodatku nieukierunkowane na żadną płeć, co się ceni.  

Dzięki temu Timex 1990 Moon Phase and Calendar Dial Reissue zachował idealne, oryginalne proporcje rodem z lat dziewięćdziesiątych. Jego koperta mierzy zaledwie 37 milimetrów szerokości i dyskretne 10 milimetrów grubości, a odległość od ucha do ucha, czyli tak zwany wymiar lug-to-lug, to bardzo uniwersalne 42,5 milimetra. To oznacza, że ten sprzęt doskonale wpasowuje się w obecny, powoli rosnący w siłę trend powrotu do mniejszych, bardziej tradycyjnych i zbalansowanych rozmiarów na nadgarstku.

Całość wykonano z pieczołowicie polerowanej na wysoki połysk stali nierdzewnej w przepięknym, ciepłym, złotym odcieniu. Biorąc go do ręki, od razu czuć, że to solidny kawałek zegarmistrzowskiego rzemiosła, choć przy wadze niespełna 45 gramów zegarek pozostaje niezwykle lekki i niebywale wręcz komfortowy w codziennym, wielogodzinnym noszeniu.

Tarcza, na której dzieje się absolutna, analogowa magia

To, co jednak kradnie serce w tym projekcie, kryje się pod mineralnym szkiełkiem. Projektanci marki musieli dosłownie wznieść się na wyżyny kreatywności, żeby na tak niewielkiej przestrzeni zmieścić tak gigantyczną ilość informacji, nie tworząc przy tym przytłaczającego, wizualnego bałaganu. Kremowa tarcza stanowi świetne tło dla płynnych, starannie nakreślonych czarnych cyfr arabskich oraz eleganckich, złotych wskazówek.

Tylko że na tym nie koniec, bo w oczy najbardziej rzuca się wskaźnik faz księżyca. Na głęboko niebieskim dysku, bogato ozdobionym złotymi gwiazdami, powoli przesuwa się jasny księżyc, dokładnie odwzorowując aktualny, 28-dniowy cykl lunarny. Chociaż w dzisiejszych czasach wiedza o tym, w jakiej fazie znajduje się nasz naturalny satelita, rzadko przydaje nam się do czegokolwiek praktycznego, to sam dodatek po prostu wizualnie robi piękne wrażenie.

Myśleliście, że to koniec? Zdecydowanie nie. Zewnętrzną krawędź cyferblatu zajmują dwa niezwykle gęsto upakowane pierścienie z rozbudowanym kalendarzem. Jeden z nich wskazuje nam dni tygodnia, a drugi konkretne dni miesiąca. Żeby nimi sterować, inżynierowie umieścili na boku złotej koperty dwa dodatkowe, nieco mniejsze pokrętła, które znalazły się tuż nad i pod główną koronką. Dzięki nim możemy precyzyjnie zestroić kalendarz na dany miesiąc, ustawiając jedynkę na odpowiednim dniu, co pozwala nam błyskawicznie rzucić okiem na układ całego miesiąca bez konieczności wyciągania kalendarza w smartfonie.

Oczywiście nie mogło też zabraknąć tradycyjnego, małego okienka datownika umieszczonego klasycznie na godzinie szóstej, które obsługujemy po prostu poprzez odciągnięcie głównej koronki.

Urok tkwi w detalach

Jeśli tak jak ja lubicie małe smaczki i mikroskopijne detale z minionej epoki, ten model Timexa z pewnością dostarczy wam ich w nadmiarze. Moją uwagę natychmiast przykuło na przykład niewielkie, bardzo oldschoolowe logo Timex Quartz z charakterystyczną falą. To bezpośrednie, bardzo świadome nawiązanie do oryginalnych zegarków marki z tamtego okresu, które dla miłośników marki i kolekcjonerów vintage stanowi prawdziwą perełkę.

Najciekawszy jest jednak fakt, że producent nie poszedł całkiem w retro, zwłaszcza w kwestii mechanizmu. Postawił za to na niezawodny, standardowy mechanizm kwarcowy zasilany powszechnie dostępną baterią SR920SW. To działa tu jako ogromna zaleta, bo mimo tak skomplikowanej tarczy, to wciąż model do noszenia na co dzień.

Całość oferuje podstawową wodoszczelność na poziomie 50 metrów. Teoretycznie wystarczy to na przetrwanie niespodziewanej, mocnej ulewy czy przypadkowe zachlapanie przy myciu rąk, ale biorąc pod uwagę ciemnobrązowy pasek ze skóry naturalnej, zdecydowanie trzymałabym go z daleka od jakiegokolwiek basenu czy morskich fal.

Model 1990 Moon Phase and Calendar Dial Reissue, oznaczony fabrycznym numerem referencyjnym TW2Y99000, trafił już do oficjalnej sprzedaży na stronie producenta. W Stanach Zjednoczonych wyceniono go na bardzo rozsądne 299 dolarów, natomiast w Europie przyjdzie nam za niego zapłacić 289 euro, co w bezpośrednim przeliczeniu daje nam kwotę w okolicach 1250 złotych.

Źródło: Timex

Napisane przez

Joanna Marteklas

Redaktor
Zajmuję się tematyką nowych technologii i ich wpływu na codzienne życie. Piszę o cyfrowej kulturze, innowacjach oraz trendach zmieniających sposób, w jaki pracujemy i komunikujemy się ze sobą. Szczególnie interesuje mnie relacja między rozwojem technologii a współczesną popkulturą. W wolnych chwilach zakopuję się w książkach i komiksach — najczęściej w fantastyce i wuxia.