Kluczem do zrewidowania dotychczasowych, bardziej alarmistycznych prognoz (zakładających dawniej ekspansję stref suchych nawet do 56% powierzchni lądów) okazała się zmiana podejścia do obliczania wskaźnika suchości (AI, ang. aridity index). Wskaźnik ten definiuje się jako stosunek opadów atmosferycznych do ewapotranspiracji potencjalnej (PET), przyjmując próg poniżej 0,65 jako wyznacznik strefy suchej.
Tradycyjne modele pomijały jednak fizjologiczną reakcję flory na wyższe stężenia CO2. W bogatszej w węgiel atmosferze aparaty szparkowe na liściach ulegają częściowemu domknięciu, przez co rośliny tracą mniej wilgoci w procesie transpiracji.
Zespół badawczy pod kierunkiem naukowców z Chińskiej Akademii Leśnictwa zastosował zmodyfikowany model PET, uwzględniający ten efekt biochemiczny w ramach szóstej fazy projektu CMIP6 oraz danych meteorologicznych z lat 1960–2023. Z analizy wynika, że w okresie bazowym (1994–2023) strefy suche zajmowały 38,58% powierzchni lądów bez uwzględnienia Antarktydy. Na strukturę tę składają się cztery podtypy: tereny półsuche (14,72%), tereny suche (11,24%, dominujące w Australii i Chinach), obszary podzwrotnikowe sucho-wilgotne (6,35%, powszechne w Chinach i Rosji) oraz strefy skrajnie suche (6,27%, charakterystyczne m.in. dla Algierii, Libii i Arabii Saudyjskiej).
W horyzoncie lat 2071–2100, w zależności od przyjętego scenariusza emisji gazów cieplarnianych, globalny zasięg terenów suchych wzrośnie do przedziału 39,31–40,28%, przy czym najsilniejszą dynamikę przyrostu odnotują strefy skrajnie suche. Regionalnie najpoważniejsze transformacje krajobrazu i zaostrzenie deficytów wodnych dotkną Australię, a w dalszej kolejności Brazylię oraz znaczne obszary kontynentu afrykańskiego.
Choć fizjologiczna odpowiedź roślin częściowo wyhamowuje rozszerzanie się granic suszy, degradacja ekosystemów na dodatkowym obszarze odpowiadającym prawie jednej trzeciej kontynentu australijskiego pozostaje potężnym wyzwaniem dla światowego bezpieczeństwa wodnego i stabilności ekologicznej.
