Zwróciło ono uwagę astronomów w 2017 roku podczas przeglądu nieba prowadzonego za pomocą radioteleskopów Very Large Array. Późniejsza analiza archiwalnych danych wykazała jednak, że jego aktywność rozpoczęła się znacznie wcześniej. Obiekt było widać już w obserwacjach z 2005 roku, natomiast w danych z 1996 roku nie pozostawił wykrywalnego śladu.
Czytaj też: Fizycy uwięzili antycząstkę na długie tygodnie. Mówią, że to klucz do rozwikłania tajemnicy wszechświata
W kolejnych latach jego jasność systematycznie rosła, osiągając maksimum około 2014 roku. Następnie sygnał zaczął słabnąć, co mogło sugerować stopniowe wygasanie zjawiska. Obserwacje z końca 2025 roku przyniosły jednak niespodziewany zwrot: obiekt ponownie pojaśniał. VT J1906+0849 znajduje się co najmniej około 49 tysięcy lat świetlnych od Ziemi, poza jednym z zewnętrznych ramion spiralnych Drogi Mlecznej. Mimo ogromnej odległości należy do wyjątkowo jasnych przejściowych źródeł radiowych wykrytych w ramach przeglądu VLASS.
Największą zagadką nie jest jednak sama zmienność jasności. Naukowcy zauważyli, że zmienia się również częstotliwość, przy której emisja radiowa osiąga maksimum. W 2019 roku szczyt przypadał na około 1,9 gigaherca, w 2024 roku przesunął się do około 0,8 gigaherca, a w ostatnich miesiącach wzrósł do około 2,2 gigaherca. Takie zachowanie trudno powiązać z prostym scenariuszem, w którym rozszerzająca się chmura materii stopniowo stygnie i rozprasza się w przestrzeni.

Dodatkowo obserwacje nie wykazały wyraźnego powiększania się obszaru emitującego fale radiowe. To istotna wskazówka, ponieważ wiele znanych zjawisk związanych z emisją synchrotronową – powstającą, gdy wysokoenergetyczne elektrony poruszają się w polu magnetycznym – wiąże się z rozszerzaniem wyrzuconej materii.
Jedno z potencjalnych wyjaśnień tej zagadki odnosi się do eksplozji gwiazdy, na przykład nowej. Problem w tym, że wyrzucona podczas takiego zdarzenia materia powinna z czasem się rozszerzać. Inna hipoteza zakłada istnienie mgławicy zasilanej przez pulsar, jednak również ona nie tłumaczy w pełni obserwowanych zmian. Badacze podejrzewają, że źródłem emisji może być zwarty obiekt, taki jak czarna dziura bądź gwiazda neutronowa, który przyciąga materię od towarzyszącej mu gwiazdy. Proces ten, nazywany akrecją, może prowadzić do powstawania silnych wiatrów i strumieni wysokoenergetycznych cząstek.
Czytaj też: Kosmiczne skały przenoszą tysiące składników życia. Naukowcy właśnie je wykryli
Zagadką pozostaje brak wykrywalnego promieniowania rentgenowskiego, którego można by oczekiwać w takim układzie. Możliwe jednak, iż gęsty wiatr materii przesłania promieniowanie pochodzące z jego centralnego obszaru. Naukowcy zwracają uwagę na podobieństwa do układu SS 433, w którym zwarty obiekt wyrzuca materię w postaci potężnych strumieni i gęstego wiatru. Być może kluczem do uzyskania odpowiedzi będą dalsze obserwacje w zakresie fal radiowych, podczerwieni i promieniowania rentgenowskiego.
Źródło: The Astrophysical Journal
