Najważniejszą cechą Odyssey G5 G55H jest dla mnie sam format ekranu. Mowa bowiem w przypadku tego monitora o 34-calowej matrycy o proporcjach 21:9 i rozdzielczości 3440 x 1440 pikseli, czyli Ultra WQHD. W porównaniu z klasycznym QHD dostajemy więc dodatkową przestrzeń po bokach, a to wszystko bez zwiększania liczby pikseli w pionie. Boicie się tego? Niepotrzebnie, bo zalet tego rozwiązania jest od groma.
34 cale i 21:9 docenicie nie tylko w grach
Podczas pracy przekłada się to na coś bardzo prostego, bo oto łatwiej trzymać obok siebie kilka aplikacji i np. przy programowaniu można mieć otwarte Unity i Visual Studio, podczas montażu otrzymujemy dłuższą oś czasu, a przy zwykłym pisaniu nie trzeba co chwilę przełączać się między przeglądarką i edytorem tekstu. Nie oznacza to oczywiście, że jeden ultrapanoramiczny monitor zawsze zastąpi konfigurację z dwoma ekranami, ale przy typowym biurku potrafi zrobić to wystarczająco dobrze. Zwłaszcza jeśli nie macie zbyt wiele miejsca, bo jeden monitor względem dwóch pozwala utrzymać stanowisko w lepszym porządku.

Jeśli zaś idzie o gry, to podczas grania na 34-calowym monitorze rzeczywiście da się łatwo wykorzystać proporcje 21:9. Przekłada się to bowiem na szersze pole widzenia, ale tylko wtedy, kiedy dana produkcja poprawnie obsługuje takie proporcje, choć zwykle jest to już standardem. Szczególnie dobrze sprawdza się to w wyścigach, symulatorach, strategiach czy RPG, gdzie dodatkowa przestrzeń po bokach rzeczywiście daje więcej informacji. Nadal trzeba jednak pamiętać, że nie każda gra radzi sobie z ultrapanoramicznymi rozdzielczościami idealnie. Starsze tytuły potrafią wyświetlać czarne pasy albo ograniczać scenki do 16:9.
Strategie i MMO potrafią wykorzystać szeroki ekran wyjątkowo dobrze
Format 21:9 kojarzy się zwykle z większą immersją w wyścigach czy strzelankach, ale według mnie równie ciekawie wypada właśnie w strategiach oraz MMO. Dodatkowa przestrzeń po bokach zapewnia wgląd na większy obszar mapy, więcej miejsca na interfejs i pozwala pomieścić rozbudowane paski umiejętności bez aż tak mocnego zasłaniania właściwej rozgrywki.

Przy takich grach nie chodzi nawet o przewagę wynikającą z zobaczenia przeciwnika wcześniej, a zwyczajną wygodę. Każdy, kto spędził dziesiątki godzin w strategiach czasu rzeczywistego, MMO albo bardziej rozbudowanych RPG, wie, jak szybko interfejs potrafi pożreć sporą część ekranu. Dodatkowe 880 pikseli w poziomie zostawia więcej miejsca na właściwy obraz gry.
Samsung dorzuca do tego również Black Equalizer, czyli możliwość regulowania widoczności ciemniejszych fragmentów obrazu, oraz Virtual Aim Point nakładający na ekran celownik. Są to typowo gamingowe dodatki i zapewne nie każdy kiedykolwiek z nich skorzysta, ale w konkretnych tytułach mogą okazać się przydatne. Samsung dorzuca również obsługę HDR10, choć sam fakt przyjmowania materiału HDR nie oznacza jeszcze jakości znanej z dużo droższych monitorów OLED czy Mini LED. Traktowałbym tę funkcję bardziej jako dodatek niż jeden z głównych argumentów za wyborem G55H
Ultra WQHD jest mniej wymagające niż 4K
Rozdzielczość 3440 x 1440 oznacza, że monitor ma nam do zaoferowania około 4,95 mln pikseli. Dla porównania klasyczne QHD ma ich około 3,69 mln, a 4K już ponad 8,29 mln. Różnica jest więc całkiem konkretna i nie jest czymś, co możemy pominąć zwłaszcza w czasach drogich podzespołów komputerowych i rosnących wymagań gier w kwestii potencjału obliczeniowego karty graficznej.

Naturalnie monitor Odyssey G5 G55H stawia kartę graficzną przed trudniejszym zadaniem niż typowy model o rozdzielczości 2560 x 1440, ale ciągle daleko mu do wymagań pełnego 4K. Ma to ogromne znaczenie, bo dzięki temu komputer ma łatwiejsze zadanie w kwestii utrzymywania wysokiej płynności w grach. Efekt? Utrzymanie wysokiej płynności w natywnej rozdzielczości jest łatwiejsze niż przy 4K, a konieczność agresywnego obniżania ustawień czy sięgania po rekonstrukcję obrazu przestaje być zawsze koniecznością.
Jednocześnie przy 34 calach ostrość nadal pozostaje wysoka. Gęstość pikseli wynosi bowiem około 110 PPI, czyli bardzo podobnie do typowego 27-calowego monitora QHD. Nie dostajemy więc efektu “rozciągniętego obrazu” wynikającego z dużej przekątnej przy zbyt niskiej rozdzielczości i dla mnie jest to jedna z największych zalet tego formatu. 4K wygląda oczywiście lepiej pod względem czystej ostrości, ale wymaga od karty graficznej znacznie więcej. Ultra WQHD pozwala zachować rozsądną jakość obrazu i jednocześnie zostawia większy zapas wydajności.
1000R zwiększa immersję, ale…
Ciekawą cechą monitora Odyssey G5 G55H jest wykorzystywanie przez niego mocno zakrzywionej matrycy, bo o promieniu aż 1000R. Przy tak szerokim panelu zakrzywienie ma też czysto praktyczny sens, bo skrajne fragmenty matrycy są ustawione bardziej w stronę użytkownika. Dzięki temu podczas siedzenia na wprost patrzymy na boki ekranu pod mniej ostrym kątem niż w przypadku równie szerokiego, ale płaskiego panelu.

W grach wyścigowych, symulatorach czy produkcjach z widokiem z pierwszej osoby takie zakrzywienie pomaga wypełnić większą część pola widzenia i potęguje wrażenie otoczenia obrazem. Podczas typowej pracy również nie musi przeszkadzać, choć osoby zajmujące się profesjonalnie grafiką albo projektowaniem mogą preferować bardziej płaski panel. Jako programista i twórca gier, nie mogłem jednak nigdy narzekać na taką krzywiznę i sprawdziłem to już lata temu przy teście innego giganta od Samsunga.
180 Hz i FreeSync Premium docenią nie tylko fani szybkich strzelanek
Na samej rozdzielczości gamingowe możliwości Odyssey G5 G55H się oczywiście nie kończą, bo monitor oferuje odświeżanie do 180 Hz oraz deklarowany przez producenta czas reakcji 1 ms GtG. Trzeba jednak pamiętać, że 180-hercowy ekran nie sprawi magicznie, że Cyberpunk 2077 zacznie działać w 180 FPS. Komputer nadal musi wygenerować odpowiednią liczbę klatek, dlatego pełny potencjał takiego odświeżania znacznie łatwiej wykorzystać w grach e-sportowych, starszych produkcjach czy po prostu mniej wymagających tytułach.

Dlatego też osobiście jeszcze większe znaczenie przypisuję obsłudze AMD FreeSync Premium. Technologia VRR synchronizuje częstotliwość odświeżania monitora z aktualną liczbą klatek generowanych przez kartę graficzną, ograniczając tearing i szarpanie obrazu. Ma to szczególne znaczenie właśnie przy 3440 x 1440 pikseli, bo w wymagających grach znacznie częściej będziemy poruszać się np. między 70 a 120 FPS niż utrzymywać idealnie stałe 180 klatek na sekundę.
Wysokie odświeżanie nie jest zresztą zarezerwowane wyłącznie dla fanów Counter-Strike’a. Płynniejsze przewijanie mapy w strategiach, szybkie obracanie kamery w MMO czy zwyczajne poruszanie kursorem po pulpicie również wyglądają lepiej przy 180 Hz. Różnica względem 60 czy 75 Hz jest po prostu widoczna i to wszystko bez potrzeby wpatrywania się w licznik klatek.
Samsung Odyssey G5 G55H jako jeden monitor do grania i pracy
Czy rzeczywiście potrzebujemy monitora 4K OLED, jeśli większość dnia spędzamy na pracy, strategiach, MMO i grach, w których bardziej przydaje się szeroka przestrzeń robocza oraz wysoka płynność? Kiedyś powiedziałbym, że tak, ale po przetestowaniu wielu monitorów w przeróżnych sytuacjach i na różnych etapach mojego życia, nie jestem już tego taki pewny. Doceniam bowiem OLED-a, ale przy byle słonecznym dniu muszę od razu ściągać rolety w dół, aby uwolnić się od refleksów i fioletowej poświaty. Doceniam też wysoką rozdzielczość i obraz ostry jak żyleta, ale doskonale pamiętam, jak często musiałem korzystać ze skalowania interfejsu w programach i obniżania rozdzielczości w grach, aby w ogóle dało się pracować lub grać.
Odyssey G5 G55H wydaje mi się z kolei przede wszystkim monitorem dla kogoś, kto pragnie uniwersalności i dużej przestrzeni roboczej, ale nie chce kupować dwóch ekranów. Dzięki takiemu monitorowi nie potrzebujemy karty graficznej zdolnej bez problemu ciągnąć 4K, nie dopłacamy za OLED-a, a nadal dostajemy 34 cale, 21:9, 180 Hz, zakrzywienie oraz VRR. Jeśli więc na tym samym stanowisku pracujecie, gracie w strategie czy MMO, a do tego regularnie odpalacie bardziej wymagające AAA, to właśnie taki sprzęt może okazać się świetnym wyborem.

