Xiaomi chyba ma dość codziennego ładowania telefonów. 8000 mAh trafia do flagowca

Mam wrażenie, że producenci smartfonów przez ostatnie lata próbowali nas przekonać, że codzienne ładowanie telefonu to coś absolutnie normalnego. Smartfony stawały się coraz cieńsze, aparaty coraz większe, AI coraz bardziej agresywne, ale bateria? Do niedawna była gdzieś na końcu listy priorytetów. Chociaż w ostatnich latach ten trend się wyraźnie zmienił, to i tak Xiaomi 17 Max od razu przykuwa uwagę, bo 8000 mAh we flagowcu to nadal ewenement.
Xiaomi chyba ma dość codziennego ładowania telefonów. 8000 mAh trafia do flagowca

Był Xiaomi 17 Pro, był 17 Pro Max, więc teraz przyszła kolej na coś pomiędzy

Xiaomi oficjalnie zapowiedziało Xiaomi 17 Max jako urządzenie plasujące się pomiędzy wersją Pro a Pro Max, ale prawdziwym bohaterem specyfikacji jest tutaj bateria o pojemności aż 8000 mAh. To największe ogniwo, jakie kiedykolwiek trafiło do smartfona tej marki i jednocześnie coś, czego praktycznie wciąż nie widuje się w segmencie flagowców. Jeszcze kilka lat temu takie liczby były zarezerwowane głównie dla topornych telefonów gamingowych albo pancernych urządzeń ważących pół kieszeni.

Najciekawsze jest jednak to, że Xiaomi nie chce robić z tego modelu cegły. Producent wykorzystuje nowoczesne ogniwa krzemowo-węglowe, czyli technologię silicon-carbon, która pozwala upchnąć znacznie więcej energii w podobnej przestrzeni. I właśnie tutaj dzieje się obecnie jedna z najważniejszych zmian na rynku mobilnym. Klasyczne baterie litowo-jonowe powoli dochodzą do swojej granicy, a nowa generacja ogniw zaczyna pozwalać na osiąganie pojemności, które jeszcze chwilę temu wydawały się kompletnie nierealne w smukłych smartfonach premium.

Oczywiście sama wielka bateria nie miałaby większego sensu, gdyby reszta telefonu była przeciętna. Xiaomi najwyraźniej dobrze o tym wie, dlatego 17 Max dostał ogromny, 6,9-calowy ekran AMOLED wykorzystujący nową technologię „Super Pixel”. Producent chwali się zmodyfikowanym układem subpikseli RGB, który ma zapewniać ostrość zbliżoną do ekranów 2K przy niższym zużyciu energii niż klasyczne panele 1.5K OLED. Do tego dochodzi nowy czerwony materiał luminescencyjny poprawiający jasność i odwzorowanie kolorów.

Brzmi to bardzo marketingowo, ale finalnie chodzi o jedną, bardzo praktyczną rzecz — tak wielki ekran po prostu nie może pożerać baterii w kilka godzin. A umówmy się, dziś smartfony stały się naszym telewizorem, konsolą, centrum social mediów, nawigacją i często nawet komputerem do pracy. Duży wyświetlacz ma sens tylko wtedy, gdy urządzenie jest w stanie to wszystko realnie wytrzymać.

Pod maską znajdzie się Snapdragon 8 Elite Gen 5, czyli najmocniejszy układ Qualcomma nowej generacji. Xiaomi zapowiada też przeprojektowany system chłodzenia, co przy takiej konfiguracji wydaje się absolutnie konieczne. Dzisiejsze flagowce coraz częściej ogranicza już nie sama wydajność procesora, ale temperatury pojawiające się podczas grania, nagrywania wideo czy korzystania z funkcji AI. Jeśli Xiaomi dobrze ogarnie odprowadzanie ciepła, 17 Max może stać się jednym z najmocniejszych smartfonów multimedialnych na rynku.

Czytaj też: Amazfit już nie chce być „tańszą alternatywą”. Cheetah 2 Ultra to zupełnie nowa liga

Na szczęście producent nie potraktował ogromnej baterii jako wymówki do cięć w aparatach. Xiaomi 17 Max otrzyma zestaw sygnowany marką Leica, z głównym sensorem 200 Mpix, który ma pozwalać na realizację wysokiej jakości zoomu hybrydowego bez dużych strat jakości. Towarzyszyć mu będzie peryskopowy teleobiektyw 50 Mpix z trzykrotnym zoomem optycznym oraz aparat ultraszerokokątny również o rozdzielczości 50 Mpix.

Bardzo podoba mi się kierunek, w którym zaczyna iść Xiaomi

Jeszcze kilka lat temu telefony z ogromnymi bateriami oznaczały zwykle kompromisy — słabsze aparaty, grube obudowy albo gamingowy design krzyczący do otoczenia, że właściciel właśnie wraca z trzygodzinnej sesji w PUBG-a. Xiaomi 17 Max wygląda natomiast jak pełnoprawny flagowiec premium, który po prostu dostał absurdalnie duże ogniwo. Działanie firmy wpisuje się w ostatni trend, który można zobaczyć u chińskich producentów. Większość tamtejszych firm przerzuciła się na ogniwa na bazie krzemu, co dla nas, klientów, jest wygraną – większa bateria, cieńszy smartfon i dużo więcej czasu z dala od ładowarki.

Czytaj też: Czy Twój Samsung dostanie One UI 9? Sprawdź listę urządzeń

Jasne, specyfikacja czy aparaty są bardzo ważne, ale bez wytrzymałej baterii czeka nas jedynie frustrujące myślenie o tym, że energia w telefonie może szybko się skończyć. Bo ostatecznie większość użytkowników naprawdę bardziej doceni telefon działający dwa dni niż obudowę cieńszą o pół milimetra czy kilka megapikseli więcej. Oczywiście pozostaje jeszcze kwestia optymalizacji po stronie oprogramowania, bo system może mieć ogromny wpływ na to, jak długo ogniwo będzie działać na jednym ładowaniu. Na szczęście, do tej pory Xiaomi radziło sobie na tym polu całkiem nieźle, więc liczę, że Xiaomi 17 Max również nas nie zawiedzie.

Źródło: Gizmochina

Napisane przez

Joanna Marteklas

Redaktor
Zajmuję się tematyką nowych technologii i ich wpływu na codzienne życie. Piszę o cyfrowej kulturze, innowacjach oraz trendach zmieniających sposób, w jaki pracujemy i komunikujemy się ze sobą. Szczególnie interesuje mnie relacja między rozwojem technologii a współczesną popkulturą. W wolnych chwilach zakopuję się w książkach i komiksach — najczęściej w fantastyce i wuxia.