Armia amerykańska chce zrezygnować z testów sprawnościowych dla hakerów

Cyberwojna nie wymaga tężyzny fizycznej.

Generał porucznik Robert Brown twierdzi, że U.S Army nieco „rozluźni” wymagania dotyczące sprawności kandydatów na cyber-żołnierzy. Według Browna, ludzie którzy znają się na cyberbezpieczeństwie dostatecznie dobrze nie są zazwyczaj „naturalnymi kandydatami” na żołnierzy.

-Nastolatki tego typu dorastają na Google i noszą długie włosy – rozumiecie, według Browna ktoś taki ma niewiele wspólnego z żołnierzem, który jest w stanie wytrzymać poranne ćwiczenia fizyczne. Generał porucznik zdaje sobie jednak sprawę, że umiejętność zrobienia 100 pompek, czy pokonanie 10 kilometrów biegiem na niewiele przydają się podczas siedzenia przed komputerem. A wojsko rzecz jasna chce mieć u siebie najlepszych hakerów. Jeśli mają ich nie przyjąć ze względu na słabą kondycję fizyczną, to na tym stracą.

Podobny komentarz do Browna, udzielił James Comey, szef FBI, który narzekał z kolei, że sporo z najbardziej utalentowanych kandydatów na stanowisko specjalisty od cyberbezpieczeństwa odpada z procesu rekrutacji ze względu na to, że… pali trawkę.

Problem ze specjalistami komputerowymi palącymi marihuanę jest podobno tak uciążliwy, że FBI rozważa zmianę swoich wewnętrznych zasad.