Patostreamerzy – zaraza sieci [18+]

Różnica jest tylko taka, że średniowieczna tłuszcza oglądała za darmo, a współcześni internauci z własnej nieprzymuszonej woli płacą za oglądanie obrzydliwego patowidowiska.
Chłopiec z misiem oglądają wymiotujący monitor.
Chłopiec z misiem oglądają wymiotujący monitor.

Pomysł na to, by całe swoje życie pokazywać online może dziwić, ale nie ma w tym jeszcze nic nagannego. Problem pojawia się w tym, jakie to życie jest. Patostramerzy to nie są wykładowcy z TED czy awangardowi performerzy. Ich życie sprowadza się do picia, bicia i grania na ekranie. Stąd patostream, od słowa patologia. Wszystko oczywiście online. Na porządku dziennym jest knajacki język i alkoholowe libacje. Zdarzają się też pobicia i wizyty policji. A to wszystko na oczach nawet kilkudziesięciu tysięcy widzów, którzy z zapartym tchem śledzą losy internetowych “idoli” i jeszcze za to płacą.

Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów
Stanisław Lem

Internet działa jak soczewka, skupiając w jednym punkcie najbardziej ekstremalne ludzkie zachowania. Patostreaming nie jest aż tak nowym zjawiskiem, jak mogłoby się nam wydawać. Po prostu dziś, w dobie nowych mediów, telewizyjne reality show, które z założenia miały szokować, przeniosły się do sieci. Z tym, że często streamerzy idą o krok dalej. Internetowe transmisje na żywo pokazują prawdziwe dramaty i agresywne zachowania. Obecnie najpopularniejszym patostreamerem jest Daniel Magical z Torunia. Przez 4 lata prowadzenia transmisji na żywo, zebrał ponad 270 tysięcy subskrybentów. Jednak w maju tego roku, skądinąd odporna na wiele, administracja YouTube’a zablokowała jego konto i usunęła wszystkie filmy. Niezrażony tym Daniel Magical uruchamia kolejne kanały, na których szybko odbudowuje widownię. Dla sławy? Zapewne też, ale bardziej dla pieniędzy. A te są niemałe, skoro w ten weekend śpiącego Daniela Magicala przez całą noc oglądały 3 tysiące widzów. Łącznie, w 24 godziny widzowie wpłacili mu prawie 2 tysiące złotych. I zapewne zarobił na tym więcej niż Andy Warhol, który też nakręcił film, pierwotnie ośmiogodzinny, pokazujący jego przyjaciela we śnie. Ale to był 1963 rok i trzeba się było pofatygować do kina.

Bardzo dobry biznes

Daniel Zwierzyński, czyli Daniel Magical, mieszka z matką Małgorzatą i jej konkubentem Jackiem, para ewidentnie nie wylewa za kołnierz. Codzienne awantury “podkręcają” wyświetlenia i widownię, która często hojnie wpłaca dotacje za pośrednictwem serwisu PayPal. Daniel Magical chętnie też nawiązuje współpracę z innymi patostreamerami, których zaprasza do swojego domu na libacje alkoholowe, a sam jeździ pod domy swoich internetowych wrogów, bynajmniej nie po to, by wręczyć kwiaty gospodyni, co też nagrywa i na żywo transmituje do internetu.

Chciałoby się wierzyć, że to margines. Jednak popularność tego typu filmów i transmisji internetowych budzi uzasadniony niepokój. Daniel Magical ma rekord Polski pod względem liczby widzów. W jednym momencie aż 67 tysięcy osób oglądało jego transmisję online z wywoływania duchów. Niegdyś szokował nas “Big Brother”, program, w którym podglądaliśmy uczestników. Z tym, że było to pewnego rodzaju spektaklem. Uczestnicy telewizyjnych reality show zazwyczaj nie pokazują swojej prawdziwej twarzy, a nad ich zdrowiem czuwa sztab medyczny i operatorzy kamer. Z kolei na patostreamach akcja dzieje się na żywo i w każdej chwili może wydarzyć się tragedia.

Patostreamerzy walczą też między sobą w walkach bokserskich i MMA (fot. Fame MMA)

Większość agencji marketingowych zatrudniająca gwiazdy internetu odcina się od patostreamerów. To jednak również powoli się zmienia. Liczby, jakie idą za Danielem Magicalem, Rafatusem i Rafonixem przemawiają do wyobraźni biznesu i zaczynają pojawiać się pierwsze wydarzenia, na które zapraszani są również patostreamerzy. Ostatnio Daniel Magical boksował się podczas Fame MMA z innym patostreamerem, Adrianem Polakiem Polańskim. Bardziej od wyniku istotne jest to, że znaleźli się sponsorzy chętni wyłożyć pieniądze na to wątpliwej klasy widowisko.

Czasami człowiek sądzi, że ujrzał już dno studni ludzkiej głupoty, ale spotyka kogoś, dzięki komu dowiaduje się, że ta studnia jednak nie ma dna

Stephen King, “Stukostrachy”

Gural z zarzutami

Poza bójkami, wyzwiskami i piciem alkoholu na wizji, pojawia się także molestowanie seksualne i oskarżenia o pedofilię. Grzegorz G., czyli Gural, zyskał popularność głównie dzięki obrażaniu innych streamerów. Na swoim kanale atakował wielokrotnie innych użytkowników sieci i podżegał swoich widzów do obrażania YouTuberów w komentarzach. Jednak w pewnym momencie przekroczył granicę, która nawet dla internautów była nie do zaakceptowania. Na swoim kanale transmitował rozmowy, jakie prowadził na wideoczacie z nieletnimi dziewczynkami, które w wulgarny sposób nakłaniał do obnażania się i proponował seks za pieniądze. Kiedy te odmawiały, Gural obrzucał je obelgami i wyzwiskami. Gurala aresztowała policja, która otrzymała zgłoszenie o popełnieniu przestępstwa od jednego z użytkowników serwisu społecznościowego Wykop.pl. Przesłuchano też dwie nastoletnie dziewczynki, które Gural molestował za pośrednictwem sieci. Sprawę Gurala nagłośnił też YouTuber Sylwester Wardęga w emocjonalnym wpisie na Facebooku.

https://www.facebook.com/sawardega/videos/1657562350987588/

Warto jednak pamiętać, że choć Sylwester Wardęga pozuje dziś na moralizatora to swoją popularność YouTuber zbudował na szokujących treściach, trafiających do tej samej grupy odbiorców, do której dziś docierają patostreamerzy. W 2013 roku Wardęga nakręcił film (już dziś niedostępny na jego kanale) zatytułowany “Boobsman”. To 5-minutowe nagranie zyskało bardzo dużą popularność: obejrzało je kilka milionów osób. Przebrany za tytułowego Boobsmana Wardęga chodził po Warszawie i dotykał piersi przypadkowo spotkanych kobiet pod pozorem promocji badań profilaktycznych. Jak łatwo się domyślić, nie wszystkim akcja przypadła do gustu. Kobiety wyraźnie czuły się nieswojo, a jedna z nich nawet uderzyła Wardęgę, gdy ten niespodziewanie się zbliżył. Z kolei w 2015 roku Wardęga został też skazany na 20 godzin prac społecznych za bieganie z opuszczonymi spodniami po galerii handlowej, co było jednym z elementów filmu “Grandpa Prank”.

Sylwester Wardęga również wypromował się na kontrowersyjnych treściach (fot. Sylwester Wardęga)

Skąd pomysł na patostreamy?

Patostremy kopiują niektóre elementy z telewizyjnych reality-show takich jak wspomniany wcześniej “Big Brother”. Więcej jednak mają wspólnego z kontrowersyjnymi programami emitowanymi na MTV na przełomie tysiąclecia. Ktoś w stacji, niegdyś zajmującej się muzyką, wpadł na pomysł, aby jeszcze mocniej zaakcentować jej młodzieżowy charakter. Amerykańska stacja zatrudniła kaskaderów, którzy w programie “Jackass” żartowali głupio i brutalnie, bardzo często przekraczając granicę dobrego smaku. Takie wygłupy, zwane z angielska prankami, są prostacką rozrywką zachęcającą do śmiania się z cudzego nieszczęścia. I można stracić wiarę w ludzkość, widząc jak wiele osób znajduje dużą przyjemność w patrzeniu, jak komuś dzieje się krzywda.

https://youtu.be/rTDZtNhfsVo

Innym, młodszym programem, który na pewno wpłynął na kształt polskiego patostreamu jest reality-show “Warsaw Shore: Ekipa z Warszawy”, emitowane od 2013 roku na antenie MTV Polska. Z założenia uczestnikami programu są zwykli ludzie, którzy mieszkają ze sobą i organizują zakrapiane alkoholem imprezy. Wszystko jest nagrywane przez telewizyjne kamery. Patostreamerzy bardzo wyraźnie kopiują ten format.

Technologia w służbie głupoty

20 lat temu szerokopasmowy internet nie był tak powszechnie dostępny jak dziś, a portale VOD takie jak YouTube i Twitch dopiero zaczynały zyskiwać popularność. Jednak wraz z upowszechnieniem się technologii i spadkiem cen transferu, internauci dostali możliwość prowadzania własnych transmisji. W tym momencie tak naprawdę każdy może zostać komentatorem sportowym, prowadzić programy kulinarne i edukacyjne, a także tzw. daily vlogi, czyli codzienne podsumowania w formie krótkiego wideo. Niestety, okazuje się, że widzowie zdecydowanie wolą rozrywkę serwowaną przez Daniela Magicala i Gurala niż produkcje, z których mogą się naprawdę czegoś dowiedzieć.

Media wiedzą nie od dziś, że złe informacje i sensacja się sprzedają. Producenci programów telewizyjnych zdają sobie doskonale sprawę z faktu, że pokazywanie patologii może znacząco zwiększyć oglądalność. Jako społeczeństwo lubimy zaglądać innym do ich domów (a w nich najchętniej do sypialni) i w ich życie prywatne. Zwłaszcza siedząc wygodnie w fotelu, bezpiecznie oddzieleni od niepokojących wydarzeń ekranem telewizora albo monitora. Podobne zjawiska opisują w formacie paradokumentu programy takie jak “Ukryta prawda” i “Dlaczego ja?”. Żenująca gra aktorska dodaje bohaterom wiarygodności. Różnica polega na tym, że te filmy nie dzieją się naprawdę, a każdy odcinek zazwyczaj dodatkowo opatrzony jest komentarzem psychologa, prawnika, albo innego eksperta, który tłumaczy dane zagadnienie. W przypadku patostreamów nie możemy na to liczyć. Wszystko dzieje się naprawdę, a służby i pomoc społeczna najwyraźniej nie chcą dostrzegać problemu. I to pomimo, że materiału dowodowego dostarczają sami zainteresowani publikując nagrania w portalach z treściami wideo.

Telewizyjne paradokumenty również pozwalają zaglądać do cudzych domów (graf. Tako Media)

Alarm bombowy? To oczywiście “żart”

Oczywiście, zanim patostreamy pojawiły się w Polsce, najpierw zaistniały na Zachodzie, a konkretnie w Stanach Zjednoczonych. Warto wspomnieć chociażby streamera o nicku Ice Poseidon. Paul Denino, bo tak się naprawdę nazywa, swoje działania rozpoczął od transmitowania gry MMORPG “RuneScape” i “Pokemon Go” w serwisie Twitch.tv. Jego kanał był wielokrotnie blokowany ze względu na ujawnianie przez Denino swojej lokalizacji, co ułatwiało widzom nasyłanie na niego oddziałów jednostek specjalnych SWAT. Widzowie dzwonili na policję i informowali o bombie, którą według nich miał przy sobie. W 2017 roku Ice Poseidon został wyprowadzony przez służby z samolotu. Zdarzenie, oczywiście, Danino transmitował na żywo ze swojego telefonu.

Również i polskich patostreamerów odwiedza policja, czasami na skutek fałszywych alarmów. Na początku listopada ubiegłego roku, straż pożarna ewakuowała blok, w którym mieszkał Daniel Zwierzyński. Jak można się domyślić – alarm był fałszywy.

Wasze dzieci to widzą

Istotną kwestią jest to, jak ludzie tacy jak Gural wpływają na osoby niepełnoletnie. Dzieci często oglądają w portalu filmy kreskówkowe i programy przeznaczone dla nich. Ustawienia rodzicielskie nie zawsze pomogą, bo obrzydliwe filmy wysyłane na  serwer nie zawierają treści pornograficznych czy pedofilskich. Czy jednak na pewno chcemy, by kilku-, czy kilkunastolatek oglądał historie rodem z pijackiej meliny? Nawet dla dorosłej i dojrzałej osoby traumą jest oglądanie ekscesów patostremerów. Dzieci mogą zareagować zgoła inaczej, kopiując patologiczne zachowania prezentowane na ekranie. Namawiamy więc, gdy wasze dziecko siedzi z nosem w smartfonie, zajrzyjcie mu od czasu do czasu przez ramię.

Włączenie Trybu ograniczonego dostępu choć trochę ograniczy najmłodszym możliwość oglądania śmieci na YT.

O tym, jak wielki wpływ mogą mieć na młode osoby prezentowane w sieci treści pisaliśmy już wielokrotnie. W CHIP-ie informowaliśmy np. o niebezpiecznych wyzwaniach (tzw. challengach), które mogą skończyć się tragedią. I tak się niestety niekiedy dzieje. Ostatnią modą jest tzw. Hot Water Challenge polegający na oblewaniu ofiary wrzątkiem i uwiecznianie całego procesu na nagraniu. Wydawałoby się, że nie trzeba tłumaczyć nikomu, że rozsyłanie tego typu pomysłów jest nawoływaniem do przestępstwa. Mimo to, wiele młodych osób trafiło na skutek tej mody do szpitali z poparzeniami. W sieci można natknąć się na równie głupie pomysły. W styczniu pisaliśmy o tzw. Tide Pod Challenge, które polegało na żuciu i połykaniu kapsułek do prania. Trudno w to uwierzyć, ale w Stanach Zjednoczonych odnotowano kilkadziesiąt przypadków celowego zatrucia chemią wykorzystywaną w środkach do prania.

Kto ponosi odpowiedzialność?

Pytaniem otwartym pozostaje, czy internetem powinna zajmować się Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji. Gdy w którymś z programów przekraczane są granice dobrego smaku, KRRiT nakłada na nadawców wysokie kary finansowe. W przypadku YouTube’a i innych serwisów VoD, sprawa jest trudniejsza. Głównie z tego powodu, że transmisje w internecie może dziś prowadzić każdy. W związku z tym nadzór nad portalami takimi jak YouTube jest ograniczony. Nawet pomimo zatrudniania tysięcy moderatorów i sztucznej inteligencji, która oznacza niewłaściwe treści. Jednak jak się okazuje – są to często nieskuteczne metody.

Ludzka głupota jest jedyną rzeczą oddającą ideę nieskończoności
Ernest Renan, “The Natural Philosophy Of Love”

To od nas, internautów zależy, czy patostreamerzy będą obecni w przestrzeni publicznej. Tak naprawdę jedynym skutecznym sposobem jest ostracyzm i edukacja. W tym momencie “twórcy” tacy jak Rufatus otrzymują nagrodę w postaci wyświetleń, które są zachętą do kontynuowania wielogodzinnych seansów z libacji i znęcania nad domownikami. Naprawdę dziwi, że ludzie, którzy potrzebują pomocy psychologicznej są pozostawieni sami sobie. Pieniądze od internautów nie rozwiązują problemu, a tylko napędzają spiralę przemocy domowej.

To, z czym nie radzi sobie policja i moderatorzy portali VoD, próbują naprawiać internauci. Poza zwykłymi widzami, którzy czerpią zupełnie niezrozumiałą satysfakcję z oglądania patostreamerów, są również i tacy, którzy starają się zgłaszać łamanie prawa na wizji. To właśnie użytkownicy serwisu Wykop.pl zgłosili skandaliczne zachowanie Gurala. Obserwują też kolejne osoby, które prowadzą kontrowersyjne transmisje w sieci. Pozostaje nam mieć nadzieję, że patostreamy w końcu stracą zainteresowanie internautów, a platformy streamingowe zaczną skuteczniej egzekwować swoje regulaminy. | CHIP