Sztab Andrzeja Dudy kupił w kampanii kilka tysięcy komentarzy

Gazeta "Wyborcza" i Radio ZET dotarły do zlecenia, jakie zawarto między sztabem wyborczym Andrzeja Dudy a warszawską firmą zajmującą się budowaniem wizerunku w sieci. Dokument zawiera szczegółową wycenę, z której wynika, że zapłacono za kilka tysięcy "automatycznych komentarzy" i wątków w serwisach społecznościowych. W tym samym czasie przyszły prezydent zyskał w sondażach 15 punktów procentowych w stosunku do Bronisława Komorowskiego. O botach, z których korzystają polscy politycy pisaliśmy już w ubiegłym roku.

33 proc. wiadomości wysłanych w Polsce za pośrednictwem Twittera pochodzi z fikcyjnych kont – tak wynika z raportu naukowców z Oxfordu opublikowanego w 2017 r. Współautor badania, Robert Gorwa, dotarł w trakcie analizy do przedsiębiorstwa, które obsługuje polskie partie polityczne, pomagając im w dyskredytowaniu konkurentów. Firma wykorzystuje w tym celu ponad 40 tysięcy fikcyjnych kont. Tak duża armia botów jest w stanie wpłynąć na publiczną opinię. Z kolei w marcu brytyjski Guardian sugerował, że nieistniejąca już firma Cambridge Analytica pomagała przy kampanii wyborczej Andrzeja Dudy. W nagraniu jakie się w owym czasie pojawiło mowa była o „wschodnioeuropejskim kraju”. Prezydent w ten sposób dementował te informacje:

— Ja słyszałem o tym, że Facebook powołuje się na to, że był wykorzystywany w mojej kampanii. No rzeczywiście był wykorzystywany jako po prostu medium społecznościowe, na którym myśmy realizowali wpisy, w sensie sztab. Natomiast nic mi nie wiadomo o współpracy z jakąkolwiek tego typu firmą — wyjaśniał prezydent Duda.

Teraz, za sprawą śledztwa dziennikarzy Gazety Wyborczej i Radia ZET, wyszły na jaw kolejne niepokojące informacje związane z kampanią prezydencką Andrzeja Dudy. Jego sztab wyborczy podpisał umowę z firmą ELCHUPACABRA na stworzenie miesięcznie 1 tysiąca wątków tematycznych, w cenie 20 zł za każdy i zapewnienie im ruchu na poziomie 5 tysięcy „wpisów automatycznych”, licząc 2 zł za każdy wpis. Dokument nie precyzuje jakiego rodzaju miały to być wpisy. Zapytany przez Radio ZET Paweł Szefernaker, który odpowiadał za internetową część kampanii Dudy, twierdzi, że nie pamięta co kryło się za sformułowaniem „automatyczne komentarze”. Za to zapewnia, że automatycznie usuwano jedynie wulgarne wpisy w mediach społecznościowych i że nigdy nie przyzwolono na nieetyczne działania.

Eksperci są jednak zgodni, że chodzi tu o użycie botów. Firma Sotrender zajmująca się analizą ruchu w sieciach społecznościowych twierdzi, że w 2015 roku na każdego tweeta Bronisława Komorowskiego przypadało tylko 47 aktywności. Tymczasem tweety Andrzeja Dudy były komentowane po 1200 razy. Umowa z ELCHUPACABRA spowodowała, że w trakcie zaledwie w 1,5 miesiąca znacząco poprawił się wizerunek przyszłego prezydenta w mediach społecznościowych. W trakcie jej obowiązywania zyskał on bowiem 15 punktów procentowych w sondażach w stosunku do swojego kontrkandydata.

Takie sytuacje się już powtórzyły i będą się powtarzać. Co prawda korzystanie z tego typu narzędzi nie jest prawnie zabronione, jednak wszystko zależy od tego w jaki sposób sztaby z nich korzystają. To nie tylko kwestia etyki i determinacji, ale także prowadzenia agitacji podczas ciszy wyborczej i rozpowszechniania ewentualnych nieprawdziwych informacji. Stosunkowo niedużym kosztem można pozyskać armię trolli, która będzie manipulowała opinią publiczną. Z przerażeniem oglądamy „House of Cards”, mając nadzieję, że to tylko fikcja. Tymczasem okazuje się, że na naszym własnym podwórku sztaby wyborcze zatrudniają firmy komentujące w internecie. | CHIP