Płaczący Diablo robi sobie zdjęcie telefonem.

Blizzard, dlaczego?!

Fot. Piotr Sokołowski
Producent i wydawca gier, Blizzard Entertainment, odnotowuje 51% wzrost zysków. Mimo to firma ogłasza, że zwolni 800 pracowników. A kontrowersyjnych decyzji jest więcej: anulowanie rozgrywek Heroes of the Storm Global Championship czy postawienie na mobilną wersję "Diablo". Z Blizzarda odszedł też jego wieloletni prezes Michael Morhaime. O co w tym wszystkim chodzi?

Mike Morhaime był prezesem Blizzarda przez 27 lat, od założenia firmy do 4 października ubiegłego roku, kiedy poinformował o swojej rezygnacji. Nie jest wykluczone, że CEO nie zgadzał się z kierunkiem, w jakim zmierza przedsiębiorstwo należące do Activision-Blizzard. Jak istotną postacią w Blizzardzie był Mike Morhaime niech świadczy fakt, że traktował go jak rodzinny biznes i wielokrotnie podkreślał znaczenie gamingowej społeczności, czego efektem stał się organizowany co roku BlizzCon, czyli konferencja, na której producent zapowiada nowości i przeprowadza finały rozgrywek w ramach e-sportowych tytułów. Wiele osób podkreśla, że to coś więcej niż festiwal gier. Przede wszystkim – miejsce spotkań, co Morhaime zaznaczył w pożegnalnym przemówieniu na BlizzConie, kiedy symbolicznie oddawał stery J. Allenowi Brackowi.

Podczas BlizzConu Mike Morhaime [z lewej] przekazał obowiązki J. Allenowi Brackowi (fot. Blizzard)
Warto jednak podkreślić, że J. Allen Brack nie został prezesem Blizzarda. Były projektant “World of Warcraft” piastuje nieco niższe stanowisko – prezydenta.

Do połączenia Blizzarda i Activision doszło w 2008 roku. Na czele holdingu stoi Robert Kotick. Fuzja zapewniła obu firmom stabilność finansową i możliwość spokojnej pracy nad nowymi tytułami, z których część odniosła komercyjny sukces. Tak było w przypadku “StarCrafta II”, “Hearthstone’a” i “Overwatcha”. Erozja w Activision-Blizzard musiała nastąpić wcześniej, a rezygnacja prezesa ogłoszona przed najważniejszym wydarzeniem w roku była zapewne skutkiem trudnych rozmów i wydarzeń, do jakich doszło w holdingu.

Mike Morhaime podczas forum w Lozzannie w 2018 roku poświęconym wprowadzeniu e-sportu do Igrzysk Olimpijskich (fot. MKOl)

Przegapione szanse

Przez wiele lat Blizzard był uznawany za oazę spokoju a o pracy w nim marzyło wiele osób. Producent nauczył fanów swoich gier cierpliwości. Wielokrotnie podczas spotkań na BlizzConie, a także wywiadów, przedstawiciele studia na pytania o daty premier oczekiwanych tytułów odpowiadali w ten sam sposób: kiedy będą gotowe (when it’s done). Charakterystyczny stał się również żartobliwy zwrot soon TM, czyli niedługo, które potrafiło rozciągać się na miesiące, a nawet lata. W efekcie jednak gracze otrzymywali zazwyczaj dopracowany produkt.

Ta polityka miała jednak i drugą stronę. Studio oderwało się od rzeczywistości, przegapiając kilka świetnych okazji, aby zawładnąć rynkiem. Tak było w przypadku “Doty”, która powstała jako mapa zaprojektowana przez jednego z użytkowników na silniku pierwszego “StarCrafta”. Nieco później społeczność odtworzyła wspomniany tryb w “Warcrafcie III”. Blizzard starał się dołączyć do popularnego rynku gier Multiplayer Online Battle Arena. Prace nad “Blizzard Dota” jednak przeciągały się. W efekcie gra wyszła dopiero w 2015 roku pod nazwą “Heroes of the Storm”, kiedy kategorię MOBA zdominowały już “Dota 2” Valve i “League of Legends” Riotu. Mimo to Blizzard inwestował w swój tytuł, co zaowocowało całkiem przyzwoitą popularnością. Według firmy analitycznej Nielsen, w 2018 roku w “HotS-a” grało 6,5 miliona osób. Według danych Blizzarda, w tytuły tego studia gra miesięcznie 35 milionów osób, za co w głównej mierze odpowiadają “Hearthstone”, “Overwatch” i “World of Warcraft”.

Zmiana kursu

Pod koniec ubiegłego roku doszło do kilku zmian, które odmieniły oblicze Blizzard Entertainment w oczach wielu fanów. Na BlizzConie gracze zgromadzeni w Anaheim Convention Center oczekiwali zapowiedzi kolejnej części serii “Diablo”. Zamiast długo wyczekiwanej produkcji na PC i konsole Blizzard zapowiedział tytuł jedynie na urządzenia mobilne z Androidem i iOS-em. Opracowaniem “Diablo Immortal” zajmuje się chińska firma NetEase. Fani szybko zwrócili uwagę na podobieństwa do istniejących tytułów NetEase i zaczęli masowo przyznawać negatywne oceny zwiastunowi gry na YouTube’ie. Jakby tego było mało, Allen Adham, drugi z założycieli Blizzarda, poinformował, że w produkcji są tytuły także z innych uniwersów. Oczywiście – również na smartfony.

Rezygnacja z HGC i przesunięcia kadrowe

O ile jednak można zrozumieć próbę ekspansji na rynki mobilne (ze szczególnym uwzględnieniem Chin), to zmiany w “Heroes of the Storm” trzeba określić jako zbyt odważne. 14 grudnia nowy prezydent Blizzarda, J. Allen Brack, ogłosił zakończenie wsparcia dla cyklu turniejów Heroes of the Storm Global Championship. Według informacji CHIP-a, część programistów została przesunięta do działów przygotowujących nowe mobilne tytuły. Decyzja dotycząca zawodów zaskoczyła e-sportowców, których firma zapewniała o długim wsparciu dla cyklu i samej gry.

Reklama

Blizzard nieraz był krytykowany za swoje działania. Obecna sytuacja jednak różni się od bardziej lub mniej kosmetycznych zmian w zrównoważeniu rozgrywki, czy długiego oczekiwania na wydanie kolejnych części serii. Firma podczas BlizzConu zasygnalizowała wprost, że zamierza inwestować w rynek mobilny. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że dzieje się to kosztem tytułów na PC, z których Blizzard jest najbardziej znany.

Skoro jest tak dobrze, dlaczego jest tak źle?

Wielu komentatorów zwraca uwagę na rolę, jaką w całej sprawie odgrywa Activision i prezes Activision-Blizzard Robert “Bobby” Kotick. 12 lutego holding ogłosił wyniki finansowe za ubiegły rok. Pomimo bardzo dobrych rezultatów koncern zdecydował o zwolnieniu 800 pracowników, co stanowi około 8 procent załogi, która liczy 9600 osób. Warto zaznaczyć, że sam Blizzard zatrudnia około 5 tysięcy specjalistów, zatem możemy mówić tak naprawdę o ubytku 16 procent w ekipie Blizzarda.

Podczas Global Esports Forum rozmawiano m.in. o anulowaniu rozgrywek HGC (fot. Aleksandra Grendys)

Redukcje mają dotyczyć głównie działów, które nie są zaangażowane w projektowanie i rozwijanie gier. Mimo to zwolniono kilka osób odpowiedzialnych za działkę e-sportową, a także, jak wspominałem, przesunięto programistów “Heroes of the Storm” do innych działów oraz zamknięto ligę HGC. Tym sposobem pracę stracili nie tylko gracze, ale również komentatorzy i inne osoby zaangażowane w organizację zawodów. Z pewnością decyzje Activision-Blizzard z uwagą i niepokojem śledzą osoby grające w rozgrywkach innych gier e-sportowych koncernu, takich jak World Championship Series, Hearthstone Global Games czy Overwatch League. Restrukturyzacja jest zatem bolesna dla miłośników gier Blizzarda przyzwyczajonych do tego, że producent zapewniał swoim tytułom długie wsparcie. Zagrożone zwolnieniami są nadal działy e-sportu, a także europejskie biura firmy, która ma oddziały we Francji i w Irlandii.


Na drugiej podstronie piszemy m.in. o przyszłości rozgrywek w „StarCrafta II”.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.