fitbit versa lite

TEST: Fitbit Versa Lite – smartwatch dla mało wymagających

Wydany w ubiegłym roku Fitbit Versa to ponoć najlepiej sprzedający się smartwatch tego producenta. Dla osób, którym nie zależy na takich funkcjach jak liczniku okrążeń basenowych, odtwarzaczu muzyki czy wysokościomierza firma wprowadziła edycję Lite. Sęk w tym, że o ile dla Amerykanów różnica na poziomie 40 dolarów może być istotna, to na naszym rynku obydwa modele dzieli jedynie 50 zł. Sami musicie odpowiedzieć sobie na pytanie, czy dla takiej kwoty warto rezygnować z udogodnień starszej edycji.

W skrócie

  • wygodny i lekki
  • czytelny i responsywny wyświetlacz
  • pulsometr
  • wodoodporność do 50 m
  • szybkie odpowiedzi na notyfikacje
  • rejestruje ponad 15 ćwiczeń
  • wysoka cena
  • brak GPS, NFC i Wi-Fi
  • brak wbudowanego odtwarzacza muzyki
  • brak wysokościomierza
  • nie wyświetla numeru dzwoniącej osoby
  • automatyczna aktywacja ekranu czasem zawodzi

Smartwatch o schludnym wyglądzie i dobrej jakości komponentów, który kierowany jest do osób nie wymagających wiele od tego typu urządzenia. Obsługuje notyfikacje, rejestruje wiele aktywności sportowych, monitoruje sen - innymi słowy, robi wszystko to, co standardowa i znacznie tańsza opaska fitness. Szkoda też, że nie wyświetla numeru osoby dzwoniącej, a automatyczne wybudzanie ekranu nie zawsze działa poprawnie. Brakuje mu bardziej przydatnych funkcji, jak płatności zbliżeniowych, czy pamięci do przechowywania muzyki oraz modułu GPS. Sprzęt raczej tylko dla osób gustujących w tej marce, dla których cena nie jest istotna.

Rodzina smartwatchy Fitbit Versa składa się aktualnie z trzech modeli. Dwa najwyższe różnią się od siebie obecnością materiałowego paska w wersji Special Edition oraz płatności zbliżeniowych Fitbit Pay. Rezygnując z wysokościomierza, żyroskopu, odtwarzacza muzyki zintegrowanego z Pandorą i Deezerem oraz kompatybilności z usługą Fitbit Coach producentowi udało się obniżyć cenę wersji standardowej. Testowana przeze mnie Versa Lite kosztuje w naszym kraju 699 zł, a zatem o ok. 50 zł mniej niż ubiegłoroczny, wyższy model. W dalszym ciągu jest to zatem półka cenowa bliższa zaawansowanym smartwatchom z Androidem niż opaskom fitness, choć pod kątem funkcjonalności Versa Lite leży zdecydowanie bliżej tej drugiej grupy. Zostawmy jednak na moment cenę i skupmy się na tym, co amerykański smartwatch potrafi.

Zawartość pudełka i wzornictwo

W Polsce Versa Lite dostępna jest w czterech kolorach: białym, fioletowym, turkusowym oraz liliowym. Ten ostatni miałam właśnie okazję testować przez ostatnie tygodnie. Kwadratowa, zaoblona tarcza budzi skojarzenia z Apple Watchem. Ekran o wielkości 1,34″ jest wystarczająco duży, by wyświetlać czytelnie wszystkie informacje, a zarazem na nadgarstku nie jest zbyt przytłaczający. Szeroki pasek wykonany jest z miękkiego, przyjemnego w dotyku silikonu, który dobrze przylega do skóry i jej nie podrażnia.

fitbit versa lite

Na lewym boku znajduje się jedyny fizyczny przycisk, który służy do cofania ekranu i wywoływania ekranu głównego. Mamy tu zatem o dwa przyciski mniej niż w edycji standardowej. Pod spodem z kolei ukryto pulsometr i piny do ładowania. Całość może nie wygląda elegancko i raczej nie współgra z garniturem czy koszulą, ale też i nie straszy tandetą. Jeżeli komuś wadzi silikon, zawsze może zakupić dodatkowe paski ze skóry czy materiału. Ja na pewno nie wstydziłam się z nim chodzić i choć bardziej podobał mi się Fitbit Charge 3, to tutaj czułam również, że mam do czynienia z solidnymi materiałami i wysoką jakością wykonania.

fitbit versa lite

W pudełku poza samym zegarkiem znajdziemy dwa paski o różnych długościach, dzięki którym lepiej dopasujemy urządzenie do swojego nadgarstka, oraz moduł do ładowania zakończony USB. Nie ma tutaj zasilacza, dlatego do ładowania musimy wykorzystać dowolny zasilacz np. od własnego smartfonu.

Ergonomia i interfejs

Fitbit Versa Lite mimo pozornie dużych gabarytów jest bardzo lekki. Waży niewiele więcej od Mi Banda 3, którego używam na co dzień, a jednak jest od niego znacznie czytelniejszy dzięki większemu ekranowi. Kolorowy wyświetlacz LCD dobrze radzi w słońcu przy maksymalnym rozjaśnieniu. Jeżeli nie chcemy ręcznie dopasowywać stopnia jasności ekranu, możemy zdać się na wbudowany czujnik światła, który dopasuje nam jasność automatycznie.

fit versa lite

Gorzej działa mechanizm automatycznej aktywacji ekranu. Jeżeli nie lubicie mieć mocno przypiętego zegarka (ja nie lubię) i nie wykonujecie zdecydowanych i zamaszystych ruchów, nastawcie się na to, że będziecie musieli używać przycisku do wywoływania danych. Jest to o tyle denerwujące, że czasem chcemy po prostu zerknąć na godzinę i delikatnie obracamy nadgarstek, a smartwatch nie reaguje. Podczas ćwiczeń można aktywować funkcję Always-On, która powinna działać tak, by ekran był ciągle rozjaśniony, ale z jakiegoś powodu na moim modelu wyświetlacz wygaszał się tak samo, jak bez włączenia tej funkcji.

Kolejna sprawa to kwestia obsługi interfejsu. O ile w ciągu dnia, gdy pracujemy czy odpoczywamy responsywność dotykowego ekranu jest jak najbardziej w porządku i w oczy razić mogą jedynie przycinające się niekiedy animacje przejścia, tak w trakcie ćwiczeń, gdy jesteśmy zlani potem, na basenie, czy podczas treningu w deszczu lub zimą w rękawiczkach będziemy mieć problem. Wyświetlacz zdąży nas zirytować zanim poprawnie odczyta nasze intencje. Uważam, że usunięcie dwóch przycisków fizycznych pomagających w obsłudze urządzenia było błędem.

versa lite

Z zegarkiem możemy pływać do głębokości 50 metrów, aczkolwiek nie widzę w tym większego sensu, ponieważ Versa Lite nie zarejestruje nam chociażby liczby przebytych okrążeń, a jedynie spalone kalorie. Smartwatch obsługuje wibracje, które są na tyle delikatne, by nie przeszkadzać nam w pracy i na tyle mocne, by obudzić nas z drzemki.

Interfejs jest bardzo intuicyjny. Pomijając ekran główny, który możemy sobie zmieniać wedle gustu i który według danego motywu wyświetla różne informacje, obsługa urządzenia wygląda następująco. Przesuwając palec od dołu do góry znajdziemy szczegółową listę wszystkich aktywności, a od góry do dołu – notyfikacje. Po menu aplikacji przesuwamy się zaś z prawej strony na lewą. Przycisk fizyczny to cofnięcie o jeden ekran do tyłu.

fitbit versa lite

Versa Lite obsługuje także szybkie odpowiedzi na notyfikacje. Możemy zapisać domyślnie do pięciu wiadomości (np. „tak”, „nie”, „nie mogę teraz rozmawiać”) i wykorzystywać je np. jako odpowiedź na Messengerze, Slacku czy innym komunikatorze. Da się w ten sposób również archiwizować maile. To, czego osobiście mi zabrakło to identyfikacji numeru zapisanego w kontaktach. Versa Lite pokazuje nam tylko informację o przychodzącym połączeniu (bez numeru), ale co ciekawe, jeżeli przegapimy połączenie, to w notyfikacji wyświetli się już pełna nazwa kontaktu.

Bateria

Versa Lite jest w stanie przepracować 4 dni na jednym ładowaniu, pod warunkiem, że nie będą to dni bardzo aktywne, zarówno pod kątem otrzymywanych powiadomień, jak i ruchu. W trakcie majówki, gdzie dość sporo chodziłam i smartwatch rejestrował więcej pomiarów, a ja częściej sięgałam po odczyt powiadomień nie wyciągając smartfonu z plecaka, Versa Lite wytrzymywała 3 dni.

fitbit versa lite

Najbardziej drastyczną różnicę w czasie pracy odnotowałam kiedy… zmieniłam motyw graficzny ze statycznego na animowany. Wtedy smartwatch przepracował mi jedynie 1,5 dnia. Jeżeli zdarza się Wam odpinać zegarek i zakładać go jedynie, gdy wychodzicie z domu, to fajną sprawą jest przypominanie o wyczerpującej się baterii. Fitbit przypomina zarówno w aplikacji na smartfonie, jak i w wiadomości mailowej, że czas podładować urządzenie. Przydatny detal. Sam proces ładowania jest dość szybki. Do pełna zegarek ładuje się w maksymalnie 2 godziny.


Na następnej stronie – m.in. o liczeniu kalorii i kroków. 

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.