protesty hongkong

Chińskie władze opłacają reklamy na Twitterze, żeby atakować protestujących w Hongkongu

Chińskie władze wykupiły reklamy na Twitterze. Ze sponsorowanych postów wynika, że protesty w Hongkongu źle wpływają na społeczeństwo. Dlatego też - według rządu - wszystkie grupy społeczne (które nie strajkują), domagają się zahamowania przemocy i przywrócenia porządku. Tymczasem z Facebooka i Twittera znikają konta, które dyskredytują protestujących i porównują ich do ISIS.

Według Macieja Cegłowskiego, autora strony pinboard.in, reklamy w mediach społecznościowych wykupiła Xinhua. Jest to agencja prasowa należąca do chińskiego rządu. Zgodnie z narracją władz Chińskiej Republiki Ludowej, mieszkańcy Hongkongu są w większości przeciwni protestom. Oczekują, że w najbliższym czasie wszystkie manifestacje i związana z nimi przemoc dobiegną końca. W jednym z tweetów znalazł się również film dotyczący osłabienia hongkońskiej gospodarki, jednak w tym przypadku nie wskazano, że bezpośrednią przyczyną są demonstrujący. Warto odnotować, że te działania są skierowane w większości na zewnątrz. Twitter oficjalnie nie działa w Chinach. Bo – podobnie jak inne popularne media społecznościowe – został zablokowany. Zresztą, w samym Państwie Środka trudno jest znaleźć informacje z bieżących wydarzeń w regionie, ponieważ słowo “Hongkong” zostało zablokowane w chińskich social mediach. Choć wciąż mogą go używać portale przychylne władzy.

Kampania przeciw manifestacjom w Hongkongu

Chiny najwyraźniej próbują przekonać mieszkańców innych państw co do słuszności swoich decyzji związanych z tłumieniem protestów. W podobnym tonie wypowiedziała się Centralna Telewizja Chińska CCTV. Na swoim koncie na Twitterze opublikowała pastisz znanego wiersza Martina Niemöllera “Kiedy przyjdą po mnie…”. Na tym samym kanale możemy znaleźć oświadczenie aktora Jackie Chana, który nawołuje do wstrzymania protestów. Poza nim, w akcję włączyła się też Yifei Liu – odtwórczyni roli Mulan w najnowszym filmie Disneya. Jej działanie spotkało się z falą krytyki, jednak są również głosy poparcia, które można przeczytać pod hashtagiem #supportmulan.

kiedy przyjdą po mnie ver hongkong
„Kiedy przyjdą po mnie…” w wersji opublikowanej przez Centralną Telewizję Chińską (fot. Twitter)

Facebook i Twitter przyznają, że odkryły kampanię społecznościową wspieraną przez chińskie władze. Niektóre z relacji opublikowanych na obu portalach porównywały hongkońskich demonstrantów do ISIS i utożsamiały z karaluchami. Twitter przekazał, że znalazł sieć niemal tysiąca profili, których działania miały na celu wzmocnienie podziału społecznego w regionie. Również Facebook poinformował, że na portalu znajdowały się strony, grupy, a także pojedyncze konta (łącznie 15 tys. profili), które miały identyczny cel. Nathaniel Gleicher, szef polityki cyberbezpieczeństwa na Facebooku, wskazał Pekin jako źródło wszystkich powiązań. Profile dyskredytujące Hongkończyków zostały usunięte z obu platform.

Władze Chin zablokowały w mediach społecznościowych frazę „Hongkong”

Protesty w Hongkongu trwają od ponad dwóch miesięcy. Wybuchły w związku z nowymi regulacjami, które ułatwiają ekstradycję do Chin. Według Hongkończyków, stworzenie takiego prawa pod naciskiem władz centralnych jest niedopuszczalne. Protestujący obawiają się, że z dniem, w którym hongkońska autonomia dobiegnie końca (ma to się stać w 2047 roku), region stanie się chińską prowincją. To oznaczałoby koniec wielu swobód i przejęcie systemu prawnego i gospodarczego ChRL. Manifestanci wykorzystują aplikacje mobilne, żeby się organizować. Używają Pokemon GO, żeby protestować pod pozorem łapania stworków, a także Tindera –  umawianie się na randki jeszcze nie jest zakazane. W miniony weekend na ulice regionu wyszły dwa miliony ludzi. | CHIP

Zdjęcia satelitarne ujawniają samochody wojskowe w pobliżu Hongkongu

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.