rosja flaga

Rosja chce, żeby Google nie powiadamiał o protestach w Moskwie

Roskomnadzor zażądał, żeby Google przestał promować nielegalne protesty na YouTubie. Według rosyjskich służb, udostępnianie informacji o manifestacjach zakłóca przebieg demokratycznych wyborów. Jeśli Google nie zastosuje się do prośby, Rosja podejmie “odpowiednie środki”. Sprawie przyjrzy się też Duma.

Roskomnadzor, czyli rosyjski regulator mediów i internetu, 11 sierpnia poinformował o liście, który wysłał do Google’a. Żąda w nim, żeby YouTube nie promował informacji o masowych protestach w Moskwie. Tym bardziej, że powiadomienia push otrzymały też osoby, które nie subskrybowały kanałów ze streamami z manifestacji. Według Roskomnadzoru, nieprzychylne władzy organizacje wykupiły usługi reklamowe na platformie i w ten sposób chcą zakłócić proces wyborczy. Dodatkowo Rosja twierdzi, że taka działalność zagraża jej suwerenności. W związku z tym, dalsze uprawianie procederu może spotkać się z odpowiednią reakcją.

Rosja odłączy cały kraj od internetu

Rosyjski cenzor nie precyzuje jednak, co ma na myśli pisząc o odpowiedniości środków, które podejmie w razie bezczynności Google’a. Wiadomo jednak, że Roskomnadzor jest skuteczny w egzekwowaniu swoich próśb. Google, jako główny konkurent rosyjskiej wyszukiwarki Yandex już wielokrotnie stawał się obiektem nacisków ze strony rosyjskich władz. Z końcem ubiegłego roku, Rosja nałożyła na firmę karę w wysokości 0,5 mln rubli (niecałe 30 tys. zł) za to, że z wyników wyszukiwania Google’a nie zniknęły wpisy znajdujące się w rejestrze zakazanych stron. Choć kara nie był duża, portal Vedomosti poinformował w lutym tego roku, że Google częściowo spełnił żądanie, usuwając 70% stron.

Narrację Roskomnadzoru potwierdzają też członkowie Dumy. Jej przewodniczący, Wiaczesław Wołodin, poinformował, że 19 sierpnia rosyjscy politycy zgromadzą się, żeby omówić ingerencję w wewnętrzne sprawy Rosji. Według niego problemem są obce mocarstwa, które chcą zdestabilizować sytuację w kraju.

Reklama

Rosja boryka się z protestami od lipca. Są to największe antyrządowe manifestacje od lat. Mają one związek z wyborami do Moskiewskiej Dumy, zaplanowanymi na 8 września. W minioną sobotę na ulice Moskwy wyszło kilkadziesiąt tysięcy osób (60 tys. wg grupy Biełyj Sczotczik, która zlicza obecność na manifestacjach i 20 tys. wg rosyjskiego MSW). | CHIP

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.