Jak przewidzieć erupcje wulkaniczne? Spojrzeć na nie z kosmosu!

Nowozelandzki wulkan Whakaari doświadczył erupcji, do której doszło 9 grudnia 2019 roku. Doprowadziła ona do emisji pary i gazów wulkanicznych, co wywołało śmierć 22 osób i wystąpienie ciężkich oparzeń u kolejnych 25.

Pokazuje to, jak groźne mogą być erupcje wulkaniczne i wyjaśnia, dlaczego ich przewidywanie powinno być dla nas priorytetem. Aby tego dokonać, naukowcy wykorzystali algorytmy komputerowe „nakarmione” obserwacjami satelitarnymi. Artykuł opublikowany na łamach Science Advances sugeruje, jakoby skład gazów emitowanych przed, w trakcie i po erupcji z 2019 roku różnił się. Może to oznaczać, że wykrycie takich różnic z odpowiednim wyprzedzeniem umożliwiłoby wydanie ostrzeżenia przed nadchodzącą erupcją.

Czytaj też: Wulkan pomoże w kopaniu Bitcoina. Ta metoda może doprowadzić do rewolucji

Oczywiście analiza składu gazów emitowanych przez wulkany nie jest niczym nowym. Związków takich jak dwutlenek węgla czy dwutlenek siarki zazwyczaj szuka się jednak z powierzchni Ziemi, nie z perspektywy orbity. Łącznie tego typu metody są wykorzystywane w przypadku około 50 wulkanów na całym świecie. Jeśli już do akcji wkraczają satelity, to używa się ich głównie do badania większych formacji, a nie małych, takich jak Whakaari.

Erupcje wulkaniczne zazwyczaj przewiduje się na podstawie naziemnych obserwacji

W przypadku tego ostatniego kosmiczne obserwacje zostały przeprowadzone w dość przypadkowych okolicznościach. Odpowiadał za nie satelita Sentinel-5 Precursor, który znalazł się nad Whakaari około godziny po erupcji z 2019 roku. Ma on na pokładzie instrument zwany TROPOMI, czyli Tropospheric Monitoring Instrument. Zebrane w ten sposób informacje zostały następnie wprowadzone do algorytmu komputerowego, który miał obliczyć wsteczną trajektorię wyemitowanych gazów. W ten sposób naukowcy mogli oszacować ilości dwutlenku siarki wyrzuconych przed, w trakcie i po erupcji.

Czytaj też: Nadchodzi drewniany satelita. Wiemy, kiedy trafi na orbitę

Okazało się, iż na około 40 minut przed erupcją Whakaari tamtejsze emisje dwutlenku siarki wzrosły z 10 kilogramów na sekundę do 45 kilogramów na sekundę. Ale czy takie wyprzedzenie jest wystarczające? Należy wspomnieć, że GeoNet, czyli agencja zajmująca się monitorowaniem aktywności nowozelandzkich wulkanów, wydała ostrzeżenia przed potencjalną erupcją na kilka tygodni przed jej rozpoczęciem. Kluczowe okazało się wykrycie dwutlenku siarki przez naziemne instrumenty, zwiększenie siły tamtejszych wstrząsów oraz zwiększenie aktywności gejzerów. Nowa metoda mogłaby więc stanowić swego rodzaju uzupełnienia tych obecnie stosowanych.

Chcesz być na bieżąco z CHIP? Obserwuj nas w Google News