Recenzja Canon EOS R. Pełna klatka dobra dla amatora?

Arkadiusz Dziermański Z-ca Redaktora Naczelnego

Canon EOS R to jeden z tańszych aparatów pełnoklatkowych. Szczególnie kiedy jest dostępny w promocyjnej cenie, wygląda na łakomy kąsek nie tylko dla amatorów. Czy warto się na niego skusić?

Canon EOS R to względnie kompaktowa pełna klatka

Bardzo często argumentem przemawiającym przeciwko pełnoklatkowym aparatom są ich wymiary i masa. Na tle aparatów z matrycami APS-C, czy Micro 4/3 faktycznie są większe. Ale przesiadając się z Olympusa OM-D E-M1 II na EOS-a R nie poczułem, jakbym z małego miejskiego auta przesiadał się do 2-tonowego SUV-a. Różnica w wymiarach nie jest przytłaczająca, a różnica w masie niemal niezauważalna, bo wynosi niecałe 100 gramów. Nieco gorzej sytuacja wygląda po podpięciu obiektywu…

O ile w przypadku mniejszych obiektywów nie stanowi to problemu, tak pierwsze pół dnia spędzone z EOS-em R w parze z obiektywem RF 24-70 F/2.8 pozostawiło po sobie spięcie mięśni przez kolejne dwa dni.

W kwestii budowy EOS R wypada bardzo dobrze. Aparat jest solidnie wykonany, głównie ze stopów magnesu i bardzo dobrze leży w ręce. Do dyspozycji mamy duży, gumowany grip. Dzięki któremu wygodnie można fotografować jedną ręką. O ile nie podepniemy zbyt dużego obiektywu. Obudowa jest uszczelniona, ale nie oferuje najwyższych poziomów odporności na trudne warunki. Mówimy tu o pracy w temperaturze 0-40 stopni Celsjusza oraz przy wilgotności do 85%. Fotografowanie w trakcie ulewnego deszczu może nie być dobrym pomysłem.

Ergonomia EOS-a R dla średnio-zaawansowanych

Początkujący fotografowie mogą się czuć z EOS-em R nieco niekomfortowo. Aparat oferuje bardzo dobrą ergonomię dopiero po odpowiednim ustawieniu skrótów do dostępnych przycisków, ale do tego trzeba… wiedzieć co ustawić. Jeśli nie do końca wiemy, czego potrzebujemy, początkowo obsługa może wydać się nieco skomplikowana. Takim przykładem może być np. przesuwanie pola ostrości. Szczególnie jeśli usuniemy wybór pola z dedykowanego przycisku na tylnej ściance lub nie jest on przypisany.

Wraz z postępami w użytkowaniu łatwo jest zacząć doceniać dotykowy pasek w górnej części obudowy. Można do niego przypisać różne skróty, np. do zmiany ISO, metody autofocusu, czy balansu bieli. Z paska można korzystać poprzez przeciąganie palcem po jego powierzchni, jak również dotykając jego krańców jak przycisków.

W połączeniu z intuicyjnym Menu podręcznym, dwoma pokrętłami oraz opcjonalnym trzecim, znajdującym się na końcu obiektywów RF, EOS-a R można bardzo mocno spersonalizować pod własne preferencje i mieć wszystkie najważniejsze skróty pod ręką.

Interfejs aparatu działa bardzo płynnie, w zasadzie bez względu na wykonywane czynności. Z kolei samo Menu jest czytelne, proste i można się w nim łatwo odnaleźć. A przy tym nie czujemy się przytłoczeni liczbą dostępnych opcji.

Dotykowy ekran zamiast dżojstika i dobry wizjer

EOS R nie ma, znanego z droższych i nowszych modeli serii, dżojstika do łatwego ustawiania ostrości. Ale z pomocą przychodzi dotykowy ekran. Ten ma przekątną 3,15 cala, rozdzielczość 2,1 mln punktów, jest uchylany i obracany o 360 stopni, więc docenią go również osoby zainteresowane vlogowaniem. Ekran jest dobrej jakości, jasny i czytelny niemal w każdych warunkach. Zastosowania panelu dotykowego pozwala używać go do łatwego ustawiania ostrości. Ekran wykorzystujemy jako płytkę dotykową i przesuwając po niej palcem, przesuwamy punkt ostrzenia. Nie miałem wcześniej okazji przez dłuższy czas używać tego rozwiązania i bardzo szybko się polubiliśmy.

Do ustawiania ostrości za pomocą płytki dotykowej najłatwiej jest używać wizjera. Ten jest duży i bardzo wygodny. W zasadzie aż chce się z niego korzystać. Wizjer ma rozdzielczość 3,69 mln punktów, jest jasny i oferuje bardzo dobre odwzorowanie obrazu oraz kolorów. Jeśli chcemy ustawiać ostrość kadrując za pomocą ekranu, wtedy pomocne jest ograniczenie powierzchni ustawiania autofocusu np. do połowy wyświetlacza. Ostrzyć możemy też dotykając wybranego obiektu widocznego na ekranie. Ale przy tej metodzie bardzo łatwo o prześwietlenie kadru, dlatego zdecydowanie lepszą opcją jest manualne przesuwanie punktu ostrzenia.

Do dyspozycji mamy też dodatkowy ekran monochromatyczny. Co ułatwia fotografowaniu przy użyciu wizjera. Widzimy na nim najważniejsze informacje dotyczące przysłony, ISO, czy czasu migawki.

Canon EOS R wydaje się wolny. Ale to kwestia ustawień

EOS R nie jest rekordzistą prędkości jeśli chodzi o zdjęcia seryjne. W trybie One Shot AF mamy do dyspozycji prędkość 8 klatek na sekundę, 5 klatek w Servo AF oraz 3 klatki w Low Speed. Do liderów rynku wiele brakuje i ciężko jest polecić EOS-a R do fotografii sportowej, czy śledzenia dzikich zwierząt. Do tego jeśli ustawimy długi czas podglądu wykonanych zdjęć na 3 lub 5 sekund, aparat będzie sprawiał wrażenie niemiłosiernie wolnego.

To tylko iluzja. Wystarczy zmniejszyć czas podglądu i o ile nie zależy nam na szybkich zdjęciach seryjnych, tempo fotografowania nie budzi żadnych zastrzeżeń. Bardzo szybko można ponowić ustawienie ostrości i wykonywać zdjęcie za zdjęciem bez żadnych opóźnień.

Jakość zdjęć Canona EOS-R powinna zadowolić każdego. Autofocus też działa dobrze

Autofocus

Autofocus EOS-a R oceniam bardzo pozytywnie. Jest celny, działa bardzo szybko, a dodatkowo mamy do wyboru szereg różnych sposobów ostrzenia. Jednopunktowe, wielopunktowe, na mniejszym lub większym obszarze. Naprawdę jest w czym wybierać. Do tego mamy możliwość skorzystania z automatycznego wykrywania twarzy i oka. Również w przypadku zwierząt. Na przykładzie kota – funkcja działa bardzo sprawnie. W zasadzie ciężko, żeby autofocus działał źle i nieprecyzyjnie. W końcu mamy tu do dyspozycji aż 90% pokrycie kadru oraz 5655 punktów. Pozytywnie wypada też śledzenie obiektów. Nie mam zbyt dużego doświadczenia w fotografowaniu ruchomych obiektów, ale skoro poradziłem sobie z uchwyceniem wiewiórki w biegu już za trzecim podejściem, to funkcja faktycznie działa dobrze.

ISO i zdjęcia JPEG

Zacznijmy od ISO, bo tutaj zmiana w porównaniu z używanym na co dzień Olympusem była największa. Podczas gdy zazwyczaj staram się nie wykraczać poza ISO 1600, aby trzymać w ryzach szumy, tak w przypadku EOS-a R fotografowanie przy ISO 6400 nie stanowi większego problemu, a szumy nadal są minimalne. Zarówno w przypadku zdjęć JPEG, jak i RAW, w parze z lepszymi obiektywami możemy spokojnie fotografować nawet w ISO 12800. Dopiero przy wyższych wartościach pojawiają się wyraźne spadki jakości. To oczywiście przekłada się na dużo łatwiejsze fotografowanie w trudnych warunkach oświetleniowych.

Pozostając w temacie szumów, zdjęcia JPEG można odszumiać w 3-stopniowej skali, co powinny docenić osoby, które nie planują wywoływać RAW-ów. Do dyspozycji mamy też różne warianty ustawień HDR oraz cała masę efektów, więc mówiąc krótko – jest czym się bawić.

Jakość zdjęć RAW

Bardzo lubię zdjęcia z aparatów Canona za ich plastyczność podczas edycji. Nie inaczej jest w przypadku EOS-a R. RAW-y są bardzo podatne na modyfikacje i ich edycja to prawdziwa przyjemność. Nawet jeśli stawiamy pierwsze kroki w obróbce zdjęć, zdając się na automatyczne ustawienia choćby Lightrooma, możemy uzyskać bardzo dobre efekty, którymi będzie można bez wstydu się pochwalić.

Balans bieli

Na tym polu EOS-R nie wyróżnia się niczym szczególnym (w negatywnym kontekście). W świetle żarowym oraz w świetle latarni idzie w kierunku ciepłych kolorów, ale można temu zaradzić wprowadzając odpowiednie modyfikacji ustawień. Poza tym, balans bieli wypada bardzo dobrze w praktycznie w każdych warunkach.

Pomówmy o obiektywach zestawu testowego

Canon RF 35mm f/1.8 IS Macro STM

Nie miałem wcześniej okazji używać szerokokątnego obiektywu makro, więc byłem bardzo ciekawy uzyskanych efektów. Brakowało mi nieco możliwości ostrzenia z bliższej odległości, ale deklarowana minimalna odległość ostrzenia wynosząca 17cm ma pokrycie w rzeczywistości. A do tego mamy powiększenie 1:2. Obiektyw całościowo wypada bardzo pozytywnie. Genialnie odcina fotografowany obiekt od tła i jest ostry jak brzytwa. Przy fotografowaniu z bliższej odległości, podczas obracania pierścienia ostrości widzimy na jak cieniutki jest obszar ostrzenia, co pozwala na wykonanie bardzo precyzyjnych zdjęć.

Oczywiście względnie szeroki kąt widzenia oraz duży otwór przysłony sprawdzą się też podczas fotografowania plenerowego w trudniejszych warunkach oświetleniowych. Tutaj również obiektyw wypada bardzo pozytywnie. Ogółem poleciłbym go jako obiektyw typowo podróżniczy. Jest kompaktowy i lekki. Uchwycimy nim ładny krajobraz ze względnie szerokim kątem, nagramy vloga z ręki, a zawsze możemy też uchwycić detale kwiatka, czy innego robala z bliskiej odległości.

Zdjęcia przykładowe:

Canon RF 24-70mm F2.8 L IS USM

Jedyny obiektyw jakiego potrzebujesz – te zdanie idealnie opisuje to szło. Piekielnie drogi, piekielnie duży i ciężki (900 gramów), piekielnie dobry! Stały, szeroki otwór przysłony w całym zakresie od względnie szerokich 24mm, po krótki zoom 70mm daje nam uniwersalny obiektyw z bardzo długą listą zastosowań. Posiadanie takiego szkła w zestawie testowym jest jednak problematyczne. Momentami musiałem się zmuszać do tego, aby zamienić go na inny z posiadanego zestawu. RF 24-70mm F/2.8 jest tak dobry, że nie chce się korzystać z czegoś innego.

Obiektyw cechuje się bardzo szybkim i precyzyjnym autofocusem oraz genialną ostrością w niemal całym kadrze. Dopiero w II połowie długości ogniskowej zobaczymy niewielkie braki w rogach kadru. Do tego mamy bardzo ładne rozmycie tła i miły dla oka, bardzo plastyczny bokeh. No i stabilizacja obrazu(!). EOS R nie ma matrycowej stabilizacji, więc musimy bazować na tym, co potrafi obiektyw. A RF 24-70mm F2.8 L IS USM potrafi dużo. Choć mam w miarę pewną rękę, to utrzymanie aparatu przy czasie naświetlania rzędu 1/4s nie należy do prostych czynności. A mimo to stabilizacja dawała radę. Wszystkie zdjęcia widoczne w tym artykule były robione bez statywu.

Zdjęcia przykładowe:

Canon RF 24-105mm f/4L IS USM

Z przymrużeniem oka możemy nazwać go obiektywem kitowym, bo najczęściej znajdziemy go w podstawowym zestawie sprzedażowym EOS-a R. RF 24-105 F/4L jest minimalnie mniejszy i lżejszy od RF 24-70mm F2.8 L, ale ogólnie możemy powiedzieć, że pod względem wymiarów grają tej samej lidzie. Konstrukcyjnie można narzekać na umieszczenie obok siebie pierścienia zoomu oraz ostrości. Mają inną fakturę, ale początkowo można się kilka razy pomylić.

W mojej codziennej pracy przy zdjęciach sprzętu, RF 24-105 F/4L był średnio przydatny. Kilka miesięcy temu miałem okazję fotografować nim kilka urządzeń, ale podczas testowania EOS-a R zdecydowanie wolałem używać go w plenerze. Tutaj sprawdza się świetnie i daje nam możliwość fotografowania w miarę szerokich widoków, z opcją skorzystania ze średniego zoomu. Obraz uzyskiwany za pomocą obiektywu stoi na dobrym poziomie. Mamy bardzo dobrą ostrość w praktycznie całym zakresie ogniskowych, precyzyjny i szybki autofocus oraz bardzo płynnie działający zoom pozwalający szybko zmienić perspektywę fotografowania. Po stronie minusów, w plikach RAW zauważymy wyraźne winietowanie przy przysłonie F/4 oraz najkrótszej ogniskowej, a także sporą dystorsję. Obie wady łatwo usunąć przy edycji, znikają też przy minimalnym wydłużeniu ogniskowej, a przy JPEG-ach aparat jest w stanie je sam usunąć podczas zapisu plików.

Zdjęcia przykładowe:

Poniżej znajdziecie teksty, do których zdjęcia były robione EOS-em R:

Kilka rzeczy pominąłem…

Pisząc kolejne akapity pominąłem kilka elementów EOS-a R, wieć przejdźmy przez nie w telegraficznym skrócie.

Duży plus należy się za automatyczne zakrywanie matrycy podczas zmiany obiektywu. To jest z gatunku – mała rzecz, a cieszy. Do tego możemy włączyć automatyczne czyszczenie matrycy przy każdym włączaniu i wyłączeniu aparatu.

Pozytywnie wypada też łączność bezprzewodowa. Aparat można łatwo sparować ze smartfonem, co pozwala na szybkie i łatwe przesyłanie zdjęć między urządzeniami, czy też zdalne sterowanie. Duży plus należy się również za port USB-C oraz pełnorymiarowe HDMI.

Ostatni pominięty element jest bardzo ważny i jest nim akumulator. Tutaj EOS-E wypada naprawdę bardzo dobrze. Na pojedynczym ładowaniu jesteśmy w stanie wykonać ok 600 zdjęć, a do pełna naładujemy go w niecałe dwie godziny. To naprawdę dobre wyniki.

Canon EOS R to udany aparat dla świadomego, ale nadal początkującego użytkownika

Canon EOS-R to jeden z pierwszych wyborów dla osób szukających pełnoklatkowego aparatu w rozsądnej cenie. Ale nie jest to wybór dla każdego.

Aparat nie sprawdzi się w rękach kompletnego amatora, który już na starcie będzie miał problem z odpowiednim przypisaniem przycisków do dostępnych funkcji. Nie sprosta też wymaganiom zawodowych fotografów sportowych oraz przyrodniczych. Ze względu na niską szybkość zdjęć seryjnych. To nie jest też sprzęt dla vlogerów z powodu dużego cropa (1.8x) w filmach 4K. Zawodowcom będzie też brakować drugiego slotu na kartę pamięci.

Jeśli nie znajdujesz się w żadnej z powyższych grup – Canon EOS R to zdecydowanie sprzęt warty uwagi. Solidnie wykonany, nie za ciężki, ani też nie za duży, sprawnie działający, prosty w obsłudze i łatwy w konfiguracji oraz zapewniający bardzo dobrą jakość zdjęć. Aparat oferuje bardzo dobrze działający autofocus, choć trzeba przyzwyczaić się do ustawiania ostrości za pomocą płytki dotykowej. Dużym plusem jest też szeroki wybór obiektywów. Co prawda system RF jest stale w budowie, ale wykorzystując adapter EF-EOS R mamy dostęp do bardzo dużej liczby starszych, ale ciekawych i bardzo dobrych szkieł. To ważne przy kompletowaniu sprzętu. Musimy tylko zwracać uwagę na to, aby obiektywy były stabilizowane. Brak stabilizacji matrycy, to obok wolnych zdjęć seryjnych, największy brak EOS-a R.

Canon EOS R jest aparatem bardzo chętnie… przecenianym. Samo body kupimy za ok 7 299 zł, a z obiektywem RF 24-105 F/4 da się go złapać za 7 999 zł. To sporo, ale przy okazji Czarnego Piątku ceny potrafią spaść nawet poniżej 5 000 zł, a wtedy nie ma co się zastawiać. Trzeba kupować!